• 007: Die Another Day – remastered and expanded
  • Arthur Christmas
  • Star Wars, Episode VIII: The Last Jedi
  • Brimstone
  • Silence

Mission: Impossible – rejected score / The Delta Force

data publikacji: 21/12/2011

Mission: Impossible – muzyka odrzucona / Oddział Delta

Mission: Impossible – rejected score / The Delta Force

"...często ociera się o nijakość..."

Kompozytor: Alan Silvestri

Rok produkcji: 1996

Wytwórnia: nieznana (bootleg)

Czas trwania: 54:22 min.

Mission: Impossible – rejected score / The Delta Force

"...mało strawna bez filmowego kontekstu..."

Kompozytor: Alan Silvestri

Rok produkcji: 1996

Wytwórnia: Concorde

Czas trwania: 61:07 min.

 

Zanim za muzykę do hitu De Palmy i Cruise’a zabrał się Danny Elfman, do ilustracji już od dłuższego czasu przywiązany był Alan Silvestri. Jego nazwisko wydawało się tak pewne, że umieszczono je nawet na pierwszych plakatach promujących film. Jednak po napisaniu jedynie 23 minut partytury, kompozytor nagle został zwolniony. Jak zwykle pojawiły się głosy zdziwienia, czy nawet oburzenia wobec takiego zabiegu. Ale słuchając pracy Amerykanina nietrudno się domyśleć, jaki był powód zerwania współpracy...

 

Zacznijmy od tego, że muzyka ta nigdy nie została oficjalnie wydana – obecna jest jedynie na dwóch bootlegach, z czego jeden z nich sygnowany jest nazwą Concorde i zawiera także kompozycje Alana z akcyjniaka „Delta Force”. Wpierw zajmiemy się więc osobnym, znacznie pełniejszym albumem, gdzie znajduje się cały materiał, jaki kompozytor zdążył spłodzić, zanim mu podziękowano (razem 13 utworów, wliczając w to wariację na temat motywu przewodniego). Dodatkowo umieszczono tu również muzykę z trailerów filmu i parę innych niespodzianek – oczywiście wszystkie spod znaku M:I.

 

Album otwiera naturalnie „Mission: Impossible Theme”, które zostało żywcem wyjęte z serialu i zaadaptowane przez Silvestriego. Wynik końcowy jest dość średni, bo właściwie niczym nie różni się od oryginału. Silvestri zupełnie nie naznaczył go swoim stylem i właściwie nie wniósł większych zmian, choć i tak słucha się tego bardzo dobrze. Niestety, dalej jest już znacznie gorzej, a odpowiedź na wcześniejsze dywagacje dostajemy niemal od razu. Otóż muzyka ta zupełnie nie pasuje do filmu! Niby Alan eksperymentuje z dźwiękami (właściwie tylko i wyłącznie za pomocą elektroniki, która brzmi jak wyjęta żywcem z lat 80.) i próbuje się tym wszystkim sensownie bawić, ale efekt końcowy jest co najmniej dziwny. Już sam początek ilustracji jest zupełnie bezpłciowy – „The Prague Set-Up / Ethan Escapes” zaczyna się od jakichś pokracznych syntezatorów, które bardziej przypominają „Otchłań”, aniżeli szpiegowską fabułę. Dalej co prawda akcja się rozwija, lecz trudno skojarzyć ją z misją niemożliwą. Przy czym utwory posiadają na tyle przejrzyste nazwy, że od razu wiadomo do jakich scen zostały napisane. Nie mogę jednak całkowicie zganić kompozytora, gdyż już w tym utworze słychać całkiem fajny, intrygujący temat, oparty na narastającej melodii smyczków – tylko nijak nie nadaje się on do przygód Ethana Hunta.

 

Sam nie wiem, co właściwie Silvestri chciał osiągnąć, ale każdy następny utwór przypomina wszystko, tylko nie M:I, mimo iż wyraźnie słychać próby odnalezienia się w tej układance De Palmy. I tak kolejna ścieżka, “The NOC List & Mole Hunt” jest utrzymana bardziej w klimacie “Predatora” (znajome bębenki i kołatania), a „Langley CIA Heist” przywodzi mi na myśl wspomniany „Oddział Delta”. W dodatku we wszystkich tych ścieżkach elektronika jest wręcz paskudnie nachalna, a wszelkie eksperymenty nie są zbyt przyjazne naszym uszom („High-Velocity Train / The Chopper” jest wręcz koszmarny). Z kolei te bardziej przejrzyste utwory, jak choćby tradycyjnie wykonana „Claire”, ocierają się o banalność i są niemal zupełnie nijakie, a w porównaniu ze scorem Elfmana wręcz bledną.

 

Innym grzechem kompozytora, tudzież samego bootlega jest nagminne sięganie po motyw przewodni. Jak świetna jest to melodia wie każdy. Wystarczy jednak zerknąć na tracklistę, aby stwierdzić, że co za dużo, to nie zdrowo – szczególnie, że motyw ten pojawia się nie tylko w odpowiednio nazwanych ścieżkach, lecz niemal co chwila i po przesłuchaniu niespełna godzinnej ilustracji, zaczyna on wyłazić bokiem. Nie mówiąc już o tym, że z utworu na utwór jego odmiany zdają się być coraz to gorsze...

 

Żeby jednak nie było, że tylko ganię i ganię, to w paru miejscach można Silvestriego pochwalić. Należy mu się to przede wszystkim za dwie, niesamowicie wybuchowe ścieżki – „The Plot & Main Theme” i „Tunnel Chase”. Ta pierwsza to jego najlepsza adaptacja i przy okazji wariacja na temat motywu Schifrina. Ta druga to po prostu udany temat akcji, dotyczący oczywiście finału filmu. Wciąż nie może równać się to z pracą Elfmana, ale potrafi porwać i słucha się nieźle – choć oczywiście nadal nie widzę go w gotowym filmie. Od tego kawałka zaczyna się zreszta ta lepsza część płyty. Zaraz, powiedziałem lepsza? No cóż...

 

Wszystko jest niby cacy, ale też i wszystko obraca się wyłącznie wokół tematu głównego. I jakkolwiek każda z tych ścieżek by dobra nie była, tak wrażenia po prostu już nie robią, tym bardziej jako całość. Choć ciekawostka jest z tego pierwsza klasa, gdyż możemy porównać sobie wszystkie aranżacje tematów, jakie kiedykolwiek powstały. Jest więc Schifrin, Elfman, Zimmer i Giacchino. Ojciec założyciel tematu dostał zresztą nawet parę bonusów w postaci przemyconego z płyty do serialu „Mission Accomplished” (niezły fortepian) i osobliwego „The Impossible Mission Force”. Silvestri złożył Schifrinowi także swego rodzaju hołd, przygotowując ścieżkę „Lalo's Lullabye (The Plot)” – choć oczywiście i ona zaczyna lekko nużyć tematem głównym. Za nieporozumienie uważam natomiast umieszczenie tu obu wersji Claytona i Mullena, które obecne są przecież na oficjalnym soundtracku – tu zlepiono je w jeden utwór o ‘porażającym’ tytule „End Credits”.

 

A jak koniec, to koniec. Podsumować dokonanie Silvestriego jest niezmiernie łatwo – to niezła, chwilami naprawdę dobra partytura (patrz wspomniane wyżej perełki w postaci „The Plot & Main Theme” i „Tunnel Chase”), lecz kompletnie nie pasująca do filmu. W dodatku często ociera się o nijakość i została przekombinowana w niewłaściwą stronę. Być może gdyby kompozytor miał więcej czasu, aby ją dopracować i w ogóle dokończyć, to coś by z tego wyszło. Ale stało się inaczej i dziś jego praca to tylko specyficzna ciekawostka, po którą można sięgnąć, jeśli chce się mieć wszystkie przeróbki słynnego tematu w jednym miejscu. Albo można ją zupełnie olać i chwycić po ilustrację „Eraser”, którą kompozytor stworzył z odrzutów i pomysłów niewykorzystanych przy filmie De Palmy...

 

  

 

Ale przejdźmy do „Oddziału Delta”, który z misją niemożliwą nie ma wprawdzie nic wspólnego, ale stanowi jedyną atrakcję wspólnej kompilacji. Pominę już opis odrzuconej partytury, tym bardziej, że samej muzyki jest tu znacznie mniej – tylko 8 utworów. Oczywiście każdy mogliśmy usłyszeć już na poprzedniej ‘płycie’, namieszano tylko z nazwami utworów. I tak „Elevator Worries” = “High-Velocity Train / The Chopper”, “Hunt the Mole” to odpowiednik “The Prague Set-Up / Ethan Escapes”, a “Mission: Impossible” to to samo, co “The NOC List & Mole Hunt”. Natomiast fragment “Langley” odpowiada “Max Is Targeted / Relying on Luther”, a “Damn Gideons” to z kolei “Kittridge's Trap”; “Bullit Train” to inna nazwa “Tunnel Chase”, a “Good Morning Mr.” to brat bliźniak “Langley CIA Heist” – jedynie “Claire” zostawiono w spokoju. Zaprawdę dziwią mnie trochę te zmiany, tym bardziej, iż pozbawione są niekiedy większego sensu. No ale na osłodę mogę powiedzieć, że istnieje też wersja tego albumu, na której wszystkie ścieżki nazwano po prostu „Mission: Impossible Theme” i dolepiono im kolejne numery :) Samą Deltę także przedstawiono za pomocą ośmiu ścieżek – na całe szczęście mają one swoje nazwy, do tego całkiem trafne. Razem daje to 16 utworów, a więc o całe cztery ścieżki mniej, niż na poprzedniej płycie (czyż matematyka nie jest wspaniała? ;). Jak na ironię całość jest za to dłuższa i trwa nawet nieco powyżej godziny. Za to jakościowo wszystko jest do siebie bardzo zbliżone.

 

Przede wszystkim partytura „Delta Force” jest... nudna. No, może nie tyle nudna, co mało zróżnicowana, a przez to niezbyt atrakcyjna. Całość rozbija się właściwie o dwa motywy główne – oba dobre – oraz kilka pobocznych. Pierwszy temat jest całą esencją ilustracji i właściwie jedynym powodem, żeby w ogóle zwrócić uwagę na ten bootleg. Mowa oczywiście o temacie przewodnim, który słyszymy już w pierwszej kompozycji i który potem powraca jeszcze w „Saved” i „The Landing”. Oczywiście to „The Delta Force Theme” jest jego najlepszą prezentacją. Sama ścieżka jest mocnym kopem (szczególnie po słabiutkim M:I) starych, dobrych lat 80. – w dodatku kopem z półobrotu, gdyż jedną z głównych ról w tym filmie gra przecież Chuck Norris. To połączenie elektroniki z orkiestrą i chyba jeden z lepszych tematów Silvestriego z tamtego okresu. Świetnie frywolny, skupiający swoją uwagę i po prostu atrakcyjny – nie sposób się na nim nudzić. Zresztą nadaje on filmowi dodatkowego uroku i produkcja ta wiele zawdzięcza właśnie tej muzyce.

 

Drugi temat reprezentuje znacznie poważniejszy ton. „The Selections” dotyka nieprzyjemnego tematu czystek rasowych i mordów na Żydach – opisuje po prostu ludzkie cierpienie, choć zawiera też w sobie pewną dozę nadziei. To bardzo ładny temat, o smutnym wydźwięku, w którym Silvestri w pomysłowy sposób łączy syntezatory z tradycyjnymi instrumentami. Motyw sam w sobie nie jest chwytliwy, ale jak już się spodoba, to prawdopodobnie na zawsze. Jedynym mankamentem jest jego przesadna długość, co przy tak nieprzyjemnej nucie odrobinę męczy. Zresztą sam temat powraca jeszcze w końcowym „The Collection”. Natomiast pozostałe tematy są albo oparte na dwóch powyższych, albo stanowią typowe jednorazówki, które po danej akcji lub scenie znikają na dobre. W dodatku wszystkie są bardzo specyficzne i przyciężkie w odsłuchu, a więc trudno, żeby się podobały. Ich miejsce jest w zasadzie tylko w filmie.

                                                     

Ten bootleg jest wart dokładnie tyle samo, co poprzedni – a więc naciągane trzy. Na obu znajdziemy właściwie tylko dwa naprawdę wartościowe tematy i średnią (żeby nie powiedzieć słabą) ilustrację tła. Ilustrację, która chwilami próbuje przełamywać schematy i zaprezentować coś oryginalnego, ale nie wychodzi jej to najlepiej. W pierwszym wypadku całość nie zastała należycie dopracowana (ale czy na pewno?), z kolei w drugim muzyka jest po prostu mało strawna bez filmowego kontekstu („Delta Force” spisuje się przecież świetnie na ekranie). Trudno mi więc polecić którąkolwiek z tych pozycji. Natomiast względem serii „Mission: Impossible” jest to zdecydowanie najsłabsze ogniwo tejże, w dodatku słusznie odrzucone. Wspominałem już, że lepiej sięgnąć po ilustrację do „Eraser”...?

 

P.S. „Oddział Delta” wydano również na kompilacji z muzyką do „King Salomon's Mines” Jerry’ego Goldsmitha. Poza tym istnieje też osobna, zawierająca 9 ścieżek płyta, a całkiem niedawno Intrada wypuściła limitowany (1000 szt.) album z 14 utworami.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Mission: Impossible Theme

02.

The Prague Set-Up / Ethan Escapes

03.

The NOC List & Mole Hunt

04.

Mission: Impossible Theme

05.

Langley CIA Heist

06.

Max Is Targeted / Relying on Luther

07.

The Plot & Main Theme

08.

Claire

09.

Kittridge's Trap

10.

Mission: Impossible Theme

11.

High-Velocity Train / The Chopper

12.

Tunnel Chase

13.

End Credits – Adam Clayton & Larry Mullen

14.

The Impossible Mission Force – Lalo Schifrin

15.

Lalo's Lullabye (The Plot)

16.

Mission Accomplished – Lalo Schifrin

17.

Trailer 1 – Lalo Schifrin & Danny Elfman

18.

Trailer 2 – Hans Zimmer

19.

Trailer 3 – Michael Giacchino

20.

Reprise – Michael Giacchino

CD 2

01.

Elevator Worries

02.

Claire

03.

Hunt the Mole

04.

Mission: Impossible

05.

Langley

06.

Damn Gideons

07.

Bullit Train

08.

Good Morning Mr.

09.

The Delta Force Theme

10.

Three American Soldiers

11.

The Selections

12.

The Takeover

13.

Saved

14.

Undercover

15.

The Landing

16.

The Collection

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mystery 22-12-2011, 15:59

Score Alana, całkiem, całkiem, "Tunnel Chase" jest świetne, a reszta jakiś tam klimat ma, ale dobrze się stało, że to odrzucono, bo do pracy Elfmana startu to nie ma. Bootlegu słucha się natomiast dość przyjemnie, a to ze względu na liczne aranżacje tematów Schifrina.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz