• Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22
  • Glass

Tinker, Tailor, Soldier, Spy

data publikacji: 28/12/2011

Szpieg

Tinker, Tailor, Soldier, Spy

„...wielobarwność w jednej tonacji...”

Kompozytor: Alberto Iglesias

Rok produkcji: 2011

Wytwórnia: Silva Screen Records

Czas trwania: 59:21 min.

 

Kiedy pierwszy raz ujrzałem nazwisko kompozytora odpowiadającego za ścieżkę dźwiękową do filmu „Szpieg” Tomasa Alfredsona, od razu nasunęło mi się pytanie: „Dlaczego nie Alexandre Desplat?” Francuz bowiem przyzwyczaił już słuchaczy, iż bierze udział w połowie ciekawszych produkcji z danego roku, a brytyjskie kino szczególnie dużo mu zawdzięcza. Zresztą po „Autorze widmo” wydaje się idealnym kandydatem do pisania muzyki do chłodnych, inteligentnych filmów z sensacyjno-szpiegowską intrygą. Producenci jednak postawili na Alberto Iglesiasa, który z kolei ma już doświadczenie pracy przy produkcji na podstawie powieści Johna Le Carré. „Wierny ogrodnik” przyniósł mu nawet nominację do Oscara.

 

Łatwo przy tym zauważyć, iż między „Szpiegiem” a „Wiernym ogrodnikiem” więcej jest różnic niż podobieństw. Zamiast walki z koncernami, szukanie wtyczki we własnych szeregach; zamiast gorącej, słonecznej Afryki, zimny i deszczowy Londyn; wreszcie zamiast aktywnego bohatera próbującego za wszelką cenę dociec prawdy, wycofany, pasywny emeryt w gruncie rzeczy źle czujący się w roli, jaką nadał mu los. Nie należy więc oczekiwać po „Szpiegu” muzyki akcji, czy budowania napięcia (chociaż jest tu po trochu jednego i drugiego). Iglesias skonstruował swoją partyturę, tak jak Gary Oldman kreację George’a Smileya – jej obecność jest wyczuwalna, wręcz nieodzowna, lecz zwykle pozostaje w cieniu. W przeciwieństwie do „Autora widmo” Desplata, nie próbuje filmowi czegoś dodawać, ani zaskakiwać. Jest logiczną konsekwencją stylu opowieści narzuconego przez Alfredsona, nie oznacza to jednak braku inwencji, czy inteligencji w operowaniu muzycznymi środkami. Iglesias bawi się detalami, dba o różnorodność, zaś kiedy trzeba, ustępuje miejsca ciszy. Dopiero pod koniec, w miarę, gdy intryga zmierza do finału, muzyka silniej akcentuje swoją obecność, tak jakby podpowiadała, iż dla Smileya też nadszedł moment działania.

 

Tego rodzaju muzyka ciężko znosi przeniesienie na krążek. Niewiele znajdzie się tu utworów o autonomicznym charakterze. Większość z nich w oderwaniu od obrazu wiele traci, chociaż roi się tu od smaczków, interesujących jednak przede wszystkim dla tych, co widzieli już film. Taki chociażby jest otwierający ścieżkę „George Smiley”, długi, o niejednolitej strukturze. Z początku wprowadza lekko melancholijny, jazzowy klimat, by po chwili przejść w bardziej energiczne pasaże smyczków, dalej atmosfera zmienia się niemal w elegijną, znów przyspiesza, włączają się kolejne instrumenty: mocniej zarysowuje się perkusja, wchodzi gitara. W ciągu 5 minut nastrój zmienia się więc wielokrotnie, kolejne fragmenty są co prawda wyraziste – utwór ten towarzyszy napisom początkowym, więc nic mu nie przeszkadza – lecz jego klasę docenia się w pełni dopiero w połączeniu z obrazem. Podobnych, niejednolitych utworów jest na płycie więcej, często przy tym kolejne fragmenty są bardziej wyciszone, ilustracyjne, więc i ich słuchalność wypada gorzej.

 

Pojawiają się jednak też ścieżki, których wartość łatwo docenić również bez znajomości filmu. Kapitalne „Treasure” łączące fortepian z klarnetem brzmi niezwykle tajemniczo, a nawet egzotycznie. W „Jim Prideaux”, gdzie znów mamy podobny zestaw instrumentów, powolny, powtarzalny temat przeradza się wraz z wejściem smyczków we fragment urzekający liryzmem. Miłośników żwawszej muzyki powinien natomiast zadowolić „Esterhase”, gdzie królują już smyczki, chociaż i fortepian ma tu do wtrącenia swoje energiczne, rytmiczne trzy grosze. Wykorzystany tam temat pojawia się też w wieńczącym krążek „Tinker, Tailor, Soldier, Spy”, gdzie pojawiają się i inne, także spokojniejsze momenty obecne we wcześniejszych utworach, z „Georgem Smileyem” włącznie. „Tinker, Tailor...” jest z pewnością najbardziej przystępny z całej ścieżki i do niego wraca się z największą przyjemnością.

 

Fantastycznie prezentują się też fortepianowe tematy, szczególnie te, które pojawiają się w utworach „Tarr and Irina” oraz „Thursgood”. Brzmią one niebanalnie i dodają ścieżce błysku. Ciekawostką natomiast jest niby żwawy, ale w sumie wyciszony, oparty na dęciakach „Islay Hotel” budzący natrętne skojarzenia z „Autorem widmo”. Ogólnie rzecz biorąc „Szpieg” został zaaranżowany raczej skromnie. Połączenie fortepianu z instrumentami dętymi drewnianymi oraz smyczkami nadało mu specyficznego uroku, ale Iglesias nie raz wplata też wszelkiego rodzaju instrumenty perkusyjne, dęte blaszane, a nawet gitarę elektryczną, dbając o wielobarwność materiału. Należy przy tym zaznaczyć, iż jest to wielobarwność w jednej tonacji. Kolejne utwory konsekwentnie budują klimat smutny, pełen goryczy, z odpowiednio dawkowanym, acz subtelnym niepokojem, świetnie współgrając z szarymi zdjęciami zachmurzonego Londynu i jakby zrezygnowaną, nieprzeniknioną twarzą Gary’ego Oldmana. Nie dziwne więc, iż niemal godzinna płyta wypełniona, co tu dużo mówić, raczej depresyjnym materiałem, może wywołać znużenie.

 

Jeśli miałbym ocenić jedynie działanie muzyki w filmie, nie zawahałbym się przed najwyższą notą. „Szpieg” przewyższa pod tym względem tegoroczną „Skórę, w której żyję”, a także wiele innych, wcześniejszych prac Alberto Iglesiasa (łącznie z „Wiernym ogrodnikiem”). Nie jest to natomiast ścieżka do samodzielnego słuchania. Uważnego odbiorcę potrafi nagrodzić, miłośnika filmu nawet miejscami zachwyci, pozostałych jednak pozostawi obojętnymi. Docenią może klimat i kilka utworów, ale zapewne przesłuchanie całości zostanie okupione kilkoma potężnymi ziewnięciami. Tym niemniej jest to partytura wysokiej klasy, pomysłowa i wyróżniająca się, a pod względem funkcjonowania w filmie zdecydowanie na miarę Oscara.

 

P.S. Uczciwość nakazuje dodać, iż dwa kluczowe dla filmu utwory nie wyszły spod ręki Alberto Iglesiasa (i nie znajdują się na płycie). Pierwszy z nich to hymn Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (patrz poniżej) - śpiewają go bohaterowie podczas bożonarodzeniowego przyjęcia (piękna scena!). Drugi zaś to piosenka "La Mer" w wykonaniu Julio Iglesiasa, pojawia się ona przy końcowych scenach filmu, dodając im ironicznego wydźwięku.

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

George Smiley

02.

Treasure

03.

Witchcraft

04.

Islay Hotel

05.

Control

06.

Polyakov

07.

Alleline And Bland On The Roof

08.

Safe House

09.

Tarr And Irina

10.

Anything Else?

11.

Jim Prideaux

12.

Thursgood

13.

Karla

14.

Esterhase

15.

Guillam

16.

Control And Westerby

17.

Circus

18.

One’s Gone

19.

Tinker, Tailor, Soldier, Spy

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 28-12-2011, 21:36

Na płycie faktycznie wypada to dość hermetycznie, acz ma momenty. Nie przesadzałbym jednak z tym działaniem w filmie - owszem, świetnie buduje napięcie i emocje, ale wg mnie nie jest niezastąpiona, a często ginie względem innych elementów. Niemniej ode mnie solidne trzy z dużym plusem za całokształt.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz