• Domino
  • Catch-22
  • Glass
  • Fargo: Year 3
  • John Wick: Chapter 3 – Parabellum

We Bought a ZOO

data publikacji: 24/03/2012

Kupiliśmy ZOO

We Bought a ZOO

„...ma w sobie sporo świeżości...”

Kompozytor: Jónsi

Rok produkcji: 2011

Wytwórnia: Columbia

Czas trwania: 51:09 min.

 

Islandzki kompozytor i wokalista Jónsi (a właściwie Jón Þór Birgisson) objawił się miłośnikom muzyki filmowej w 2010 roku, kiedy to napisana przez niego do animowanego przeboju „Jak wytresowac smoka” piosenka, „Sticks & Stones”, spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Wkrótce potem otrzymał szansę skomponowania całej partytury na potrzeby obrazu Camerona Crowe’a „Kupiliśmy ZOO” – ciepłego, rodzinnego komediodramatu z Mattem Damonem w roli głównej.

 

Decyzja reżysera odnośnie wyboru kompozytora może początkowo nieco dziwić. Muzyka Jónsiego, mimo emocjonalności, nie jest tak miękka i urokliwa, jak klimat i tematyka filmu. Dryfuje gdzieś w rejonach muzycznej awangardy, lekkiego eksperymentu. Obraz zaś, do jakiego przyszło Islandczykowi pisać, jest bardzo konwencjonalny, daleki od jakiejkolwiek oryginalności czy to na polu fabularnym, czy formalnym (ma natomiast wiele innych zalet). Daleko sensowniejsze zdawało się swego czasu wykorzystanie kilku piosenek zespołu Sigur Rós, z którego Jónsi się wywodzi, w innym obrazie Crowe’a, „Vanilla Sky”. W rezultacie jednak wybór okazał się trafny. Ścieżka dźwiękowa do „Kupiliśmy ZOO” jest jedną z lepszych w 2011 roku.

 

Sytuacja debiutu filmowego Jónsiego przypomina nieco tę Yanna Tiersena przy okazji „Amelii”. W obydwu przypadkach końcowy produkt jest mieszanką utworów oryginalnych ze znanymi dziełami z wcześniejszej kariery twórców. W obydwu też charakterystyczny styl danego kompozytora brzmi odświeżająco w kontekście dominujących nurtów we współczesnej muzyce filmowej. Na płycie z muzyką do „Kupiliśmy ZOO” znajduje się zatem szereg piosenek z debiutanckiej solowej płyty Jónsiego, „Go”, w mniejszym lub większym stopniu poddanych kosmetycznej obróbce. Trzeba przy tym przyznać, że są to same perełki – od ożywczego „Boy Lilikoi” przez bardziej stonowane „Sinking Friendships” po rytmiczne „Go Do”. Słuchając tych piosenek, można łatwo odgadnąć, czym kierował się Cameron Crowe, sięgając właśnie po tego kompozytora – niezwykle pozytywną energią jego muzyki.

 

Do wtórnej w sensie materiału części ścieżki należy też „Hoppípola” zespołu Sigur Rós. Pozostałe dwie obecne na płycie piosenki, „Gathering Stories” i „Ævin Endar”, powstały już na potrzeby filmu. Ciekawiej wypada bardziej rozbudowana pierwsza z nich (to ona towarzyszy napisom końcowym), „Ævin Endar” zaskakuje natomiast skromnością i aranżacyjną prostotą.

 

O ile jednoznacznie pozytywne ocenienie piosenek zawartych na płycie nie jest kłopotliwe, zresztą ze swej istoty są one dziełami autonomicznymi, więc w naturalny sposób słuchalnymi (inna sprawa, że nie wszystkie udało mi się odnaleźć w trakcie seansu), to utwory instrumentalne już tak jednoznacznej ocenie poddać się nie chcą. Rdzeń partytury sensu stricto stanowi wyśmienite „We Bought a ZOO”, w którym najpierw słychać prosty i sympatyczny temat grany na fortepianie, do którego wkrótce dołącza coraz bardziej rozbudowany akompaniament z wyrazistą, charakterystyczną wokalizą. Druga połowa utworu to już inny temat (on właśnie pojawi się później w „Gathering Stories”), w który płynnie przechodzi owa wokaliza, mocniej zarysowują się też smyczki i instrumenty perkusyjne. Całość naznaczona jest zdrowym patosem i brzmieniową wyrazistością.

 

Cameron Crowe z poszczególnych fragmentów „We Bought a ZOO” korzysta w trakcie filmu chętnie, ale ani razu nie wykorzystuje go w całości, co sugeruje, iż powstał on jeszcze zanim zaczęto zdjęcia. Podobne podejrzenia budzi otwierające płytę „Why Not?”. Ma ono co prawda dość meandryczny charakter, co umożliwiałoby podłożenie w całości pod obraz, ale i tu Crowe zdaje się całość mocno poszatkował. Natomiast te utwory, które już z racji długości i charakteru są zdecydowanie ilustracyjne wypadają z reguły średnio, a nawet słabo. Czasem wynika to z ich miałkości melodycznej („Humming”), częściej z dziwacznych zabiegów aranżacyjnych. Z tajemniczych dla mnie względów Jónsi niektóre utwory poddał technicznej obróbce tak by brzmiały niczym odtwarzane z płyty winylowej i to na nienajlepszym gramofonie. Cierpią na tym wyraźnie melodie całkiem przyzwoite jak w „Sink Ships” czy „First Day”.

 

Na szczęście wśród typowo ilustracyjnych utworów pojawiają się także pozytywne wyjątki. Słuchanie krótkiego, patetycznego „Sun” opartego na dostojnym, zapętlonym motywie to czysta przyjemność. Bardzo zgrabnie wypada też grane na cymbałach „Brambles”. W rezultacie na płycie przeważają więc dobre lub bardzo dobre utwory. Zawodzi natomiast nieco montaż materiału. Większość słabszych ścieżek zgromadzono w drugiej połowie płyty, przez co nieco się ona rozłazi.

 

Tym niemniej są to w gruncie rzeczy drobiazgi, które nie są w stanie przyćmić pozytywnego odbioru tej ścieżki. Nie jest to co prawda praca na miarę wspomnianej „Amelii”, ale ma w sobie sporo świeżości wynikającej ze specyfiki twórczości Jónsiego. Bardzo mnie zatem cieszy, że Cameron Crowe zdecydował się na zaproszenie go do współpracy. Żałuję tylko trochę, iż nie zaufał do końca swojemu kompozytorowi i w wielu ważnych momentach filmu skorzystał z muzyki źródłowej. Będę jednak z niecierpliwością oczekiwał następnych filmowych projektów Islandczyka. Start zapewnił sobie znakomity.

 


Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Why Not?

02.

Ævin Endar

03.

Boy Lilikoi

04.

Sun

05.

Brambles

06.

Sinking Friendships

07.

We Bought a Zoo

08.

Hoppípolla

09.

Snærisendar

10.

Sink Ships

11.

Go Do

12.

Whole Made of Pieces

13.

Humming

14.

First Day

15.

Gathering Stories

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.33  

Mefisto 24-03-2012, 04:09

Uwielbiam Jonsiego jako Sigur Ros, najlepiej w pojedyńczych dawkach, w których miażdży optymizmem. Ale Zoo to dla mnie takie sobie plumkadło akurat - do wspomnianej Amelii nie mające żadnego startu.


Mystery 24-03-2012, 10:47

Mnie również ta praca nie grzeje, pioseneczki z "Where the Wild Things Are" były fajniejsze i ciekawsze.


Radzimir 25-03-2012, 00:12

A mnie się bardzo podobała ta praca. Choć głownie dlatego, że nie znam dorobku Sigur Ros. Ma w sobie coś, co przyciąga. Na razie czwórka, a po obejrzeniu filmu, może będzie więcej.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz