• Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7
  • Doctor Strange

Island, The

data publikacji: 23/12/2005

Wyspa

Island, The

"...podobieństwa do innych ścieżek dźwiękowych i nadmierny patos..."

Kompozytor: Steve Jablonsky

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Milan Records

Czas trwania: 58:34 min.

Na film "Wyspa" udałem się ze zwykłej nudy. Nie oczekiwałem, że zobaczę jakieś wyrafinowane kino i... nie zawiodłem się. "Wyspa" oszałamia efektami specjalnymi, dynamiczną akcją i jak to u Michaela Bay’a bywa, patetycznym zakończeniem. Film jest dowodem na doskonały warsztat reżysera, co niestety nie oznacza, że robi on doskonałe filmy. Jeżeli chodzi o muzykę, Bay przy swoich projektach zazwyczaj korzysta z usług Media Ventures. Czy to był Hans Zimmer przy "Pearl Harbor", Mark Mancina przy "Bad Boys" czy Trevor Rabin i Harry Gregson-Williams przy "Armageddonie", action-score MV zawsze świetnie działał w jego filmach. Ale mimo że oczywistym był fakt zatrudnienia do "Wyspy" któregoś z byłych członków tej grupy, to nikt nie przypuszczał, że będzie to Steve Jablonsky. A to dlatego, że jest to kompozytor, który nie miał jeszcze wtedy na swoim koncie tak ważnego i drogiego filmu. Do jego ostatnich dokonań należały ścieżki dźwiękowe do dwóch dość głośnych horrorów: "Amityville" i "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Aż tu nagle Steve Jablonsky otrzymuje propozycję skomponowania muzyki do "Wyspy" Michaela Bay’a – reżysera najbardziej kasowych hitów Hollywood. Bez wątpienia dla tak młodego i jeszcze niedoświadczonego kompozytora była to wymarzona szansa na zabłyśnięcie w świecie wielkiego filmu.

 

Niestety jak dla mnie Steve Jablonsky tej szansy nie wykorzystał. Słuchając płyty z muzyką do "Wyspy" doskonale można się o tym przekonać. Po przesłuchaniu tej ścieżki dźwiękowej do głowy przyszły mi tylko dwa słowa, które doskonale oddały jej charakter – Media Ventures. Cała muzyka opiera się tutaj na wszystkim, co doskonale już każdy miłośnik muzyki filmowej zna ze wcześniejszych dzieł Zimmera i spółki. Tym samym Steve Jablonsky pokazał jak niedoświadczonym jest kompozytorem. Niemal cała ścieżka dźwiękowa ogranicza się do asekuranckiego wykorzystywania sampli charakterystycznych dla Media Ventures. Zresztą warto tutaj wspomnieć, że grupa ta ma największą na świecie bibliotekę najróżniejszych sampli. Tym samym znajdziemy tutaj charakterystyczne gitary niczym z "M:I-2" i "Twierdzy" oraz chóry i smyczki z "Króla Artura" i "Batman Begins".

 

Oprócz znanych już wszystkim dźwięków pojawiają się heroiczne i patetyczne tematy niczym z "Ostatniego Samuraja" i "Armageddonu". Wszystko to jest okraszone mnóstwem futurystycznych dźwięków, które zdają się być jedynym pomysłem Jablonsky’ego na oryginalność tej ścieżki dźwiękowej. Sprawiają one wrażenie jakby kompozytor chciał nawiązać do świata przyszłość widzianego w filmie i wprowadził pewne elementy muzyki klubowej, techno, hip-hopu i ostre gitary jak w utworze "The Craziest Mess I've Ever Seen". W kompozycji pod tytułem "Mass Vehicular Carnage" pojawia się nawet męska wokaliza bardzo podobna do tych z repertuaru grupy "Feithless". Gdyby zająć się w osobna każdym utworem to można by znaleźć wręcz zapożyczenia z innych filmów. Przykładem mogą być "The Island Awaits You" i "The Tongue Thing's Amazing" i ich podobieństwo do "M:I-2" czy "I'm Not Ready to Die" i kalka chórów i smyczków z "Batman Begins". Podobnie jest z ostatnim utworem Jablonsky’ego na płycie, "My Name is Lincoln" gdzie pojawia się patetyczny temat niczym z "M:i-2" w aranżacji jak z "Króla Artura". Cała płyta kończy się piosenką grupy The Prom Kings, którą można usłyszeć na napisach końcowych.

 

Tak, więc debiut Steve’owi Jablonsky’emu w wielkim, Hollywoodzkim filmie - moim zdaniem - nie za bardzo wyszedł. Kompozytor jakby niezbyt pewny swoich umiejętności postanowił postawić na sprawdzone wcześniej przez swoich kolegów z Media Ventures rozwiązania. Kilku miłośnikom tej grupy, których znam, na pewno spodoba się takie wyjście. Jednak ci, którzy krytykują, Zimmera za to, że wraz z kolegami bardziej produkuje niż komponuje muzykę filmową dzięki Steve’owi Jablonsky’emu zyskają kolejny dowód swojej racji. Trzeba jednak oddać MV, że ich muzyka niemal zawsze działała w filmach akcji tak jak powinna. Niestety podczas oglądania "Wyspy" muzyka mi przeszkadzała. Głównie przez swoje podobieństwa do innych ścieżek dźwiękowych i nadmierny patos, który powoli staje się śmieszny w takich filmach (szczególnie na końcu filmu gdzie brakowało już tylko amerykańskiej flagi powiewającej w tle...). No i kolejną wadą tej muzyki (można nawet powiedzieć, że fabryczną, jeśli fabryką nazwać Media Ventures) jest to, że słuchana poza filmem nie potrafi zwrócić na siebie uwagi i wręcz męczy. Końcowa ocena, jaką są dwie nutki pokazuje, jaki jest mój stosunek do MV i że raczej już nie wrócę do słuchania tej płyty. Nie polecam, bo nie ma czego...

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

The Island Awaits You

02.

Where Do These Tubes Go?

03.

Sector 6

04.

Starkweather

05.

Agnate Ukuleles

06.

You Have A Special Purpose in Life

07.

Mass Vehicular Carnage

08.

Renovatio

09.

I'm Not Ready to Die

10.

This Tongue Thing's Amazing

11.

Mass Winnings

12.

The Craziest Mess I've Ever Seen

13.

Send in the Clones

14.

My Name is Lincoln

15.

"Blow" - The Prom Kings

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 2  

mike 11-02-2012, 13:42

Płyta rzeczywiście słaba, choć My Name is Lincoln da się słuchać.


Mefisto 11-02-2012, 14:45

Cóż, cała kompozycja faktycznie słaba, ale do niektórych fragmentów lubię wracać - I'm Not Ready to Die na ten przykład jest świetne.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz