• Live by Night
  • Ballad of Buster Scruggs, The
  • Cure for Wellness, A
  • Deadpool 2 – score
  • Deadpool 2

Legend, The (Robin of Sherwood)

data publikacji: 05/09/2012

Robin z Sherwood

Legend, The (Robin of Sherwood)

"...mocno działa na zmysły..."

Kompozytor: Clannad

Rok produkcji: 1984 / 2003

Wytwórnia: RCA Victor / Sony

Czas trwania: 38:13 min.

Legend, The (Robin of Sherwood)

"...bootleg odziera ją nieco z magii..."

Kompozytor: Clannad

Rok produkcji: 1984 / 2003

Wytwórnia: nieznana (bootleg)

Czas trwania: 64:01 min.

 

Chyba nie było w latach 80-tych ubiegłego stulecia dziecka, które z wypiekami na twarzy nie wypatrywało kolejnego odcinka przygód Robin Hooda od HTV (dziś ITV; nie mylić z Robin Hoodem od BBC!) – a jeśli jakiś rodzynek się znajdzie, to lepiej niech siedzi cicho i się nie przyznaje, bo wstyd będzie na całą wieś. Taki był to bowiem lubiany serial, że po dziś dzień wymieniany jest wśród tych ‘naj’, nawet mimo wielu archaizmów i naiwności, które w dzisiejszej telewizji zwyczajnie by nie przeszły (no, może w polskiej publicznej...). To po prostu czysty kult. Nie miałby on jednak miejsca (a przynajmniej nie na taką skalę), gdyby nie jeden element, jaki wyszedł ponad standardową realizację i nadał całości tego unikalnego, magicznego klimatu. Tym elementem jest rzecz jasna muzyka Clannad.

 

Irlandzki zespół, w składzie: Máire Ní Bhraonáin (Moya Brennan), Ciarán i Pól Ó Braonáin oraz Noel i Pádraig Ó Dúgáin (Duggan), który prócz Robina najbardziej zasłynął piosenką z mini-serii „Harry's Game”, a także... solową karierą Eithne Ní Bhraonáin (słynna Enya, która była częścią grupy w latach 1981-82, odchodząc tuż przed powstaniem serialu) angaż ten dostał zupełnym przypadkiem. I trzeba powiedzieć wprost: to bez wątpienia najlepsze, co przytrafiło się Clannad. A najlepsze, co przytrafiło się temu serialowi to właśnie ich muzyka. Oba te media łączy bowiem niesamowita i unikalna symbioza, która nie pozwala wyobrazić sobie jednego bez drugiego. Ot, nierozerwalna całość, która znakomicie pobudza ciekawość widza/słuchacza już od pierwszych dźwięków legendarnego motywu-pieśni z czołówki. Dlatego też, choć serial skutecznie wypromował kilku znakomitych aktorów, innym dał te pożądane pięć minut sławy, a i sam w sobie stanowi mimo wszystko niecodzienne dokonanie, to właśnie muzyka jest jego najmocniejszą i najbardziej cenioną częścią (co niejako potwierdza jedyna dla serialu nominacja do BAFTA, jaką Clannad zamienił na nagrodę w 1985 r.).

 

Oparta o stare gaelickie pieśni i muzykę celtycką jako taką, ilustracja ta w dużej mierze została zaimprowizowana, a członkowie zespołu bardziej skupili się na rytmice i utrzymaniu specyficznego brzmienia, niż na tworzeniu podkładu pod konkretne sceny. I przypuszczalnie dlatego ich muzyka tak mocno działa na zmysły, wytwarzając wokół najprostszych nawet sekwencji wyjątkowo tajemniczą aurę i świetnie pogłębiając ich emocjonalność. Najlepszym przykładem takiego zabiegu jest króciutkie „Battles”, które, oględnie mówiąc, zrodziło ze zwykłego ‘walenia w gary’, a mimo to kapitalnie sprawdza się jako opis wszelakich potyczek. Podobna prostota przekłada się także na piosenki – co ciekawe, to pierwsza płyta grupy śpiewana po angielsku, a nie, jak to miało miejsce wcześniej, w tradycyjnym języku irlandzkim, acz i takie momenty zdarzają się w niektórych odcinkach (np. sławetne „Caislean Óir”). Te, choć chwytliwe, rytmiczne i mocno wciągające, bynajmniej nie grzeszą ani skomplikowanym tekstem (z reguły ograniczając się do dwóch, trzech zwrotek), ani przesadną głębią – bardzo często stanowią zresztą zgrabny montaż z fragmentami ilustracyjnymi. I jakkolwiek źle to zabrzmi, to gdy odjąć celtyckie zabarwienie, jest to właściwie czysty pop z lekką domieszką ambientu.

 

Nic więc dziwnego, iż publika z miejsca pokochała minimalistyczne, clannadowskie dźwięki. I choć album od RCA nigdy nie dorobił się miana światowego bestselleru, to szybko stał się pozycją równie kultową, co sam serial. A trzeba przyznać, że wchodzi on w uszy, jak w masło i na dobrą sprawę brakuje w nim słabszych momentów. No, przynajmniej brakowało do momentu, w którym z jakichś bliżej nieokreślonych przyczyn Sony postanowiło nagle po 20 latach wznowić płytę pod szyldem „Deluxe Edition”, na którą do oryginalnych utworów dorzucono wątpliwej jakości remix „Together We”. Na całe szczęście to jedynie bonus, a całość mimo nowej, znacznie mniej kojarzącej się z serialem grafiki, zyskała przynajmniej lepszy dźwięk (tym samym to ją wybrałem za podstawę recenzji, jednocześnie pozostając wierny pierwotnej okładce). Konkretniej o zawartości nie zamierzam się jednak rozpisywać, zwłaszcza, że po latach trudno tu o coś odkrywczego. Za paradoks mogę jedynie uznać fakt, że choć poszczególne ścieżki i piosenki zdają się istnieć same dla siebie i nie ma pomiędzy nimi żadnej ciągłości, to i tak całość wydaje się bardzo spójna, nawet mimo przeskoków nastroju, często diametralnie od siebie różnych. Spora w tym zasługa krótkiego czasu trwania płyty, jak i większości zawartych nań utworów.

 

I tu leży największy problem wydawnictwa – niezwykle skromny dobór materiału w stosunku do tego, co słychać na małym ekranie. Wiąże się to w dużej mierze z zaniedbaniami wynikającymi z niewielkiego budżetu. Taśmy matki zwyczajnie zostały gdzieś, kiedyś zawieruszone i dopóki się nie znajdą, dopóty te dziesięć ścieżek pozostanie prawdziwą legendą. Przy czym już w latach świetności serii był to lekko kontrowersyjny przypadek, gdyż część z niewydanego materiału zawierały liczne single oraz pozafilmowe krążki Clannad. Tak było np. ze wspomnianym „Caislean Óir”, który ukazał się na płytce z wizerunkiem Jasona Connery (wypuszczonej z okazji nowego sezonu z nowym Robinem) oraz na albumie „Macalla”, gdzie znajduje się także piosenka „Almost Seems (Too Late to Turn)” będąca przeróbką jednego z robinowych pomysłów. Na wydanej po latach składance „Clannad: Live in Concert” również znajdziemy duchy przeszłości w postaci „Robin of Sherwood Medley” i „Dance & Teidhir Abhaile Riu”. To jednak jedynie odmęty, które trudno nazwać satysfakcjonującymi. Oczywiście pewnego rodzaju remedium jest tutaj niedawne wydanie DVD oraz Blu-ray, na których do poszczególnych epizodów przypisano opcję „music only”. Nie zmienia to oczywiście faktu, iż na pełnoprawne, rozszerzone wydawnictwo, o ile kiedykolwiek dojdzie ono do skutku, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. I tu do akcji wkracza internet...  

 

 

Nie jest to rzecz jasna pierwszy przypadek, w którym złaknieni fani zmuszeni są uciekać się do amatorskich bootlegów, które mimo statusu ‘nieoficjalnych produkcji’ oferują im znacznie rozszerzony, a często nawet i cały materiał z danej ścieżki dźwiękowej. Przypadek „Robina z Sherwood” jest jednak jednym z lepszych przykładów dobrodziejstwa internetu i zawziętości jego użytkowników – tym bardziej warto poświęcić mu chwilę. Obecnie natknąć się można na dwa bootlegi, które jak mniemam wywodzą się z nadmienionych wcześniej wydań cyfrowych serialu. Różnią się one zarówno jakością, jak i ilością oraz doborem materiału. Ta uboższa wersja, o nazwie „Vol. II” posiada 20 ścieżek z dwóch tylko odcinków sezonu III, do których dodano kawałki live (w tym „Caislean Óir”), podczas gdy uwzględnione przez mnie „Unreleased Music” z 32-ma utworami zawiera muzykę z siedmiu odcinków sezonu II i III. I jest to na dobrą sprawę niemal kompletny przekrój przez ilustrację Clannad – brakuje jedynie melodii ze ślubu Owena z Clun i Marion (2 odcinek, III seria) oraz świetnego kawałka z odcinka „Inheritance” (sezon III). Poza tym płytka oferuje właściwie wszystkie co ciekawsze fragmenty, jakich zabrakło na wydaniu oficjalnym, jak i kilka alternatywnych wersji znanych nam już utworów (np. „Herne”, „Marion” i „Ancient Forest” występują tu w wersjach skróconych, „Battles” w dłuższej, „Strange Land” i „Now is Here” mają swoje instrumentalne odpowiedniki, a „Together We” w wersji alternatywnej posiada zmienioną aranżację).

 

Mimo znacznie gorszej, acz nie wypaczającej wrażenia z odsłuchu i wizji twórców jakości materiału, sporo zyskują tu charakterystyczne dla serii miejsca. W końcu możemy więc usłyszeć w pełnej krasie motyw Nottingam, jak i wioski Wickham – oba o bardzo swojskim brzmieniu. Ten pierwszy świetnie uzupełnia dostojny motyw królewski w „Royal” oraz łagodne „Court Dance”, natomiast ten drugi dynamiczny i jakże przyjemny „Village Dance”. Także i Sherwood ze swoim mistycznym, odrobinę niepokojącym klimatem znajduje tu swój temat. A dla fanów złowrogiej elektroniki motywy Barona de Belleme i jego czarnej magii („Magic”, „Duel”, „Powers of Light and Darkness”) będą jak znalazł, choć one akurat znacznie lepiej wypadają w konkretnych odcinkach. Podobnież i związane nie tylko z magią chwile zagrożenia, ilustrowane przez... „Danger” i „Strangers” na płycie nie brzmią już tak fajnie, jak na ekranie. A skoro już przy niebezpieczeństwach jesteśmy, to warto wspomnieć o rozszerzonej gamie muzyki akcji, którą prócz rozszerzonego „Battles” reprezentują też sympatyczne „Action”, „Fight”, „Night” oraz „Struggle”. Do tego dostajemy jeszcze sporo pojedyńczych, często delikatnych, romantycznych motywów, które w zależności od sceny towarzyszą wesołej bandzie Robina (choćby bardzo ładne „Memories” i „Morning”). Wisienką na torcie są z kolei kolejne wersje tematu przewodniego z sezonu III – „Opening Titles” i „End Titles”.

 

Co ciekawe, to właśnie na bootlegu muzyka przybiera bardziej typową dla filmowej ilustracji formę, stając się czymś konkretniejszym, aniżeli fajnym zbiorem klimatycznych melodii. Niestety, wiąże się to także ze spadkiem słuchalności, a co za tym idzie także przyjemności obcowania z muzyką. Gros z ww tematów nawet nie zbliża się poziomem do utworów z „The Legend”. Z kolei wrażenia z tych lepszych często zabija średnia jakość dźwięku, krótki czas trwania i nagłe cięcia montażowe. W przekroju całości jest także sporo underscore’u, który niespecjalnie nadaje się do słuchania poza małym ekranem. I choć bańka nie pęka tu z hukiem, a sama muzyka i tak się broni, chociażby wciąż spójnym, wyjątkowym klimatem, to jednak trudno polecić mi daną pozycję z czystem sercem. Choć to nadal świetna, oryginalna i po prostu fajna muzyka, to jednak bootleg odziera ją nieco z magii. Skutkuje to więc tym samym co zawsze, czyli pozycją dla fanów przez fanów. Pozostali powinni raczej uzbroić się w cierpliwość i zacząć błagać Herne’a o powodzenie w odzyskaniu oryginalnych taśm z nagraniami. A nuż się uda...?

 

 

 

P.S. RCA ostatecznie wypuściło cztery single z pojedyńczymi motywami, z których najsłynniejszy to „Robin (The Hooded Man)”, na którym znajduje się tenże utwór, a także „Now Is Here” i „Herne”. Motywy te znaleźć możemy też na kompilacji „Clannad – The Collection”, na której umieszczono również temat z filmu „Harry's Game” (wykorzystany później w kinowym hicie z Harrisonem Fordem, „Patriot Games”).

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Robin (The Hooded Man)

02.

Now Is Here

03.

Herne

04.

Together We

05.

Darkmere

06.

Strange Land

07.

Scarlet Inside

08.

Lady Marian

09.

Battles

10.

Ancient Forest

11.

Together We – Cantoma Mix (Bonus track)

CD 2

01.

HTV Logo

02.

Opening Titles (season 3)

03.

Strange Land (instrumental)

04.

Nottingham

05.

Royal

06.

Danger

07.

Ancient Forest (short)

08.

Action

09.

Memories

10.

Strangers

11.

Court Dance

12.

Battles (extended)

13.

Sherwood

14.

Flute

15.

Village Dance

16.

Herne (short)

17.

Morning

18.

Night

19.

Together We (alternate)

20.

Fight

21.

Herne's Son

22.

Scarlet Inside (short)

23.

Duel

24.

Struggle

25.

Now is Here (instrumental)

26.

Wickham

27.

Powers of Light and Darkness

28.

Marion (short)

29.

Darkmere (short)

30.

Magic

31.

Belleme

32.

End Titles (season 3)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4.1  

mike 05-09-2012, 18:49

http://www.allmusic.com/album/the-legend -mw0000189485


Mefisto 05-09-2012, 18:56

I cóż niby z tego linka ma wynikać?


FranXD 05-09-2012, 19:37

Co sadzisz Mefisto o tym kompozytorze http://www.haimmazar.com/music/


Mefisto 05-09-2012, 19:51

Niewiele, bo nic jego nie słyszałem. Ale niedługo Iceman, to się okaże.


mike 06-09-2012, 07:14

Piszą, że słabe a ty dajesz maxa


Mefisto 06-09-2012, 12:43

Aha, czyli jak jakaś tam zagraniczna stronka pisze, że słabe, to mi nie wolno pisać, że dobre? :D A zresztą: http://www.filmmusic.pl/index .php?act=recki&id=579 http: //www.amazon.co.uk/exec/obidos/A SIN/B0000AM6OW/filmmusicsite-21 http://www.soundtrackcollector. com/title/2410/Robin+Of+Sherwood


mike 06-09-2012, 13:09

Nie jakaś, tylko jedna z najlepszych z recenzjami muzyki filmowej. Tu jedna z najlepszych recenzji: http://www.allmusic.c om/album/conan-the-bar barian-original-motion -picture-soundtrack-mw0000313739


Mefisto 06-09-2012, 13:56

No faktycznie, 3 dla Conana - nie ma co, wyznacznik jak cholera :D O tym, że w podanym linku nie ma właściwie żadnego tekstu nie wspominam. Zresztą strona nazywa się allmusic, a nie filmmusic, więc to też o czymś świadczy.


mike 06-09-2012, 14:44

Dobra. Tu jest dłuższa: http://www.allmusic.co m/album/home-alone-orig inal-motion-picture-sou ndtrack-mw0000311136 Swoją drogą, kapitalna ocena.


DanielosVK 06-09-2012, 17:41

Muzyka prosta i z dość już przestarzałą elektroniką, ale nadal brzmi świeżo i jest po prostu uroczą, klimatyczną kompozycję, która ma w sobie coś, co po prostu każe wcisnąć maxa. ;)


Kaonashi 07-09-2012, 22:29

Mike pieprzy trzy po trzy.


Hoodedman30 17-04-2013, 13:30

Mam pytanie skąd pobrać album clanand z tymi CD 1 i CD 2 bo trudno dostać???


Mefisto 17-04-2013, 16:36

CD1 do dostania normalnie w sklepach, natomiast CD2 to bootleg do znalezienia w necie - całość to dwa odrębne wydania.


AgA 07-05-2013, 17:33

Mefisto drogi, a czy mógłbyś podesłać mi jakiś link do tych albumów albo w jakikolwiek inny sposób pomóc je zdobyć? Jestem wielką fanką Clannad i dotychczas żyłam w błogiej nieświadomości, że istnieje tylko album oficjalny z 11 (a właściwie 10) utworami. Bardzo bym Ci była wdzięczna! :)


Mefisto 07-05-2013, 19:06

Najlepiej wpisać sobie nazwę tego 'albumu' w google i powinno coś wyskoczyć :)


AgA 03-08-2013, 12:32

Na Wielkiego Herne'a! Albo "moje" Google wypacza rezultaty wyszukiwania albo też ów album z 32 utworami jest aktualnie już niedostępny... Udało mi się jedynie znaleźć ten "Vol. II", na którym jest raptem 20 kawałków. Skrytykowałeś go, więc mam nadzieję, że pozwolisz moim uszom posmakować albumu, który Tobie wydaje się godny uwagi. Chodzi mi oczywiście o ten z 32 utworami. Gdybyś był tak miły np. przesłać mi go przez pocztę (moja akceptuje maile do 100 MB), byłoby świetnie! :)


Gieferg 26-02-2014, 12:14

Nice. Ktoś zrecenzował bootleg, który zrobiłem w oparciu o ścieżki isolated score z DVD :) Fajna okładka, tył też jest do kompletu?


Gieferg 26-02-2014, 12:17

O, nawet nie ktoś, a Mefisto :) A tam z magii odziera, odkąd to poskładałem nie zdarzyło mi się już odpalić Legend ;)


Gieferg 26-02-2014, 12:31

eee, okłądka oficjalna od jakiegoś singla :P


Mefisto 26-02-2014, 13:43

Jeśli mówisz o tej głównej okładce to znalazłem tylko front. Reszta ma tył, ale raczej przeciętny.


» Zobacz wszystkie komentarze

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz