• Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The
  • Zookeeper’s Wife, The
  • S.W.A.T.

Less Than Zero – score

data publikacji: 10/10/2012

Mniej niż zero

Less Than Zero – score

"...miły stan rozluźnienia..."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 1987

Wytwórnia: nieznana (bootleg)

Czas trwania: 35:19 min.

 

Zanim Robert Downey Jr. zaczął strzelać w publikę ciętymi ripostami Tony’ego Starka, a we wrogów laserami jego ironmenowskiej zbroi, był w poważnym dołku narkotykowym. A zanim tam się stoczył grał w różnorakich komediodramatach młodych, narwanych i często... mających problemy z używkami ludzi. Jednym z takich filmów jest właśnie „Less Than Zero” – zapomniany już dziś w sumie film, oparty na prozie Breta Eastona Ellisa (choć w rzeczywistości mający z nią niewiele wspólnego) oniryczny kryminał z przesłaniem. W dość podobnych, ‘sennych’ klimatach oscylował w danej chwili także Thomas Newman, którego wczesne ilustracje charakteryzowały się właśnie taką morfeuszowską estetyką, toteż nic dziwnego, że to właśnie jego wybrano na kompozytora „Mniej niż zero” (choć może sprawy inaczej by się to potoczyły, gdyby twórcy usłyszeli wcześniej Lady Pank...).

 

Nie powinien także dziwić fakt, iż ostatecznie pracy kompozytora nie wydano (jak i większości jego partytur z lat 80. ubiegłego stulecia). Choć w filmie spisuje się ona przyzwoicie i trafnie oddaje jego specyficzną atmosferę, to jednak swą atrakcyjnością przegrywa z materiałem źródłowym, na jaki składają się m.in. hity Aerosmith czy Roya Orbisona. A je już wydano – wytwórnia Def Jam/Columbia wypuściła ońgiś soundtrack z 11 piosenkami. Trochę szkoda, iż zabrakło nań choćby fragmentu ilustracji Newmana, gdyż na pewno ubarwiłaby krążek. Tutaj jednak przychodzi z pomocą zgrabny bootleg epoki internetu – trafnie zamykający się w nieco ponad półgodzinie materiału oraz, przede wszystkim, posiadający zaskakująco dobrą jakość nagrania.

 

I te dwa elementy wpływają bardzo pozytywnie na wrażenia z odsłuchu, który mija szybko i w miarę przyjemnie. Duża w tym jednak zasługa i samej natury ilustracji, która, choć niepozbawiona słabszych, mocno ilustracyjnych i mniej ciekawych momentów, powolutku sączy się z głośników, tyleż intrygując, co wprawiając nas w miły stan rozluźnienia. Newman, lubujący się w takich, nie do końca oczywistych klimatach z pogranicza snu i jawy, celnie obrał tu łagodny ambient za swe narzędzie. W dodatku kompozytor niemal (acz nie do końca) zrezygnował z agrasywnych, często asłuchalnych eksperymentów elektronicznych, od których przecież nie stronił w początkach kariery. Zamiast tego pozwolił raczej muzyce swobodnie płynąć, co jakiś czas stopniowo narastając i zabarwił ją bardziej tradycyjnymi elementami, np. wielbionymi przez siebie smyczkami i fortepianem oraz pojedyńczymi instrumentami perkusyjnymi.

 

Klimat oniryczności potęguje także fakt, iż na dobrą sprawę nie ma tu tematów z prawdziwego zdarzenia, ani też barwnych, typowych dla kompozytora, porywających melodii. I choć zdarzają się bardziej chwytliwe nuty, przypominające o tym, z kim mamy do czynienia – jak np. „Rekindled Love” – to przeważa raczej swego rodzaju muzyczny miraż, złożony z prostych, hipnotycznych brzmień i emocjonalnych faktur, aniżeli pełnoprawne motywy poprowadzone od A do Z, które po seansie będziemy mogli bez problemu zanucić i/lub ustawić jako dzwonek w komórce. Idealnym tego przykładem jest tu zresztą jedyny powracający co jakiś czas fragment, który wyraźnie bierze ilustrację w nawias („Six Months Later” - „Maybe In The End, The Answer Is The Same”) oraz stanowi temat/myśl przewodnią całej kompozycji – wolno rozwijający się, acz nie usypiający kawałek, który zdaje się rozbrzmiewać bez większego celu, i który po stosownym zawieszeniu w kulminacji danej ścieżki nagle urywa się. Bez konkluzji, bez wyjaśnień, bez dopowiedzeń. Taka właśnie jest ta muzyka – enigmatyczna i skąpana w półmroku, ale zarazem poetycka, emanująca nutką optymizmu na drugim planie.

 

Myślę, że przeciętny słuchacz nie dostrzeże tu nic ponad... przeciętność – i dla niego trójka zdaje się być notą idealną. Ale fani kompozytora, oraz amatorzy nieco bardziej ambientowych i relaksujących kompozycji, mogą spokojnie naciągnąć ocenę, nawet i do pełnej czwórki. Ode mnie ten solidny, acz raczej nie zapadający w pamięć bootlegowy snuj otrzymuje natomiast trzy z plusem – wielce odprężającym plusem.

 

 


P.S. Można też trafić na inne okładki oraz tytuły utworów opisywanego bootlega – jedna z nich powyżej, natomiast górny obrazek, to już twór domowej roboty.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Six Months Later

02.

Clay & Julian Reminisce

03.

Searching For Julian

04.

Blair & Clay Reunited / It's Not Like You Remember

05.

Rekindled Love

06.

I've Brought You A Present

07.

A State Of Perpetual Uselessness

08.

Overdose

09.

Drive To Palm Springs

10.

A Drug / Fueled Elevator Straight To Hell

11.

You Don't Look Happy

12.

Escape from Palm Springs

13.

50.000 / Julian Asks For Help

14.

Julian Gives Good Head and Is Dead

15.

Maybe In The End, The Answer Is The Same

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Dave 04-06-2016, 17:56

Awesome


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz