• Gold – score
  • Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22

Life of Pi

data publikacji: 17/01/2013

Życie Pi

Life of Pi

„...obraz wraz z muzyką tworzą prawdziwą magię...”

Kompozytor: Mychael Danna

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: Sony Masterworks

Czas trwania: 65:11 min.

 

Ang Lee, jak mało który reżyser, dba o warstwę muzyczną swoich filmów. „Rozważna i romantyczna”, „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, „Tajemnica Brokeback Mountain” oraz „Ostrożnie, pożądanie” to nie tylko odnoszące sukcesy na całym świecie obrazy, ale także wspaniałe, dopracowane ścieżki dźwiękowe. Dlatego „Życie Pi” od początku wzbudzało emocje miłośników muzyki filmowej. W dodatku Lee ekranizował materiał wręcz wymarzony dla każdego kompozytora – hinduski chłopiec, tygrys, ocean, czyli minimum dialogów, maksimum ciszy, a do tego ciekawe kulturowe smaczki. Pytanie brzmiało tylko, kto dostąpi zaszczytu współpracy z tajwańskim mistrzem.

 

Wybór padł na Mychaela Dannę, co w pierwszej chwili zaskakuje. Cokolwiek by o tym twórcy nie mówić, nie jest on najgrubszą z ryb pływających współcześnie w stawie muzyki filmowej. Konsekwentnie pomijany przy najważniejszych nagrodach filmowych, dryfował blisko głównego nurtu amerykańskiego kina, ale wciąż na uboczu. Jako Kanadyjczyk silnie związał się z rodzimym kinem, zaś o sukcesie na miarę swojego rodaka, Howarda Shore’a mógł tylko pomarzyć. W tym wypadku jednak trudno przecenić jego narodowość. Autor powieściowego pierwowzoru również pochodzi z Kanady i w tym kraju ostatecznie osiada jego główny bohater. Do tego żona Danny jest Hinduską. Trudno dziś domyślać się, co ostatecznie przesądziło o wyborze właśnie tego kompozytora, lecz kwestie osobisto-geograficzne z pewnością nie były tu bez znaczenia.

 

Danna w pracy nad „Życiem Pi” musiał się jednak wznieść ponad swoje zachodnie korzenie. Nie zapomnieć o nich, lecz niejako mając je wciąż w polu widzenia, rozszerzyć muzyczne spojrzenie. Film Anga Lee jest bowiem kulturowo-ideową mozaiką. Płynnie łączy w sobie europejskość i azjatyckość, do tego dochodzi religijny ekumenizm, sięganie głęboko w świat zwierząt, wreszcie ociera się o sprawy ostateczne – próba dotarcia do Boga i istoty człowieczeństwa. Jak coś takiego uchwycić w muzyce? Mychael Danna przygotował inspirującą propozycję.

 

Jego ścieżka dźwiękowa jest przede wszystkim szalenie eklektyczna. W pierwszej chwili uwodzi typowo hinduskim brzmieniem, ale nie w nowoczesnym, dynamicznym sensie, jaki prezentowany był w „Slumdog Millionaire” i „Hotelu Marigold”. Kanadyjczyk wydobywa raczej jego ciepłą melodyjność, pełną uczucia duchowość. Płynnie wzbogaca ten element wyraźnie francuskimi akcentami. Związane jest to z imieniem głównego bohatera (Pi to skrót od Piscine Molitor, czyli nazwy basenu w Paryżu) oraz faktu, iż wyspa Pondicherry, na której mieszka, była kolonią francuską. Po skonstruowaniu z tych elementów podstawy pierwszej części ścieżki dźwiękowej, wznosi elegancki dach w postaci bardzo amerykańskiego tematu głównego. To łagodna, dostojna melodia, o odpowiednio epickim rozmachu. W sam raz dla tego rodzaju opowieści. Danna powraca do niej wielokrotnie, ale oszczędnie, dzięki temu zapewnia filmowi muzyczną wizytówkę, a zarazem nie staje się jej niewolnikiem.

 

Gdy Pi opuszcza Indie i w rezultacie ląduje na szalupie sam na sam z tygrysem bengalskim (o wdzięcznym imieniu Richard Parker), muzyka dyskretnie się zmienia. Staje się mniej tematyczno-narracyjna, swobodnie natomiast przepływa w stronę ambientu. Danna bezbłędnie wyczuwa, że obraz zaczyna umykać konwencjom i staje się specyficzną fabułą bez fabuły, muzyka więc ucieka od melodii ku oceanowi dźwięków, trudniejszemu do uchwycenia, ale nie mniej intrygującemu. Kompozytor nie odrzuca zarazem możliwości, jakie dają tradycyjne tematy. Gdy akcja przyspiesza lub wydarzenia nabierają szczególnego znaczenia, powracają bardziej konwencjonalne rozwiązania. Instrumenty perkusyjne wzmacniają dynamizm, zaś prowadzone melodie podkreślają więź z bohaterem.

 

Chociaż Kanadyjczyk wykazuje się ilustracyjną pomysłowością i inteligentnie nawiązuje zarówno do filmowych wydarzeń, jak i struktury narracji, parokrotnie pozwala sobie na pójście na łatwiznę i niepotrzebnie sięga po style wypracowane przez kolegów po fachu. Banałem jest korzystanie z epickich partii chóralnych, gdy mowa jest o Bogu. Są one miejscami urzekające, często jednak przywołują w pamięci „Władcę Pierścieni” Howarda Shore’a i sprawiają wrażenie pięknego prostactwa. Co ciekawe, niektóre momenty przywodzą na myśl „Sekret Księgi z Kells” („Set Your House in Order”), a często z niektórych dźwięków wychyla się Thomas Newman („Flying Fish”, „Pi and Richard Parker”). Czy to przeszkadza? Mniej po obejrzeniu filmu, gdy poszczególne pomysły bardziej wiąże się z obrazem niż pracami innych kompozytorów. Wskazuje jednak na pewne granice pomysłowości, których Danna nie potrafi przeskoczyć.

 

Obejrzenie filmu z pewnością pomaga życzliwej spojrzeć na pracę Kanadyjczyka. Przede wszystkim tłumaczy on szczególny rozwój muzyki na przestrzeni całego krążka, a poza tym uruchamia dodatkowe skojarzenia i konteksty, które przy wyłącznie samodzielnym odsłuchu mogą umknąć. Ang Lee znowu wykazał się olbrzymim muzycznym wyczuciem. Wydatnie eksponuje ścieżkę dźwiękową w pojedynczych scenach i całych sekwencjach. W niektórych momentach obraz wraz z muzyką tworzą prawdziwą magię, której nigdy nie udałoby się osiągnąć tym elementom samodzielnie. Sztandarowym przykładem jest tu scena, gdy Pi zagląda w oczy tygrysa i widzi tam cały podwodny wszechświat, a z głośników płynie niemal mistyczne „Tiger Vision”. Efekt jest zachwycający.

 

Na tyle zachwycający, że Amerykańska Akademia Filmowa uhonorowała Mychaela Dannę pierwszą w jego karierze nominacją do Oscara (a ściślej dwoma, doceniono również piosenkę „Pi’s Lullaby”, która towarzyszy napisom początkowym), a Stowarzyszenie Dziennikarzy Akredytowanych w Hollywood przyznało kompozytorowi Złoty Glob. Nie ma w tych honorach cienia przesady. Nie do końca można to docenić sięgając po samą płytę. Jest standardowo nieco za długa i ma utwory całkowicie zbędne, lecz dodanie obrazu tworzy zupełnie nowy wymiar odbioru. „Życie Pi” jest oczywiście fantastyczne wizualnie, inspirujące intelektualnie i poruszające emocjonalnie, ale przede wszystkim to film z duszą, która byłaby niepełna, gdyby nie muzyka Mychaela Danny. Bez niej, zagubieni na oceanie Pi i Richard Parker czuliby się pewnie znacznie bardziej samotni.

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Pi’s Lullaby – Bombay Jayashri

02.

Piscine Molitor Patel

03.

Pondicherry

04.

Meeting Krishna

05.

Christ in the Mountains

06.

Thank you Vishnu for Introducing me to Christ

07.

Richard Parker

08.

Appa’s Lesson

09.

Anandi

10.

Leaving India

11.

The Deepest Spot on Earth

12.

Tsimtsum

13.

Death of the Zebra

14.

First Night, First Day

15.

Set Your House in Order

16.

Skinny Vegetarian Boy

17.

Pi and Richard Parker

18.

The Whale

19.

Flying Fish

20.

Tiger Training

21.

Orphans

22.

Tiger Vision

23.

God Storm

24.

I’m Ready Now

25.

The Island

26.

Back to the World

27.

The Second Story

28.

Which Story do you Prefer?

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.5  

Mefisto 17-01-2013, 22:00

Hmm... akurat Brokeback Mountain to nienajlepszy przykład na poparcie tezy z pierwszego akapitu :) Nie zgodzę się też z parciem na narodowość kompozytora przy wyborze do filmu - to raczej mnóstwo wcześniejszych jego prac, mocno osadzonych w egzotyce, jak i często religijności wpłynęły na decyzję reżysera :) Zaszokował mnie lekko także wrażeniometr - tyle ciepłych słów i ani jednego maksa? Nie możliwe :) Niemniej z ogólnym wrażeniem się zgadzam - muzyka naprawdę ładna i niebanalna.


J.B. 17-01-2013, 22:15

W mojej opinii muzyka w "TBM" działa w filmie świetnie. Nawet się nie czepiam, że Oscara dostała. Pewnie o angażu Danny zadecydowało to, że Lee pracował już nim przy "Burzy lodowej", ale myślę, że pochodzenie ma często znaczenie nie mniejsze niż dorobek. Grunt, iż wybór był dobry. Ja rzadko stawiam maksy na wrażeniometrze i zawsze po długiej wewnętrznej walce. O mały włos i nawet "Anna Karenina" wylądowałaby bez żadnego maksa ;)


Mefisto 18-01-2013, 01:10

A to czemu? Czyżby takie Pi’s Lullaby nie było wg Ciebie jedną z największych atrakcji albumu?


Aleksander Dębicz 18-01-2013, 02:07

Ciekawie napisana recenzja, z którą się w pełni zgadzam.


Łukasz Waligórski 18-01-2013, 12:19

"Pi's Lullaby" to jedna z najciekawszych kompozycji ubiegłego roku. Dawno tak często nie słuchałem jednego utworu... Cała ścieżka również wciąga. Zasłużona nominacja i mam nadzieję na Oscara.


Aleksander Dębicz 18-01-2013, 13:36

Zgadzam się. Adele ma z kim przegrac ;) swoją drogą to by było coś: Oscar dla Newmana za score, a dla Danny za piosenkę :)


Brian 18-01-2013, 19:06

Też bym tak chciał, ale wiem, że nie będzie.


J.B. 21-01-2013, 12:13

"Pi's Lullaby" podoba mi trochę bardziej niż piosenka Adele, ale jest dla mnie, z braku lepszego określenia, za słodka (chociaż jako tło do tych wszystkich zwierzaczków z napisów początkowych wypada uroczo). Są na tej ścieżce dźwiękowej momenty, które uwiodły mnie bardziej ("Tiger Vision", "The Island"). Myślę, że Adele jest za bardzo na topie, żeby jej odmówili statuetki, chociaż Akademia robiła dziwniejsze rzeczy.


Bloo 10-02-2013, 17:39

Muzyka z filmu urzeka. Jest czarująca i naprawdę magiczna. W niektórych momentach barwą i ciepłem przypomina mi "Marzyciela" Jana Kaczmarka, a w niektórych wzniosłością spokojne fragmenty "Władcy Pierścieni" Shore'a. A co do "Pi's Lullaby" to trzymam kciuki, żeby wyrwała statuetkę z rąk Adele, bo jakoś osobiście mnie brytyjska wokalistka nie przekonuje w żadnym calu. Owszem ma ładny głos, ale to wszystko jest na jedno kopyto i jakoś tak nie wiem... Mam nadzieję, że wygra magia. Tak samo jeśli chodzi muzykę, bo choć jest nominowany mój ukochany Desplat, to jednak w tym roku z całego serca życzę wygranej Michaelowi Danna :)


jassekp 02-04-2013, 19:53

Kupiłem. Przesłuchalem kilka razy. Przy kaźdym odsłuchu mniej więcej od połowy przysypiałem. Szybko sprzedałem na allegro


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz