• Lion
  • Magnificent Seven, The
  • Se7en – Collector's Edition
  • Sausage Party
  • Moonlight

Cabin In The Woods, The

data publikacji: 04/05/2012

Dom w głębi lasu

Cabin In The Woods, The

"...nawet poza obrazem jest w stanie zaoferować trochę wrażeń..."

Kompozytor: David Julyan

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 49:52 min.

 

Schemat goni schemat i schematem pogania. Tak można by krótko podsumować większość dzisiejszych horrorów – szczególnie amerykańskich. O ile jeszcze w takich krajach, jak Japonia, czy Hiszpania trafiają się ciekawsze i w miarę oryginalne filmy grozy, o tyle w Ameryce od czasów „Piątku 13-ego” niewiele się zmieniło i rynek bezustannie zalewają coraz to nowe, niczym nie różniące się od siebie slashery. Tym łatwiej więc zrozumieć wszelkie peany na cześć „Domu w głębi lasu”. Choć trudno mówić tu o jakiejś rewolucji gatunku, to jednak nieskrępowana zabawa konwencją i regułami gatunku sprawia, że mamy do czynienia z jednym z lepszych amerykańskich horrorów ostatnich lat.

 

Odpowiedzialny za ten – na pierwszy rzut oka typowy, a w efekcie jednak jakże nietypowy – film jest Drew Goddard, znany dotąd jako scenarzysta „Cloverfield” oraz seriali „LOST”, „Alias”, „Angel” i „Buffy the Vampire Slayer”, dla którego tym samym jest to debiut reżyserski. Zważywszy, że Goddard mocno związany jest ze środowiskiem J.J. Abramsa, należałoby się spodziewać, że muzyką zajmie się Michael Giacchino, który zresztą całkiem dobrze poradził sobie przy wampirycznym „Let Me In”. Wybór padł jednak na Davida Julyana – specjalistę od ambientowych brzmień, który zaistniał w branży dzięki ilustracjom do pierwszych czterech filmów Christophera Nolana. To jednak nie one, lecz soundtracki do oby części słynnego survivalu „The Descent”, które Drew Goddard wysoko ceni, zaważyły na angażu i wpłynęły znacząco na brzmienie finalnej oprawy.

 

O ile sam film bawi się konwencją i schematami kina grozy, o tyle score w pełni świadomie się ich trzyma. Tym samym na płycie usłyszymy typowo posępne i niepokojąca brzmiące smyczki, jak i wszechogarniający, ponury nastrój, przerywany co jakiś czas mocnymi wejściami sekcji dętej i blaszanej, które w połączeniu z obrazem potęgują efekt zaskoczenia i przerażenia. A skoro to Julyan, toteż łatwo się domyślić, iż nastrój będzie wyjątkowo mroczny i gęsty niczym smoła. I taki właśnie jest. Nie należy jednak traktować tych cech, jako wady. Julyan słusznie postawił tu na tradycyjne brzmienie grozy, dzięki czemu jego muzyka bardzo dobrze spisuje się w obrazie, potęgując klimat i stopniując napięcie. Podejście mniej serio, a bardziej z przymróżeniem ucha niebezpiecznie skierowałoby film w stronę parodii, którą, przy całej swej ironii i dystansie, „Dom...” z pewnością nie jest.

 

Niestety, tak jak większość horrorowych ilustracji, tak i ta dużo traci bez kontekstu. Choć jak na standardy Julyana, którego większość prac jest mocno asłuchalna, jawi się ona w miarę przystępnie, a czasami wręcz zaskakuje swą melodyjnością. Oczywiście Brytyjczyk dalej stawia w pierwszej kolejności na atmosferę, którą jak zawsze idealnie współtworzy, niż na wpadające w ucho melodie. Nie można jednak traktować tej partytury, jako czysty sound design.

 

Album – ułożony chronologicznie i całkiem zgrabnie przycięty do 50 minut – można podzielić na dwie części. W pierwszej, kompozytor wprowadza nas w ten straszny świat, zdecydowanie za krótkim, ale bardzo dobrym „In The Beginning...”. Następujący po nim utwór tytułowy to już motyw główny – klimatyczny kawałek oparty o smyczki majestatycznie towarzyszy bohaterom w scenie podróży górską drogą, gdzie wypada naprawdę świetnie. Szkoda tylko, że Julyan nie rozwija go bardziej, mimo że przewija się on przez cały krążek. Film jednak nie za bardzo daje ku temu możliwość, gdyż zarówno napisom początkowym, jak i końcowym towarzyszą rockowe kawałki [„The Sound (John M. Perkins' Blues)” grupy Switchfoot oraz „Roll with the Changes” kapeli REO Speedwagon]. Trochę szkoda, że zdecydowano się na taki zabieg, zamiast postawić na klasyczny score, gdyż wtedy może lepiej zapisałby się on w pamięci... Na szczęście mamy jeszcze parę fragmentów godnych uwagi, jak klasycznie brzmiące „The Diary Of Patience Buckner” z zawodzącymi skrzypcami, które mogą kojarzyć się z niektórymi pracami króla horroru, Christophera Younga. Reszta utworów to już typowe straszaki, które podczas seansu przyprawiają nas co prawda o szybsze bicie serca, lecz na płycie tracą w większości swój urok i mają prawo nużyć.

 

Na szczęście druga część płyty (zaczynająca się od utworu 11) znacząco to rekompensuje, serwując nam inteligentną i miejscami naprawdę atrakcyjną muzykę akcji. Chodzi głównie o świetny motyw z zapętlającymi się smyczkami, który pojawia się w takich utworach, jak „The Cabinets Will Have To Wait”, „”Whatever Happens, We Have Stay Calm” i „420”. Mimo swych mocno narracyjnych cech, posiada on naprawdę ciekawą linię melodyczną i – co u Julyana jest niespotykane – zostaje w pamięci na długo po seansie. Wspomniany „The Cabinets...” to na pewno jeden z lepszych utworów w karierze Brytyjczyka. Ciekawy action score reprezentuje też ”Herald The Pale Horse (Hadley’s Lament Redux)”, acz naturalnie uzupełniony odpowiednią dawką ambientu i underscore’u. Z kolei końcowe „Youth” swym delikatnym i łagodnym brzmieniem pięknie wieńczy nie tylko film, ale też, jakże na swój sposób ciekawą, płytę.

 

Mimo wszystkich swoich wad jest to jak najbardziej ciekawy score. Oczywiście David Julyan zdążył nas już dawno przyzwyczaić do tego, iż jego muzyka (czy też wg niektórych oprawa dźwiękowa) tworzona jest w 100% z myślą o filmie. I „The Cabin In The Woods” nie stanowi tu żadnego wyjątku. Trudno jednak nie docenić tak przemyślanej ścieżki dźwiękowej, która nawet poza obrazem jest w stanie zaoferować trochę wrażeń – i to bynajmniej nie ograniczających się jedynie do niepokoju.

Autor recenzji: Maciej Wawrzyniec Olech


CD 1

01.

In The Beginning …

02.

The Cabin In The Woods

03.

Beware The Harbinger

04.

What Could Go Wrong

05.

Places, Everyone

06.

The Cellar

07.

The Diary Of Patience Buckner

08.

Hadley’s Lament

09.

We’re Not The Only Ones Watching

10.

I Thought There’d Be Stars

11.

We Are Abandoned

12.

The Cabinets Will Have To Wait

13.

For Jules

14.

Whatever Happens, We Have To Stay Calm

15.

And Lo! Fornicus

16.

420

17.

Herald The Pale Horse (Hadley’s Lament Redux)

18.

This We Offer In Humanity And Fear

19.

Punished For What?

20.

Patience’s Lullaby

21.

Youth

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 06-05-2012, 21:19

Niech będzie lekko naciągana trója - fanem Julka nigdy nie byłem, ale jego muzyka zawsze świetnie spisuje się w niełatwych przecież filmach. I pod tym względem Leśna Kabina nie stanowi żadnego wyjątku.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz