• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

House of Wax – score

data publikacji: 01/10/2005

Dom woskowych ciał

House of Wax – score

"...trudniejsza w odbiorze i po prostu męcząca..."

Kompozytor: John Ottman

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Varese Sarabande

Czas trwania: 41:51 min.

 

W te wakacje oprócz ekranizacji komiksów w kinach będą z pewnością królować także różnej maści horrory – "Bękarty Diabła", "Dark Water – Fatum", "Ziemia żywych trupów" czy właśnie "Dom woskowych ciał". Nie ma sensu pisać o ambicjach i założeniach takich filmów, ponieważ z reguły wszystkie one mają jeden cel – przestraszyć widza. Niestety coraz częściej zdarza się, że cel ten jest osiągany przez pokazywanie tego, czego nigdy byśmy nie zobaczyli w normalnym dniu pracy - mnóstwa sztucznej krwi, brutalnych zabójstw i psychopatów, które mają niezwykłą i niezrozumiałą siłę przyciągania przed kinowe ekrany. Osobiście nie potrafię zrozumieć jak można oglądać takie idiotyzmy i już od dawna staram się omijać wszelkie horrory szerokim łukiem.

 

Takich uprzedzeń nie mam, jeśli chodzi o muzykę z horrorów. Generalnie prawie zawsze są to kompozycje przynajmniej poprawne i subiektywnie naprowadzające na prawidłowy odbiór filmu. Czasami nawet kompozytorowi udaje się przemycić jakiś temat, który urozmaica odsłuch ścieżki dźwiękowej. Jedyną wadą takiej muzyki jest to, że jej rola ogranicza się tylko do towarzyszenia obrazowi. W końcu to muzyka filmowa i nikogo nie powinno to dziwić. Jednak od muzyki filmowej oczekuje się także tego żeby jednak pozostawała muzyką. Współczesny horror jest tak specyficznym gatunkiem filmowym, że znaczną część jego ścieżki dźwiękowej stanowią mroczne dudnienia i niezidentyfikowane stresujące pomruki, po których nadmiarze następuje jeszcze bardziej stresująca eksplozja wysokich dźwięków. Jak wspomniałem taka konstrukcja muzyki jest domeną horrorów współczesnych, które nie cechują się zbyt ambitną fabułą a ich efektywność polega głównie na widowiskowości.

 

Takim niezbyt ambitnym horrorem jest właśnie "Dom woskowych ciał". Grupa młodych ludzi trafia dziwnym przypadkiem do miasteczka, którego jedynymi mieszkańcami jest rodzeństwo zajmujące się w wolnym czasie mordowaniem przejezdnych i robieniem z nich woskowych figur do pobliskiego muzeum. Idealna fabuła do pokazania licznych pościgów łowców za głupawymi ofiarami. Wszystko oczywiście jest okraszone mnóstwem sztucznej krwi, plastikowych noży i pięknymi buźkami (i nie tylko) lalek MTV z córką hotelowego potentata – Paris Hilton – na czele. No a jak wygląda muzyka w takim filmie? Na pewno pierwszym jej plusem jest to, że nie napisała jej Paris Hilton, próbująca ostatnio swoich sił w roli piosenkarki. Trudno jednak powiedzieć czy drugim jej plusem jest zatrudnienie jako kompozytora Johna Ottmana. Rola kompozytora muzyki o tego typu horrorów zawsze wydawała mi się czymś dobrym dla twórców dopiero zaczynających karierę. W końcu nie są to obrazy wymagające zbytniej wyobraźni, ale za to świetnie szlifujące umiejętności pisania underscore’ów. John Ottman kompozytorem początkującym nie jest i w świetle jego ostatnich kontraktów ("Fantastyczna Czwórka",  "Superman Returns") przyjęcie pracy nad "Domem woskowych ciał" wydaje się nieco dziwne. Jeśli chce się dostać do pierwszej ligi kompozytorów filmowych – do czego pretenduje Ottman – takie cofanie się do kiepskiego horroru z pewnością nie jest dobre. No, ale skoro już ta muzyka powstała to trzeba coś o niej napisać.

 

Płyta rozpoczyna się dość ciekawie utworem "Opening / Tantrum". Nie ma tutaj zbytniej przesady w użyciu orkiestry, dzięki czemu mroczny klimat jest kreowany dość minimalistycznie. Trochę dalej pojawiają się chłopięce chórki trochę przypominające muzykę Danny’ego Elfmana czy Jana A.P. Kaczmarka. Połączenie tych elementów z niskim dźwiękiem organ kościelnych daje naprawdę dobry efekt. Niestety ten pierwszy utwór jest jednocześnie najlepszy na całej płycie. W większości swoich ścieżek dźwiękowych Ottman ma według mnie ten sam problem. Po naprawdę dobrym początku przychodzi nudne rozwinięcie bazujące na underscore oraz action-score i równie nudne zakończenie, którego już praktycznie słuchacz nie zauważa, bo wcześniej zasnął. Tak było w przypadku "Fantastycznej Czwórki" czy "X2" i tak jest tutaj. Po dobrym, dość melodycznym początku dalsza część płyty opiera się już tylko na nagłych zwrotach, eksplozjach, dysonansach i chaotycznych smyczkach ("Up in Flames") charakteryzujących under- i action-score. Spotkałem się z określeniem, że w tym miejscu John Ottman włączył autopilota i zrobił taką muzykę, jaką powinien zrobić żeby udźwiękowić klasyczny horror - to bardzo trafne stwierdzenie. Od tego momentu płyta zaczyna być coraz trudniejsza w odbiorze i po prostu męcząca. Pojawia się mnóstwo klasycznych rozwiązań stosowanych w tego typu muzyce - niepokojące smyczki niepostrzeżenie podprowadzające słuchacza pod kolejne eksplozje fanfar i chóry (głównie męskie i chłopięce), które nieco urozmaicają muzykę. Wszystko to jest podparte ciężkimi syntezatorami, które pogłębiają mroczny i przytłaczający klimat. Sporo jest także utworów kompletnie asłuchalnych opartych na chaotycznych dźwiękach orkiestry jak "Sealed Lips". Ciekawostką może być końcowy utwór "Endless Service" grany na organach kościelnych przez samego Johna Ottmana. Jest on rozwinięciem tematu pojawiającego się w utworze "Opening / Tantrum".

 

Przy ocenie muzyki z horrorów zawsze pojawia się dylemat czy zwracać uwagę ta to jak taka muzyka prezentuje się w odniesieniu do tego specyficznego gatunku czy traktować ją jako kolejną, zwyczajną ścieżkę dźwiękową. Myślę, że trzeba tutaj przyjąć nieco uśrednioną postawę, to znaczy zdając sobie sprawę ze specyfiki tej muzyki mimo wszystko zwrócić uwagę na jej słuchalność. To, co John Ottman skomponował na potrzeby "Domu woskowych ciał" jest przykładem poprawnej oprawy muzycznej horroru. Tym samym sprawia to, że trudno takiej muzyce istnieć poza filmem, a więc sama płyta jest bardzo ciężka w odbiorze. Dlatego jeśli miałbym polecić tę muzykę, to tylko do wysłuchania podczas seansu filmowego – album radzę sobie podarować.

 

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Opening, Tantrum

02.

Ritual, Escape From Church

03.

Story Of The Town

04.

Up In Flames

05.

They Look So Real

06.

Sealed Lips

07.

Brotherly Love

08.

Hanging With Baby Jane

09.

Paris Gets It

10.

Curiosity Kills

11.

Bringing Down The House

12.

Three Sons

13.

Endless Service

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 2  

Brian 17-01-2012, 18:33

Ta muzyka jest jak Paris Hilton w tym filmie, czyli słaba


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz