• Przepraszam, czy tu biją?
  • Mam tu swój dom
  • Sweet Tooth
  • Company Business – expanded score
  • Iron Giant, The – The Deluxe Edition

Right to Love, The: An American Family

data publikacji: 27/04/2012

The Right to Love: An American Family

Right to Love, The: An American Family

“…braki w oryginalności nadrabiane są słuchalnością...”

Kompozytor: Edwin Wendler

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: Jaye Bird Productions

Czas trwania: 42:22 min.

 

Film dokumentalny nie jest gatunkiem szczególnie chętnie podejmowanym przez czołowych kompozytorów muzyki filmowej. Takie sytuacje, jak chociażby ubiegłoroczny „Jig” Patricka Doyle’a należą do rzadkości. Dokument stanowi natomiast poczekalnię dla dziesiątek nieznanych twórców, którzy czekają na szansę zaistnienia w szerszej świadomości słuchaczy i, rzecz jasna, producentów. Jednym z nich jest Edwin Wendler – kompozytor obecny w świecie muzyki filmowej od 12 lat, poruszający się jednak po niszowych fabułach, zapomnianych serialach, krótkich metrażach i dokumentach właśnie.

 

Jego ostatnim dziełem jest ścieżka dźwiękowa do obrazu z tego ostatniego gatunku. „The Right to Love: An American Family” to, jak na razie, ciepło przyjmowane przedstawienie codziennego życia pewnej amerykańskiej rodziny złożonej z dwóch rodziców i dwójki dzieci... Dwóch rodziców właśnie, gdyż rodzicami jest tutaj para gejów. Twórcy filmu postanowili podkreślić normalność takiego układu, starając się pokazać „samo życie” znane z dziesiątek heteroseksualnych rodzin. Wielka polityka, chociaż jako sprzeciw wobec niej ten obraz powstał, pozostaje w tle.

 

W tle pozostaje też muzyka Edwina Wendlera, co jest typowe dla większości obrazów dokumentalnych starających się w jak najmniejszym stopniu ingerować w ekranową rzeczywistość – nie tyle o niej opowiadać, co pokazywać ją. Kompozytor wprowadza słuchacza w świat filmu metodami zbliżonymi do tych, które z powodzeniem stosuje Alexandre Desplat. „Common Interest” rozbrzmiewa beztroskimi cymbałami i jasnymi pasażami smyczków. Melodię prowadzi natomiast wiolonczela. To najważniejszy instrument na ścieżce. Na całej jej przestrzeni pojawia się zarówno jako akompaniament („The Initiative”), jak i prowadzący najistotniejszego motywu w danym utworze („Voting on Rights”). Nie pojawia się może częściej od, dajmy na to, fortepianu, ale w znacznie większym stopniu wpływa na atmosferę partytury, dźwigając jej dramatyzm.

 

Kompozytor zręcznie żongluje jednak wszystkimi instrumentami, budując utwory o odmiennych nastrojach, pozostaje przy tym bardzo skromny jeśli chodzi o aranżację. Cała ścieżka obraca się właściwie w trójkącie: wiolonczela – cymbały – fortepian. Ta trójka zostaje rozbita tylko jeden raz, dzięki brzmieniu gitary o popowym zabarwieniu na początku „Tears and Rain”. Mimo instrumentalnej jednolitości, Wendler tworzy utwory o bardzo różnym zabarwieniu emocjonalnym. Potrafi sprawnie oddać niepokój („Spreading Fear”), wprowadza atmosferę pogodnej sielanki („The Initative”), a wreszcie gorycz i smutek („The Playbook”). Każdy utwór to odmienna melodia, w której rozmaicie rozłożone są emocjonalne akcenty. Często, co wymowne w kontekście treści filmu, wyczuwa się pewną wieloznaczność – elementy łagodne i radosne dopełniane są poprzez wyraźny dramatyzm. Nie tematy więc, ale właśnie pewien zamknięty krąg instrumentów nadają tej ścieżce tożsamość.

 

Trzeba przy tym przyznać, iż jest to tożsamość nieszczególnie oryginalna. Wendlerowi wyraźnie brakuje inwencji w wykorzystywaniu muzycznych środków. Najbardziej na brzmieniu tej partytury odbija się charakterystyczny styl Alexandre Desplata. Oprócz „Common Interest” dobrym przykładem czerpania z jego twórczości jest tu „Spin”, z typowym dla Francuza brzmieniem fortepianu, ale i w innych utworach łatwo odnaleźć bardzo mocną inspirację jego pracami. Nie byłoby to może szczególnie dotkliwe, gdyby Wendler  oferował w zamian również coś świeżego. Niestety, nie ma tu właściwie nic, czego nie dałoby się znaleźć już wielokrotnie – nawet jeśli nie u Desplata, to u innych kompozytorów.

 

Szczęśliwie braki w oryginalności nadrabiane są słuchalnością. Właściwie jedynie dwa utwory w  „The Right to Love...” są zupełnie zbędne. To nijakie, oparte na przygaszonym fortepianie „For and Against” oraz „Tears and Rain”, które po sympatycznym początku szybko przeradza się w... dźwięk padającego deszczu i nic nie wnoszący elektroniczny podkład. Pozostałych fragmentów słucha się bardzo dobrze, a przy tym nie wymagają one od słuchacza zbyt wiele. Charakteryzują się prostą, przystępną formą i chociaż pewna płytkość może czasem drażnić, to ogólnie pozostawiają pozytywne wrażenie. Momentami nawet, jak przy przejmującym „Voting on Rights”, można dać się tej muzyce ponieść.

 

Obraz ścieżki dźwiękowej dopełnia kilka popowych piosenek (jedna, „Seven”, ociera się o country). Ich jakość współgra z oryginalną partyturą. Trudno je określić mianem szczególnie innowacyjnych, ale słucha się ich przyjemnie. Nie psują więc smaku po pracy Wendlera, ale też i nic do niej jednak nie dodają.

 

Nie da się zaprzeczyć, iż jest w tej partyturze pewien potencjał. Jej kompozytorowi trudno odmówić technicznej sprawności, czy umiejętności kreowania emocji. Brakuje mu za to, przynajmniej w tej pracy, indywidualności – czegoś co wyróżniłoby go z szeregu innych, szczególnie telewizyjnych kompozytorów, piszących podobną, aranżacyjnie skromną muzykę. Wyraźny duch najmodniejszego obecnie kompozytora w Hollywood chyba nawet przez jego sympatyków nie jest szczególnie mile widziany w pracach innych twórców. Z drugiej strony wysoka słuchalność (lekkiego w gruncie rzeczy) materiału może przysporzyć Wendlerowi sympatyków. Nie jest to więc ścieżka dla odkrywców nowych horyzontów muzyki filmowej, ale pozostałym może przynieść całkiem miłe 40 minut.

 

Fragmentów ścieżki dźwiękowej można posłuchać na oficjalnej stronie kompozytora

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Common Interest

02.

The Initiative

03.

Voting On Rights

04.

For And Against

05.

Spreading Fear

06.

Tradition

07.

Spin

08.

Tears And Rain

09.

Election Day

10.

The Playbook

11.

Hummingbird – Trey Lockerbie

12.

Seven – Daniel Kamas

13.

Crayons – Matthew Woolfrey

14.

In Time – Wendell Lee

15.

Two Lovers – Lindsay Ellyn

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Olek Dębicz 27-04-2012, 20:44

Partytur się nie słucha, partytury się czyta albo studiuje. Słowo to dotyczy zapisu nutowego. Janku, nie bierz tego do siebie, bo ten błąd pojawia się w bardzo wielu recenzjach. Myślę, że warto o tym mówić, podobnie jak o kuriozalnym określeniu wytrychu - "słuchalny", "słuchalność".


Mefisto 27-04-2012, 21:12

Ale skoro zapis nutowy jest odgrywany, a my potem tego słuchamy, to jest do przyjęcia tak powiedzieć. Tak samo, jak po obejrzeniu filmu możesz powiedzieć, że scenariusz był do dupy, choć przecież go nie czytałeś...


J.B. 27-04-2012, 22:34

Pod względem językowym Olek ma oczywiście rację, ale nie da się ukryć, że jest to bardzo wygodny zamiennik. W przypadku powyższego tekstu użycie słowa "partytura" przy czasowniku "słuchać" właściwie ciężko uzasadnić, dlatego to zmienię. Przyznaję, iż używam tego słowa dość bezrefleksyjnie (co nie oznacza, że nie znam jego znaczenia ;] ), ale podobnie jak Mefisto mam wrażenie, że "słuchanie partytury" - "jest do przyjęcia". "Słuchalności" bym bronił, bo nie ma innego słowa czy wyrażenia o dokładnie takim samym znaczeniu. Za uwagę dziękuję, ale na wypadek potrzeby napisania przez kogokolwiek jeszcze jakiegoś komentarza na ten temat , wolałbym, żeby bardziej rozbudowana dyskusja o kwestiach językowych znalazła się w innym miejscu :)


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz