• Split
  • Ballerina
  • Secret Life of Pets, The
  • Storks
  • Trolls

Hugo

data publikacji: 25/02/2012

Hugo i jego wynalazek

Hugo

„...ogarnia całą przestrzeń opowieści, a zarazem pozostaje blisko bohaterów...”

Kompozytor: Howard Shore

Rok produkcji: 2011

Wytwórnia: Howe Records

Czas trwania: 67:33 min.

 

Nigdy bym nie zgadł, że Howard Shore zdobędzie swoją czwartą oscarową nominację za muzykę do filmu Martina Scorsese. W końcu ten wielki mistrz amerykańskiego kina, chociaż świetnie wykorzystuje muzykę źródłową, zwykle po macoszemu traktuje oryginalne kompozycje. Trudno było jednak przewidzieć, iż zrealizuje on w swej karierze film familijny, którego epicki rozmach i wizualne dopracowanie wymagać będzie wyrazistej i rozbudowanej partytury.

 

„Hugo” jest więc muzyką wręcz przesiąknięty. Od brawurowej sekwencji rozpoczynającej film, każdej niemal scenie towarzyszą dźwięki wykreowane przez Shore’a. Z tego względu oscarowa nominacja jest całkowicie trafiona. Chociaż partytura Kanadyjczyka towarzyszy obrazowi w tradycyjny sposób, wydatnie wpływa na jego atmosferę, również dlatego, że jest jej po prostu dużo. Kompozytor ma też jednak sporo do zaoferowania przy samodzielnym odsłuchu.

 

Początkowo „Hugo” może niepokoić. Płyta jest szalenie długa, szereg utworów przekracza magiczną granicę 4 minut, do tego materiał wydaje się nieszczególnie urozmaicony. Część z tych cech przekłada się w rezultacie na podstawowe wady tej ścieżki, aczkolwiek są one skutecznie neutralizowane przez szereg nie dających się przecenić pozytywów. Najważniejsze z nich objawiają się już w pierwszych utworach. To klimat – pełen ciepła i uczucia, a zarazem przygody, kreowany przez jasne brzmienia smyczków i subtelne akcenty fortepianu; orkiestracyjna wirtuozeria – Shore bardzo dba o bogatą fakturę kolejnych utworów, wreszcie właściwa równowaga między dramatyzmem i humorem, intymnością a rozmachem. Operowanie planami, nawet w trakcie jednego utworu jest bodaj najmocniejszą stroną tej partytury. W jednej chwili Shore płynnie przeskakuje z szerokiej panoramy na rzecz intymnych emocji, swoją muzyką ogarnia całą przestrzeń opowieści, a zarazem pozostaje blisko bohaterów.

 

Shore prawdziwie po mistrzowsku wygrywa także niuanse opowiadanej przez Scorsese historii. Jakże niejednoznacznie brzmi motyw kierownika stacji, gdzie dowcip zderza się z tragizmem, a wojskowe werble sugerują nie tylko charakter tej postaci, lecz także przypominają o jej przeszłości. Jak pięknie kompozytor balansuje też pomiędzy smutkiem i nostalgią, a radością w „Papa Georges Made Movies”. Niektóre utwory to prawdziwe majstersztyki muzycznej narracji (brawurowe zwłaszcza w połączeniu z obrazem „The Invention of Dreams”), ale nie kłóci się to z ich autonomicznością. Dzieje się tak dzięki melodycznemu bogactwu, największemu, na jaki pozwala sobie Shore od czasów „Władcy Pierścieni”. Jednakże w przeciwieństwie do swej wielkiej trylogii, mniej urozmaica ich formę. „Hugo” konsekwentnie trzyma się podobnych instrumentów i nastroju, kompozytor wyraźnie zaznacza też, która melodia stanowi główny motyw. To liryczny walczyk z pierwszego utworu. Chociaż bowiem fragmenty kolejnych melodii wracają na przestrzeni całej ścieżki, ta właśnie stanowi jej wizytówkę, co podkreśla jeszcze zaaranżowanie na piosenkę w „Coeur Volant”.

 

Należy jednak zaznaczyć, iż „Hugo” jest ścieżką zachowawczą. Shore odkłada na bok swoją skłonność do eksperymentów. Buduje kompozycję w tradycyjny sposób, sięgając po klasyczne środki. Nie traktuję tego jako wady. Kompozytor z takim dorobkiem i trzema Oscarami na koncie może sobie pozwolić na stępienie pazurów, na rzecz ewidentnej elegancji i klasy. Nawet jeśli czasem ociera się to o banał (nieszczęsny akordeon, tak niemiłosiernie, ostentacyjnie francuski), to jest to banał szlachetny. Nie ma tu też na szczęście mowy o kopiowaniu samego siebie, czy kogokolwiek innego. Shore, mimo tradycyjności formy, brzmi tu świeżo. Czasem co prawda brakowało mi wyrazistszego podkreślenia własnego stylu, aczkolwiek otwiera to tę partyturę na słuchaczy spoza kręgu miłośników kompozytora. „Hugo” to także ścieżka znacznie lżejsza niż większość tego, co Kanadyjczyk robił do tej pory, zwłaszcza przy tak formalnym rozbudowaniu. Przy familijnej produkcji ciężka, wagnerowska ręka, musiała więc zostać zastąpiona środkami mniej dla Shore’a typowymi.

 

Wad „Hugo” należy szukać zatem nie tyle w samej muzyce, co w jej przedstawieniu. Tak długa płyta była po prostu niepotrzebna, zwłaszcza, że jej środek wypełnia materiał nieszczególnie interesujący lub powtarzający w niemal niezmienionej formie melodie i motywy. Spokojnie można byłoby pokusić się o wycięcie piętnastu-dwudziestu minut. Nie da się jednak zaprzeczyć, iż skład płytowego wydania nie jest bezrefleksyjny i prezentuje się jako dopracowany względem wielu współcześnie wydawanych ścieżek dźwiękowych.

 

Jestem zdania, iż „Hugo” to jedna z najlepszych, może nawet najlepsza ze ścieżek dźwiękowych 2011 roku. Miejscami, urzekająca, miejscami zachwycająca, a całościowo bardzo solidna, napisana z pomysłem i uczuciem. Do tego dochodzi jeszcze nieuchwytny mistycyzm, czy też magia, które wykraczają poza zwykłe mistrzostwo dźwięków. Cieszy to tym bardziej, że Shore ma za sobą kilka chudych lat, a przecież przygotowuje się do kolejnego tour de force w postaci dwóch części „Hobbita”. Dobrze jest mieć świadomość, iż przez 8 lat od czasu premiery „Powrotu Króla” nie zapomniał, jak się robi muzykę nie tylko świetną (bo przecież zdarzyły mu się po drodze „Infiltracja”, czy „Wschodnie obietnice”), ale także bogatą i rozbudowaną, a zarazem tak niezmiernie bliską opowiadanej historii i jej bohaterom, że bez wątpienia na miarę Oscara.  

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

The Thief

02.

The Chase

03.

The Clocks

04.

Snowfall

05.

Hugo’s Father

06.

Ashes

07.

The Station Inspector

08.

Bookstore

09.

The Movies

10.

The Message

11.

The Armoire

12.

Purpose

13.

The Plan

14.

Trains

15.

Papa Georges Made Movies

16.

The Invention Of Dreams

17.

A Ghost In The Station

18.

A Train Arrives In The Station

19.

The Magician

20.

Coeur Volant – Zaz

21.

Winding It Up

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Mefisto 25-02-2012, 02:23

No ładne to wszystko, owszem - i z klasą. Ale żeby zaraz najlepsza ścieżka 2011? Oj nie... Daję 4, bo nie ma połówek, ale ani w filmie (którego fenomenu też nie rozumiem i którego wielka, olbrzymia magia o której się mówi do mnie nie przemawia w zapodanej formie), ani na płycie nie zauroczyła mnie szorowa kompozycja.


DanielosVK 25-02-2012, 17:36

A ja owe zachwyty rozumiem i podzielam, chociaż najlepszą ścieżką 2011 roku Hugo na pewno nie jest. Ale jedną z lepszych owszem. Zastanawia mnie tylko znowu fail w trackliście. 4 dla najlepszego utwory na płycie, jakim jest "The Invention of Dreams". Bez jaj. :(


Brian 26-02-2012, 11:50

To i tak jeszcze nic. Największe faile są w trackliście do Szczęk


Wawrzyniec 26-02-2012, 20:54

Sympatyczny score, chociaż gdyby były połówki to pewnie oceniłbym na 3,5, a tak to zawyżam do 4. Gdyż jest to dobra i przyjemna muzyka. Ale czy jakoś szczególnie pozostaje w pamięci to już inna kwestia.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz