• Sztuka kochania
  • Tortue Rouge, La (Red Turtle, The)
  • Guardians of the Galaxy, Vol. 2
  • Så som i Himmelen (As It Is in Heaven)
  • Sling Blade

Iron Sky

data publikacji: 08/05/2012

Iron Sky

Iron Sky

"...B-klasowy potworek, którego, mimo tych wszystkich skaz, nie sposób nie lubić..."

Kompozytor: Laibach

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: Mute Records

Czas trwania: 78:23 min.

 

Naziści z ciemnej strony Księżyca atakują Ziemię – tak można w skrócie opisać niezależną produkcję fińsko-niemiecko-australijską, pt. „Iron Sky”. Sam pomysł na film jest tak zwariowany, absurdalny i głupi, że aż fajny! Timo Vuorensola – reżyser filmu i lider fińskiej kapeli metalowej Älymystö w jednym – wspomina, że pomysł ten narodził się podczas wizyty z przyjaciółmi w saunie. Jednak potrzeba było aż sześciu lat, by tę ideę przemienić w gotowy film. W międzyczasie powstała nawet kampania internetowa, gdzie internauci z własnej kieszeni mogli wspierać produkcję. Na szczęście efekt końcowy okazał się całkiem niezły. O ile jednak pod względem technicznym film naprawdę robi wrażenie i nie ustępuje znacznie wielkim hollywoodzkim produkcjom, o tyle scenariusz trochę kuleje, a fabuła jest mocno nierówna. Po seansie zostaje pewien niedosyt i czuć, że potencjał nie został w pełni wykorzystany. Choć przyjmując daną konwencję można naprawdę bardzo dobrze się na nim bawić. Oczywiście jest to jedna wielka zgrywa, więc wszelkie zarzuty o propagowanie faszyzmu można wystrzelić na... Księżyc.

 

Podobno reżyser od samego początku chciał, aby to grupa Laibach zajęła się ilustracją. Tworzący muzykę już od ponad 30 lat, Słoweńcy (w obecnym składzie są to: Milan Fras, Ivan Novak i Mina Špiler) dali się poznać, jako wyjątkowo elastyczni twórcy, którym nie przeszkadza żonglerka gatunkami. W ich bogatej dyskografii można znaleźć albumy z coverami legendarnych zespołów, jak The Beatles, Queen czy The Rolling Stones, ale też i płyty spod znaku techno, muzyki industrialnej, rocka i nawet metalu. Poza tym ich podkładem okraszono liczne przedstawienia teatralne i wydarzenia kulturowe. Nie mówiąc już o tym, że w swej twórczości regularnie sięgają oni do symboli totalitarnych i estetyki faszystowskiej. Jak więc wypadła ich przygoda z muzyką filmową? Trudno jednoznacznie ocenić, gdyż soundtrack ten jest na tyle nierówny i oferuje taką mieszankę stylów, że można się pogubić. Prócz klasycznej muzyki instrumentalnej znajdziemy tu także kawałki industrialne, techno, rap („Peace Lovin' Brother Rap”), jak i parę piosenek, a nawet i propagandowy hymn utrzymany w stylistyce marszu wojennego („Kameraden, Wir Kehren Heim!”) oraz bardzo fajna przeróbka hymnu Stanów Zjednaczonych – w utworze o jakże znamiennym tytule „America”. Nie mogło też zabraknąć aranżacji „Cwału Walkirii” Wagnera („Space Battle Suite” czy „Vivian’s Untergang”), który jednak przez lata mocno się opatrzył w filmach i znudził. Zresztą „Iron Sky” daleko do poziomu „Czasu Apokalipsy”.

 

W tym całym muzycznym szaleństwie zdaje się być jednak jakaś metoda, gdyż ten eklektyczny score o dziwo całkiem dobrze sprawdza się w filmie. Co prawda brakuje mu może momentów, w których mógłby wybić się znacząco na pierwszy plan, ale na pewno nie krzywdzi on konkretnych scen, ani w nich nie kiksuje. To godne uznania, zważywszy, że Laibach normalnie nie specjalizuje się w tworzeniu kinowych ilustracji. Niestety, dobre wrażenia z filmu psuje całkowicie album, który powinien służyć za przykład, jak nie powinno wydawać się muzyki filmowej. Pierwszym poważnym grzechem albumu jest jego długość. Prawie 80 minut materiału, podzielonego na 40 utworów, z czego większość często sięga ledwie jednej, góra dwóch minut (a takie „125’ Later Ragtime” trwa ledwie... 7 sekund!). Na domiar złego utwory te okraszono filmowymi dialogami, co nie tylko psuje odbiór muzyki, ale też niepotrzebnie zdradza fabułę. I jest tego na tyle dużo, iż krążek często przypomina bardziej słuchowisko radiowe, aniżeli pełnoprawny score. A w końcu nie po to kupuje się soundtracki, żeby móc posłuchać, jak ktoś gada...

 

Gdy jednak zapoznamy się dokładniej z muzyką, to okazuje się nie taka zła, jak można było sądzić. Oczywiście przejść przez płytę nie jest łatwo, ale dzięki odrobinie samozaparcia da się odnaleźć trochę naprawdę dobrego materiału. Niestety, sam początek albumu przynosi lekki zawód. Podczas promocji filmu w zwiastunach wykorzystano bowiem nowo zaaranżowaną wersję klasyki od Laibacha, „B-Mashina”. Utwór ten nie znalazł się jednak w filmie, a płyta oferuje nam jego mocno industrialną wersję, która nie umywa się do oryginału. Pozostaje jedynie rewelacyjny refren z końcówki kawałka. Zamiast niego warto więc zwrócić uwagę na te bardziej klasycznie utwory, których tu nie brakuje. Ciekawie prezentuje się „Problems, Big Time! / Schwarze Sonne”, które towarzyszy planszy tytułowej filmu. Sympatycznie brzmi również króciutkie „In The Machine”, a „Meteorblitzkrieg Begins” idealnie ilustruje moment rzeczonej inwazji. Jednym z jaśniejszych punktów na krążku i w filmie jest natomiast epicki „Götterdämmerung Muss Fliegen”, który dzięki chórowi śpiewającemu po niemiecku, jak i specyficznym, niskim partiom fortepianowym brzmi uderzająco podobnie do słynnego „Navras” z „Matrix: Revolutions”. Może dlatego tak świetnie wypada on w filmie. Niestety, większość tych utworów jest zbyt krótka i tak przesadnie zaprawiona dialogami, że trudno na jakimś skupić się na dłużej.

 

Dlatego też najlepiej wypadają tu piosenki, które możemy usłyszeć podczas napisów początkowych i końcowych. Otwierające film, idylliczne „Take Me To Heaven” idealnie ilustruje scenę lądowania na Księżycu. Zaś kończące film, podniosłe „Under The Iron Sky” z bardzo ładnym wokalem Miny Špiler jest bodaj najlepszym utworem na całej płycie, acz i następujące po nim „End Title (We Leave In Peace)” prezentuje się niczego sobie. Jest to zresztą jedyny instrumentalny utwór nie przerywany dialogami, który idealnie wieńczy zarówno album, jak i film.

 

Ciężko jednoznacznie podsumować kompozycję Laibacha. W filmie wywiązuje się ona ze swojego zadania bez zarzutu, ale i bez szału. I pewnie na płycie też by tak było, gdyby skrócić ją o jakieś 15-20 minut, wyrzucić wstawki z filmu, a wiele krótszych utworów połączyć w jakieś dłuższe tematy, czy nawet suity – tym samym zmniejszając tracklistę z przerażających 40 do standardowych 20 pozycji. To jednak tylko gdybanie, gdyż w rzeczywistości otrzymaliśmy swoistą anomalię, którą niektórzy na pewno z przyjemnością wysłaliby z powrotem w kosmos albo przynajmniej skwintowali odpowiednio niską oceną. Jednak moja finalna nota orbituje wzwyż, ponieważ „Iron Sky”, to – zarówno film, jak i album – taki B-klasowy potworek, którego, mimo tych wszystkich skaz, nie sposób nie lubić. A nawet jest w stanie wzbudzić w nas ciekawość i zadowolenie. Taki to już zresztą urok tych niezależnych, trashowych produkcji, że pozwala im się na nieco więcej.

Autor recenzji: Maciej Wawrzyniec Olech


CD 1

01.

B-Mashina (Iron Sky Prequel)

02.

Take Me to Heaven

03.

Problems, Big Time! / Schwarze Sonne

04.

Classroom (Where Are We From?) / Spaceship Hangar

05.

Kameraden, wir kehren Heim!

06.

Ein Spion von der Erde

07.

Sauerkraut

08.

Washington's Escape

09.

Dr. Richter's Laboratory

10.

Vivian's "Untergang"

11.

Klaus and Renate

12.

In the Machine

13.

Renate and Washington At the Lab / Albinising Operation

14.

Nazi Expedition to Earth

15.

Renate's Surprise

16.

Peace Lovin' Brother Rap

17.

The Good Times for the Bad People

18.

Renate's Message of Peace

19.

The Miracle in White House

20.

The Answer to the Question

21.

The Moon Nazis Are Coming

22.

125' Later Ragtime

23.

A Good War Blues (Klaus and Vivian)

24.

Die Flotte Ist Bereit

25.

Der Führer's Last Waltz

26.

Meteorblitzkrieg Begins

27.

Ready to Face the Music (Counterattack)

28.

UN Security Council Confessions

29.

Space Battle Suite

30.

James and Renate Inside the Götterdämmerung

31.

The United States of America Does Not Negotiate With Terrorists

32.

Moon Attack

33.

Götterdämmerung Muss Fliegen

34.

Feuer Frei!

35.

Fight Between Washington and Dr. Richter

36.

Klaus and Renate's Final 'Rendezvous'

37.

The Fall of Götterdämmerung

38.

America (based on The Star Spangled Banner) – feat. Silence

39.

Under the Iron Sky

40.

End Title (We Leave in Peace)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Andy 11-05-2012, 19:45

Dobra recka. Podczas seansu przeróbki klasyki bywają dosyć zabawne i można je uznać za całkiem inteligentne, np. temat z Tannhausera podczas inwazji z powietrza czy pojawiający się czasem temat ze Zmierzchu Bogów (swoją drogą inspiracja dla Roll Tide Zimmera).


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz