• Przepraszam, czy tu biją?
  • Mam tu swój dom
  • Sweet Tooth
  • Company Business – expanded score
  • Iron Giant, The – The Deluxe Edition

Kingdom of Heaven

data publikacji: 11/12/2005

Królestwo Niebieskie

Kingdom of Heaven

"...w pewnym stopniu jest ona oryginalna..."

Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Sony Classical

Czas trwania: 60:02 min.

Film "Gladiator" już chyba zawsze będzie skalą porównawczą dla kolejnych dzieł Ridley’a Scotta. Podobnie będzie z muzyką Hansa Zimmera do tego filmu, która stała się wręcz legendą. Do tej pory trwają dyskusje czy przyznanie Oscara "Przyczajonemu Tygrysowi, Ukrytemu Smokowi" Tan Duna dyskredytujące "Gladiatora" było dobrym posunięciem. Zatrudnienie do najnowszego dzieła Ridley’a Scotta kogoś innego niż Zimmera było nie lada zaskoczeniem. Otóż ci dwaj artyści współpracują ze sobą już od roku 1989, czyli od filmu "Czarny Deszcz". Z drugiej jednak strony, reżyser, mimo całej sympatii i zaufania, jakim zapewne darzy niemieckiego przyjaciela, mógł obawiać się, że Zimmer powtórzy niepowodzenie ścieżki dźwiękowej z  "Króla Artura". Według mnie takie obawy nie były uzasadnione, zważając na fakt, że mimo wszystko to właśnie on jest w tej chwili najlepszym twórcą score’ów do monumentalnych widowisk ("Pearl Harbor", "Ostatni Samuraj" czy "Gladiator").

 

Faktem jednak, że tym razem autorem ścieżki dźwiękowej do filmu Scotta został Harry Gregson-Williams. Można się tylko domyślać czy Zimmer polecił tego kompozytora reżyserowi czy też nie, jednak tak naprawdę taki wybór oznaczał niewielkie odbiegnięcie od muzyki Zimmera i pozostanie w kręgu stylowy Media Ventures (vel Remote Control). Gregson-Williams znany do tej pory był z pracy w duecie z Johnem Powellem, z którym stworzył "Uciekające Kurczaki" i "Shreka". Zdaje się, że nadszedł czas, kiedy drogi tych dwóch panów się rozeszły, o czym świadczą ukazujące się na dniach, dość znaczące produkcje każdego z nich. W przypadku Johna Powella to oczywiście "Roboty" a Harrego Gregsona-Williamsa – "Królestwo Niebieskie". Okazuje się, zatem że tak naprawdę dopiero teraz, kiedy stajnia Media Ventures już nie istnieje, jej wychowankowie odnoszą największe sukcesy i dostają najciekawsze zlecenia (chociażby Klaus Badelt, Trevor Rabin, Mark Mancina czy Nick Glennie-Smith).

 

Do przesłuchania "Królestwa Niebieskiego" podszedłem z wielką ciekawością, ponieważ dużo pozytywnych opinii napływało do nas z zachodu już od kilku tygodni. Mówiło się jakoby ścieżka ta miała być najlepszą tego roku. Po dokładnym przesłuchaniu mam jednak nadzieję, że będzie mi dane wysłuchać w tym roku czegoś jeszcze lepszego. Nie znaczy to jednak, że ścieżka ta jest nieudana i nie nadaje się do słuchania. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że oto Harry Gragson-Williams stworzył muzykę, która z pewnością otworzy mu drogę do równie ciekawych projektów. Mimo wszystko jednak podczas słuchania ciągle miałem wrażenie jakbym gdzieś już to słyszał. Doskonale wiadomo, że takie wrażenie przeszkadza podczas oceny ścieżki przez niektórych uznawanej za nowatorską. Ta płyta taka nie jest. Doskonale jest tutaj słyszalny styl Media Ventures, za którym niezbyt przepadam a tym samym nieuniknione okazały się nawiązania do "Gladiatora". 

 

Podobnie jak w "Gladiatorze" pojawia się dźwięk duduka, hiszpańskiej gitary i wokalizy w stylu Lisy Gerrard. I o ile w "Gladiatorze" wszystko to dało niezwykle pozytywny i nowatorski efekt, o tyle tutaj sprawia wrażenia braku własnego pomysłu Gregsona-Williamsa na coś nowego. Nie twierdzę oczywiście, że ścieżka ta jest kompletną kalką "Gladiatora", bo tak nie jest. Kompozytor stworzył na potrzeby tego filmu muzykę ciekawą i zajmującą, która mimo wszystko nie uchroniła się wpływu Media Ventures, co jednak przez niektórych może być postrzegane jako jej zaleta. W większości mamy do czynienia tutaj z nastrojowymi kompozycjami, które sięgają trochę do brzmienia muzyki bliskiego zachodu. Tym samym doświadczamy charakterystycznej rytmiki, którą można się było zachwycać między innymi w "Powrocie Mumii" Silvestriego. Miejscami to zaangażowanie egzotycznych instrumentów trochę kojarzy się z "Pasją" Debney'a. Jednocześnie kompozytor stworzył jednak bardzo ładny i łatwo wpadający w ucho temat, który pojawia się w kompozycji "Ibelin", wykorzystując połączone dźwięki smyczków i etnicznych instrumentów. Jest to według mnie najlepsza kompozycja na całej płycie, która zapada w pamięć głównie dzięki rytmice i nieco piosenkowej strukturze. Zresztą w końcowej piosence "Light Of Life (Ibelin Reprise)" śpiewanej przez Nataschę Atlas to właśnie ten temat jest główną melodią. Na płycie pojawia się także kilka bardziej dynamicznych i podniosłych kawałków z udziałem chórów jak na przykład "Better Man" i "Wall Breached". Na szczególna uwagę zasługują także takie kompozycje jak "Coronation" i "Path to Heaven", w których doświadczamy pięknych żeńskich chórów polifonicznych tworzących nieco sakralny nastrój.

 

Większość kompozycji prezentuje stały, wysoki poziom i trzyma nieco mroczny klimat całej ścieżki miejscami rozjaśniany żeńskimi chórkami. Oprócz tego zdarzają się także kompozycje bardzo podniosłe i melodyjne, a czasami nieco przytłaczające niczym z "Whale Rider" Lisy Gerrard. Całej płyty słucha się bardzo przyjemnie i mimo pojawiających się skojarzeń do kompozycji Zimmera, w pewnym stopniu jest ona oryginalna. Gregson-Williams postawił też przed nami ścieżkę z dużą ilością chórów idąc jakby za obecną modą mówiącą, że każda potencjalnie monumentalna ścieżka dźwiękowa musi posiadać partie chóralne. Taki zabieg jest oczywiście jak najbardziej skuteczny jednak takich score'ów na rynku jest mnóstwo i nie stanowi to już żadnej atrakcji czy rewelacji. Sądzę, że nastąpiło obecnie pewne wysycenie wrażliwości słuchaczy tymi wszystkim chórami, które powinno zmusić jednak kompozytorów do poszukania innych sposobów wyrazu dla monumentalnych widowisk.  Jestem pewien, że ta ścieżka znajdzie wielu zwolenników pośród miłośników "Gladiatora" i Media Ventures. Jeżeli kogoś jeszcze nie znudziły wszędobylskie i jednorodne partie chóralne rodem z "Matrix Rewolucje" czy "Władcy Pierścieni" to z pewnością ta muzyka go także zadowoli. Jak dla mnie pozostaje ona póki co taką średniowieczną wersją Gladiatora z większą ilością żeńskich chórków i dużo lepszą końcową piosenką, której co prawda nie rozumiem, ale od razu wpadła mi do ucha. Bez zbędnego zastanawiania się mogę tej ścieżce wystawić 4 nutki.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Burning The Past

02.

Crusaders

03.

Swordplay

04.

A New World

05.

To Jerusalem

06.

Sibylla

07.

Ibelin

08.

Rise A Knight

09.

The King

10.

The Battle of Kerak

11.

Terms

12.

Better Man

13.

Coronation

14.

An Understanding

15.

Wall Breached

16.

The Pilgrim Road

17.

Saladin

18.

Path To Heaven

19.

Light of Life (Ibelin Reprise) – feat. Natacha Atlas

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4.11  

bladerunner22 27-06-2012, 21:28

Jak śmiesz? To jest arcydzieło.


DanielosVK 28-06-2012, 00:00

W porównaniu z dzisiejszymi pracami HGW to może tak. Ale tak ogólnie to niezbyt.


Paweł Stroiński 28-06-2012, 01:29

Muszę zdementować parę uwag, które pojawiają się w tej recenzji, ponieważ niestety nie mają nic wspólnego z prawdą. Zacznę od kwestii angażu Harry'ego Gregsona-Williamsa, bo tutaj znam historię z jednego ze źródeł. Pierwsza rzecz, która się w tym tekście nie pojawia. Hans Zimmer miał zrobić ten score, o czym mówił w wywiadzie po Ostatnim samuraju (mówiąc, że niedługo wybiera się na plan zdjęciowy). Nagle w 2005 roku ogłoszono dwie informacje. Pierwszą z nich było to, że Harry Gregson-Williams przejął projekt. Tydzień później Hans Zimmer przejął Madagascar od Anglika. Jednak to nie był powód zmiany kompozytorów. Zimmer rozważywszy projekt zorientował się, że ma konflikt czasowy z komedią jego innego przyjaciela Jamesa L. Brooksa, Spanglish. Mając do wyboru te dwa projekty i biorąc pod uwagę, że tylko powtórzy Gladiatora, oddał projekt. O tym, czy polecił Ridleyowi Scottowi Gregsona-Williamsa nie wiem nic (bo nie pytałem), ale zakładam, że tak było. Druga sprawa trochę mniej bolesna, chociaż dla osoby zainteresowanej może i tak. Brian Tyler (nie BRYAN, jak zostało napisane w tekście) NIGDY nie miał nic wspólnego z Media Ventures/Remote Control Productions. Nie miał dotąd, dokąd nie poprosił osobiście Klausa Badelta o pomoc przy Constantine i nie zaczął sam zatrudniać kompozytorów ze stajni Zimmera jako ghostwriterów, ale nie można mówić, że był wychowankiem Hansa.


Mefisto 28-06-2012, 03:02

Brian poprawiony, a raczej wywalony - co do reszty, to już darujmy sobie takie fakty, szczególnie zważyszy, iż to stara recka, a i nie każdy wie to, co Ty, Paweł. Inna sprawa, że wg mnie możnaby ten tekst, przynajmniej jego pierwszą część, w ogóle poprawić. Z finałową notą jednakoż się zgadzam, choć na wrażeniometrze już sporo dziwnie niskich ocen...


Arti 28-06-2012, 17:22

Paweł normalnie krzyzowiec walczacy w imie Hansa Zimmera o prawdę na Ziemi. Jesli takie szczegoly sa tak wazne polecam napisac muzykografie HZ gdzie pod kazdym scorem bedzie notka ws. kulis/wlasciwej interpretacji,zamyslu autora tejze kompozycji tak by kazdy recenzent na swiecie przed napisaniem recenzji mogl nabyc nurtujace odpowiedzi od wyroczni. Jednym slowem- co za duzo o Hansie to niezdrowo


Wawrzyniec 28-06-2012, 18:23

Szczerze sam nie wiem jak oceniać tę muzykę. Niby zawsze traktuję ją jako trochę gorszego "Gladiatora", ale z drugiej strony naprawdę dobrze mi się jej słucha. Tak więc dałbym pewnie między 4 a 5, a że nie ma połówek to rzecz kompozytora zawyżam ocenę :)


J.B. 28-06-2012, 21:49

Czwóreczka, czwóreczka, bo na dłuższą metę nuda.


Ab.Ko 29-06-2012, 18:59

Do Pawła Stroińskiego : Hans Zimmer brał udział w sesji nagraniowej jako konsultant i razem ze Streitenfeldem robili edycje i podczas komponowania do Spanglish Hans zatrudnił Heitora Pereire i Andrew Kawczynskiego a Harry Gregson-Williams mial do dyspozycji Bartona i Chu ktorzy zrobili mu polowe muzyki do KoHA.


Ab.Ko 29-06-2012, 19:01

On nie byl supervisorem


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz