• Dalida
  • Straight Outta Compton
  • Hologram for the King, A
  • BFG, The
  • American Pastoral

Bad Boys

data publikacji: 29/06/2012

Bad Boys

Bad Boys

"...wybija się z tłumu..."

Kompozytor: różni wykonawcy

Rok produkcji: 1995

Wytwórnia: Work / Sony

Czas trwania: 63:40 min.

Bad Boys

"...czysty fun i tyle..."

Kompozytor: Mark Mancina

Rok produkcji: 2007

Wytwórnia: La-La Land Records

Czas trwania: 70:25 min.

 

„Bad Boys” – choć filmów o tym tytule znajdziemy w wyszukiwarce przynajmniej kilka, to jednak te dwa słowa kojarzą się głównie z jednym. Mowa rzecz jasna o debiucie kinowym Michaela Baya. Świetnym, luzackim filmie akcji, który zmienił, tudzież wprowadził na nowe tory (nie tylko amerykańskie) kino gatunku, a przy tym stanowił przepustkę do gwiazdorstwa dla Willa Smitha i, w mniejszym stopniu, Martina Lawrence’a. Pozycja kultowa bez dwóch zdań, a dla wielu także najlepsze, co wyszło spod ręki przyszłego Transforeżysera. No i przy okazji jedna z tych pozycji, która mimo świetnej i równie przebojowej ilustracji, przez lata reprezentowana była jedynie piosenkową składanką.

 

Na szczęście to udana pozycja, choć do muzyki instrumentalnej Marka Manciny oczywiście jej daleko. Jednak i w niej da się wyczuć specyficzny klimat filmu, a sama płyta nie nudzi i nie irytuje. Do moich ulubionych krążków raczej nie należy, ale czasami lubię doń powrócić, szczególnie, że bez bólu słucha się większości zawartych nań piosenek. Z pewnością kwintesencją utworów śpiewanych „Złych Chłopców” jest słynne „Bad Boys Reply”, podśpiewywane zresztą przez dwójkę głównych bohaterów w jednej ze scen – taki swoisty, choć nieoficjalny utwór tytułowy. Na drugim miejscu (biorąc pod uwagę relację płyta-film) postawiłbym „Five O, Five O (Here They Come)”, które także szybko i łatwo ulega odpowiedniemu skojarzeniu. Te dwa tracki są zresztą jednymi z lepszych pozycji na albumie, choć na szczęście nie jedynymi. Z pozostałych należy wymienić otwierające płytę „Shy Guy”, bardzo fajne i rytmiczne „Boom Boom Boom” i „I've Got A Little Something For You”, mix słynnego „Call the Police” oraz – kojarzone bardziej z wypuszczoną w tym samym roku ekranizacją gry „Mortal Kombat” – „Juke-Joint Jezebel”. No i może jeszcze 2Pac i jego klimatyczne „Me Against The World” wybija się z tłumu.

 

Oczywiście najlepiej przy składance do „Bad Boys” bawić się będą fani tzw. czarnej muzyki, jak i oczywiście filmu Baya. Pozostali niech najpierw spróbują z partyturą Marka Manciny, której zresztą fragment obecny jest na opisywanym soundtracku. A mowa o „Theme From Bad Boys”, który jest tematem otwierającym film, jak i tym najlepiej zeń pamiętanym (jego odpowiednikami na bootlegu i oficjalnym wydaniu La-La Land są kolejno „The Porsche Scene” i „Prologue - The Car Jacking”). Mocny, charakterystyczny i bardzo chwytliwy – a z perspektywy czasu oczywiście także kultowy, by nie powiedzieć, że legendarny. Fajnie, że producenci zdecydowali się go tu umieścić. Na pewno dodaje uroku całemu krążkowi, ale myślę, że i bez niego ocena końcowa pozostałaby bez zmian.

 

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej pozycji, a mianowicie „Five O, Five O (Here They Come) (Hide House Radio Mix)” – jest to utwór obecny tylko i wyłącznie na europejskim wydaniu i nie znajdziemy go na płycie importowanej z USA. Sam kawałek nie należy niestety do mocniejszych elementów całego krążka, ale zawsze to jakiś bonus. Ostatecznie daję 3 nutki za ponad godzinę dobrej i w miarę spójnej rozrywki. Może i kilka utworów zaniża miejscami poziom, ale całość, na tle innych, podobnych składanek, wypada bardzo znośnie.

 

 

 

Natomiast score, to już zupełnie inna para mokasynów. Jak pisałem na wstępie, przez lata był on towarem deficytowym – choć, o ironio!, wszystko wskazuje na to, iż dalej będzie. Wydany w 2007 r. album La-La Land miał bowiem limit jedynie trzech tysięcy egzemplarzy i już dawno został wyprzedany, więc dziś można już tylko szukać szczęścia na internetowych aukcjach. Wcześniej z kolei po sieci krążył bootleg marki Concorde (23 utwory i 66 minut, choć wraz z upływem czasu dołączały doń kolejne edycje – mniej lub bardziej pełne). I choć ten drugi z oczywistych względów stanowi dla wielu lepszy punkt zaczepienia i jest im emocjonalnie bliższy, to jednak dla każdego szanującego się melomana i kolekcjonera znacznie bardziej łakomy kąsek stanowi wydanie Lali. I to nim się zajmę.

 

Krystalicznie czysty dźwięk, odpowiedni artwork (czyli książeczka i te sprawy), jak i właściwie cała muzyka powstała do filmu – to bez wątpienia atuty, które przemawiają za tym, iż warto było jednak czekać te 12 lat, by móc po ludzku nabyć obiekt dawnych, młodzieńczych westchnień (lub też nagłych uniesień wieku średniego). Jeśli chodzi o technikalia, to płytka od La-La Land jest jedynym słusznym wyborem, co do którego nie ma chyba sensu nikogo przekonywać. Odrobinę gorzej ma się sprawa z zawartością, choć nie ukrywam, że nawet w (niespełna) 20 lat później score Manciny wciąż się broni, brzmiąc nad wyraz świeżo i pomysłowo – czego nie da się powiedzieć o wielu dzisiejszych partyturach.

 

Całość oczywiście akcją stoi – a ta, począwszy od w/w tematu przewodniego, który rzecz jasna nie raz przewija się w różnych aranżacjach przez całą płytę, aż po wybuchowy finał w postaci długaśnego „Hanger Shootout” i jego partnera „Cobra Chase / Pouchet's Death”, nie zwalnia ani na moment, oferując słuchaczowi sporą dawkę muzycznej adrenaliny, jak i kilka nowych dźwięków do auta/biegania, na siłkę i/lub rower. Jednym z nich z pewnością będzie początkowe „Main Title / Heist”, które scenie włamania do policyjnego komisariatu dodaje mniej więcej tyle samo powera i klimatu, co „Hummell Gets The Rockets” scenie przejęcia wojskowej bazy w późniejszej o prawie dwa lata „Twierdzy” – stylistycznie i emocjonalnie to zresztą bardzo podobne do siebie ścieżki, choć ta pierwsza nie doczekała się aż takiego kultu poprzedzonego ogromną popularnością, co wiąże się jednak z nieco mniejszą estetyką i siłą oddziaływania na słuchacza. Innymi ważnymi punktami płyty są na tym polu także rewelacyjne oprawy do scen filmowych pogoni, a więc „Escape From Club Hell / Ether Chase” i „Footchase” (oraz w mniejszym stopniu „Escape From Julie's”), które chyba najfajniej ze wszystkich tu obecnych ścieżek wykorzystują temat przewodni, odpowiednio dopasowując go pod pędzącą na złamanie karku akcję. Czysty fun i tyle!

 

Niestety, cała reszta krążka, mimo sporej dawki niczym nieskrępowanego luzu, jaki bije od niemal każdej nuty, wydaje się być jedynie lichym dodatkiem do muzyki akcji – niezbyt angażującym i niezbyt wyszukanym wypełniaczem, który w uszy co prawda nie kłuje, ale też i nie pozostaje w nich po odsłuchu. Nie pomaga w tym zresztą montaż płyty, która serwuje nam kolejne tematy jakby żywcem wyjęte z obrazu, a więc często w formie kilkunastosekundowych przerywników, które razem tworzą jedynie sympatyczny zbiór dzwonków na komórkę, ale nic ponadto. Trochę szkoda, gdyż niektóre z nich są wyraźnie fajniejsze od reszty (np. „Funky Brothers To PD”) i aż się czasem prosi o lepszą eksponację, ale z drugiej strony taka też ich natura, a i trudno zrobić coś z niczego. Niemniej gros tych ścieżek to niepotrzebne rozdrabnianie się, które wcale nie ułatwia obcowania z CD. Reszta niedobitków, choć z długością problemów nie ma, stanowi już raczej zwykły underscore („Dead Guy”, część „Killing Max”), mancinowski mickey-mousing opisujący konkretne żarty („I Mean Like Funny”) i/lub niewielką porcję okazjonalnej liryki („The Boys Find Max”), która ani nie wadzi, ani nie ujmuje – po prostu jest.

 

Pomijając jednak fakt, iż płytę spokojnie i bez żalu można by okroić z tych 10-20 minut lichego i niewiele oferującego materiału, to cały album, ergo partytura Manciny, wciąż stanowi świetny i, co ważniejsze, jakże lotny przykład emocjonującej i zgrabnej muzyki akcji, nadal pozostającej jedną z ciekawszych i przyjemniejszych pozycji, nie tylko w dorobku danego kompozytora. Ot, lajtowa, cool muzyczka z prądem, którą spokojnie można polecić – choć może nie każdemu się ona spodoba...

 

P.S. Na kolekcjonerskim wydaniu dvd z filmem można znaleźć pełny, wyizolowany score.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Shy Guy – Diana King

02.

So Many Ways (Bad Boys Version) – Warren G

03.

Five O, Five O (Here They Come) – 69 Boyz feat. K-Nock

04.

Boom Boom Boom – Juster

05.

Me Against The World – 2Pac

06.

Someone To Love – Jon B. feat. Babyface

07.

I've Got A Little Something For You (Radio Version) – MN8

08.

Never Find Someone Like You – Keith Martin

09.

Call The Police (Marvel/Bonzai Mix) – Ini Kamoze

10.

Da B Side – Jermaine Dupri, Da Brat feat. The Notorious B.I.G.

11.

Work Me Slow – Xscape

12.

Clouds Of Smoke – Call O' Da Wild

13.

Juke Joint Jezebel – KMFDM

14.

Bad Boys Reply ('95) – Inner Circle feat. Tek

15.

Theme from Bad Boys – Mark Mancina

16.

Five O, Five O (Here They Come) (Hideout House Radio Mix) – 69 Boyz feat. K-Nock

CD 2

01.

Prologue - The Car Jacking

02.

Bad Boys - Main Title / Heist – with Nick Glennie-Smith

03.

Funky Brothers To PD

04.

Air Conditioning Inspection – with Nick Glennie-Smith

05.

JoJo, What You Know?

06.

Dead Guy

07.

He's The Person I'd Call – with Nick Glennie-Smith

08.

Killing Max

09.

The Boys Find Max

10.

Into Lois' Apartment

11.

Escape From Julie's

12.

You're Going To Leave Me Alone?

13.

Don't Honey Me Baby!

14.

My Bologna Has A First Name? – with Nick Glennie-Smith

15.

Julie's Got A Gun

16.

Escape From Club Hell / Ether Chase – with Nick Glennie-Smith

17.

We Don't Want To Lose You

18.

I Mean Like Funny

19.

Interrogation

20.

Stake Out

21.

Tailing Lab Tech / Blown Cover

22.

Busted – with Nick Glennie-Smith

23.

Footchase

24.

Pouchet Calling – with Nick Glennie-Smith

25.

Hanger Shootout – with Nick Glennie-Smith

26.

Cobra Chase / Pouchet's Death

27.

Bad Boys: Main Title (Edited Film Version; Bonus Track)

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz