• Nerve
  • Phantom Thread
  • Three Billboards Outside Ebbing, Missouri
  • Denial
  • Founder, The

Renegades

data publikacji: 13/04/2012

Renegaci

Renegades

"...nie ma wiele do zaoferowania..."

Kompozytor: Michael Kamen

Rok produkcji: 1989 / 2012

Wytwórnia: Intrada

Czas trwania: 77:06 min.

 

Ilości policyjnych historyjek z niedobranymi partnerami, o jakże przeciwstawnych charakterach powstało w kinie tyle, że aż trudno zliczyć. Szczególnie duży ich wysyp można było zaobserwować w magicznych latach 80-ych ubiegłego wieku, które to zaowocowały takimi klasykami, jak „Zabójcza broń”, „48 godzin”, „Tango & Cash”, czy też „Red Heat”. Do tego grona trudno dopisać jednak „Renegades” Jacka Sholdera, który to film ląduje raczej w znacznie większym gronie produkcji co najwyżej przeciętnych i do szybkiego zapomnienia. Mimo młodych, zdolnych i przepełnionych charyzmą Kiefera Sutherlanda i Lou Diamond Phillipsa w rolach głównych (dla których była to poniekąd powtórka z „Młodych Strzelb”), niezgorszego bad guya oraz oryginalnego pomysłu wyjściowego, wykorzystującego kulturę indiańską (nie tak często goszczącą przecież w kinie, a już na pewno nie we współczesnych blockbusterach) wyszedł film miałki i bez ikry, zupełnie nie wykorzystujący swego potencjału.

 

Możliwości nie wykorzystuje też w pełni muzyka Michaela Kamena, dla którego gotowe dzieło było najwyraźniej niezbyt inspirujące – szczególnie po dopiero co powstałych hitach pokroju „Die Hard” i wspomnianego „Lethal Weapon”. I choć wiele było już przypadków kiepskich filmów ze świetnymi, a czasem nawet i wybitnymi oprawami, tak „Renegaci” się do nich nie zaliczają – tym razem film otrzymał bowiem dokładnie to, na co zasługiwał, czyli zwykłe, niemal niezauważalne tło, trochę w klimatach wspomnianych już filmów i zaprawione lekkim, acz też niewybijającym się duchem rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.

 

Ten ostatni jest zresztą największą ‘atrakcją’ płyty, na której obecny jest zresztą niemal przez cały czas. Najlepiej zaznacza się on już w otwierającym całość „Main Title”, przypuszczalnie dlatego, że nic mu tam nie przeszkadza. Potem może i nie ginie zupełnie, a nawet i ma swe lepsze momenty zarówno na ekranie („Medicine Stone”), jak i na płycie (chyba najsympatyczniejsze z tego wszystkiego „Brown Bridge & Find Me”, oraz bardziej agresywne „The Lance”), ale też i niczym specjalnym nie zapada w pamięć. Delikatne flety wymieszane z typową dla Kamena gitarą, jak i nieco bardziej ‘egzotyczne’ piszczałki oraz bębny nie są bowiem ani zbytnio oryginalne, ani też nie posiadają odpowiedniej mocy, by zwrócić na siebie większą uwagę. W samym filmie także nie zostały zresztą należycie wyeksponowane, rozbrzmiewając głównie w tych najbardziej oczywistych momentach, a resztę właściwie pozbawiając charakteru. Trudno tu jednak winić kompozytora, skoro wątek indiański został już na etapie scenariusza sprowadzony do błahego pretekstu by trochę postrzelać i pościgać się po ulicach wielkiej metropolii.

 

Niestety, action score także nie ma wiele do zaoferowania. Poza całkiem rytmicznym i chwytliwym „Department Store” oraz pojedyńczymi momentami tu i ówdzie (często na modłę poprzednich hitów Kamena – na szczęście bez ordynarnych kopii), jest to w dużej mierze ściana dźwięku przepełniona mnóstwem underscore’u i pomontowana w długaśne tracki, przy których nawet najbardziej zahartowani fani kompozytora mogą odpaść. Co prawda Kamen takiej zupełnej chałtury tu nie odstawił (wystarczy posłuchać choćby fragmentów „The Robbery” czy „Blazing Bullets, Flaming Lance”), ale jego muzyka brzmi tu wyjątkowo nieświeżo i mało pomysłowo – szczególnie po latach.

 

Jednym z największych problemów tego wydawnictwa jest jednak jego ogrom. Prawie 80 minut muzyki, w tym fragmenty z materiałem źródłowym (kompletnie nie pasujące do całości „Beauty Parlor”) i alternatywnym jest czymś, co przy tego rodzaju ilustracji skutecznie odstrasza każdą myślącą istotę. Być może, gdyby zmontować z tego góra 40-minutowy albumik na modłę starych wydawnictw Varese Sarbande, to coś by z tego wyszło, a i wszelkie minusy byłyby łatwiejsze do przełknięcia. Niestety Intrada, która w tym samym rzucie uraczyła kamenomaniaków także partyturą do „Road House” (odpowiednio numery 192 i 190 w ich katalogu – oba dostępne tak długo, jak długo będzie zainteresowanie) postawiła na ilość. I choć sam fakt wydania (właściwie) kompletnej muzyki do takiego suchara, jakim jest dziś „Renegades” zasługuje na uznanie (aczkolwiek osobiście wolałbym usłyszeć w końcu „Action Jackson”), tak już efekt finalny niespecjalnie cieszy. Summa summarum jest to bowiem pozycja właściwie dla nikogo – rzecz jasna poza nielicznymi miłośnikami kompozytora i tzw. kolekcjonerami. Ale nawet i im jestem w stanie polecić kilka innych, znacznie ciekawszych i atrakcyjniejszych pozycji...

 

P.S. W filmie wykorzystano też piosenkę Bryana Adamsa “Only the strong survive”.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Title

02.

Buster's Bust

03.

The Robbery

04.

The Lance (Alternate)

05.

Buster Takes A Bullet

06.

First Aid

07.

Medicine Stone

08.

Nothing To Worry About

09.

Beauty Parlor (Source)

10.

Department Store

11.

Broken Stone, Broken Spirit

12.

Blazing Bullets, Flaming Lance

13.

Brown Ridge & Find Me

14.

The Lance

15.

Blazing Bullets, Flaming Lance (Alternate)

16.

Brown Ridge (Film Version)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 1.5  

Mystery 13-04-2012, 17:38

Droga przez mękę.


Brian 13-04-2012, 17:44

Gorzej Mystery


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz