• Silence
  • Get Out
  • Allied
  • Thank You for Your Service
  • Marie Curie

Golden Gate

data publikacji: 14/05/2012

Złote wrota

Golden Gate

"...pozostawia po sobie specyficzny posmak..."

Kompozytor: Elliot Goldenthal

Rok produkcji: 1993 / 1994

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 34:46 min.

 

Celujący nieco w klimaty post-noir film Johna Maddena z 1994 r., z Mattem Dillonem i boską Joan Chen w rolach głównych został swego czasu równo zjechany przez krytyków, jak i widzów. I choć nie jest to ani przesadnie zły film (raczej średniaczek z ambicjami), ani też szczególnie znany (w tej chwili na IMDb widnieje 425 głosów, a na Filmwebie jedynie 28), to trzeba powiedzieć, iż niewiele w nim naprawdę jasnych punktów. Gdyby nie zjawiskowa uroda wspomnianej pani, solidna kreacja młodego Dillona oraz klimatyczne zdjęcia i muzyka, to twórca „Zakochanego Szekspira” zwyczajnie utonąłby w kliszach, nielogicznościach i momentach najzwyklejszego kiczu.

 

Choć film zupełnie poległ w kinach, to jednak wytwórni Varese udało się wypuścić skromny album z ilustracją Elliota Goldenthala – będącego w danej chwili świeżo po „Obcym 3” i „Demolition Man”. I trzeba przyznać, że te niespełna 35 minut zaskakuje, biorąc pod uwagę z kim mamy do czynienia. Choć kompozytor poszedł tu po linii najmniejszego oporu, stawiając na jazz i delikatny orient (część akcji dzieje się pośród społeczności chińskiej), to efekt finalny potrafi zauroczyć swą prostotą i specyficzną aurą, jaka niewątpliwie odeń bije. Nie ma tu orkiestrowych wybuchów, brak typowych, goldenthalowskich eksperymentów elektronicznych (acz pojawia się keyboard i bas), a ewentualne szaleństwo instrumentalne występuje tu sporadycznie (na dobrą sprawę za takie można uznać jedynie, zakręcone nie tylko z nazwy, „Bopathonix Hex”) i jest kontrolowane tak przez swego twórcę, jak i gatunek, na którym ten je oparł – a tenże pozwala wszak na wielką swobodę improwizacji.

 

Lwia część partytury jest więc ilustracją stylową, o dużym wyczuciu atmosfery – gęstej i mocno nasączonej tyleż romantyką, co erotyzmem. Wyzwala go głównie przodujący w muzyce saksofon solo, wspomagany bambusowym fletem oraz innymi wschodnimi dźwiękami, fortepianem, długimi pociągnięciami smyczków i okazjonalną perkusją. Cała orkiestra odzywa się z rzadka i fragmentami (jak choćby w połowie „The Woman Cries” – już znacznie charakterystyczniejszej dla Elliota), a w co bardziej dramatycznych momentach kompozytor stawia na – miejscami drażniący i wręcz nieprzyjemny, lecz mimo wszystko stonowany – suspens, który przypomina niekiedy industrialne „Heat”, a niekiedy „In Dreams” Neila Jordana. Na tym tle wybija się „Motel Street Meltdown”. Motyw ten, towarzyszący scenie psychicznego podłamania głównego bohatera, Goldenthal uzupełnił o własne... krzyki, które choć mocno przytłumione, rozbrzmiewające w tle (da się z nich wyróżnić m.in. frazę „What the hell!” czy słowo „communists”), to jednak dodają całości emocjonalnego kopa.

 

Jak więc słychać, mimo iż stylistycznie mocno odmienna to praca od wszystkich innych w dyskografii kompozytora, to jednak niepozbawiona jego unikalnego podejścia do muzyki i oryginalnego stylu. Szkoda jedynie, że mimo tak krótkiego czasu trwania, jak i niezaprzeczalnego klimatu (za który dorzucam do oceny końcowej jeszcze połóweczkę), wraz z kolejnymi minutami album traci nieco na atrakcyjności. Jest to wina tyleż nie do końca udanego doboru materiału (skandalicznie krótkie „Write It As Time” można sobie było darować), jak i sporej dawki underscore’u, który tu i ówdzie może nas zmęczyć, lekko nużyć albo też zwyczajnie wybić z rytmu.

 

Niemniej warto dać tej płycie szansę – szczególnie, że broni się ona mocno i bez filmu. Jej atutami jest zarówno posiadająca sporo uroku liryka, gęsta atmosfera, jak i bardzo odprężające brzmienie, dzięki któremu czas spędzony przy odsłuchu mija szybko i nawet satysfakcjonująco. I choć w głowie ta muzyka się raczej nie zapisuje, to jednak pozostawia po sobie specyficzny posmak, który niełatwo od razu zapomnieć. A i czas przy niej spędzony z pewnością trudno uznać za stracony.

 

P.S. W filmie możemy usłyszeć także piosenkę „Earth Angel” zespołu The Penguins i „Somebody to Love” Jefferson Airplane, a także utwory grupy Royal Crown Revue: „Mellow Soulfull”, „Park’s Place” i „Jumpin’ with the Crown”.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Golden Gate

02.

The Women Cries

03.

Between Bridge and Water

04.

Tender Deception

05.

Bopathonix Hex

06.

The Woman Warrior

07.

The Softest Heart

08.

The Moon Watches

09.

Whisper Dance

10.

Kwan Ying

11.

Motel Street Meltdown

12.

Judgement On Mason Street

13.

Write It As Time

14.

Between Bridge And Sky

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz