• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

Halloween

data publikacji: 31/10/2011

Halloween

Halloween

"...buduje jedyną w swoim rodzaju atmosferę i solidnie pomaga w straszeniu..."

Kompozytor: John Carpenter

Rok produkcji: 1978 / 1983 / 1985 / 1990

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum / Celine Records

Czas trwania: 33:48 min.

 

Na pewno każdy miłośnik horrorów nie raz widział film pt. „The Babysitter Murders”. Nie? Cóż, tak właśnie brzmiała pierwotna nazwa słynnego „Halloween” Johna Carpentera.  I trzeba przyznać, że ostateczny tytuł brzmi zdecydowanie lepiej. Zresztą sam producent, Irwin Yablans, który wymyślił całą historię o Michaelu Myersie i zdecydował o zmianie tytułu, był mocno zaskoczony faktem, że nikt wcześniej go nie wykorzystał. I pewnie równie mocno zdziwił go komercyjny sukces filmu. Dziś „Halloween” zalicza się do klasyki kina grozy – doczekał się on zresztą licznych kontynuacji oraz zsequelowanego remake’u. Nie należy jednak zapominać, że była to produkcja bardzo skromna, nakręcona za naprawdę śmieszne pieniądze. Tym bardziej należy docenić pracę Carpentera i jego ekipy, którzy przy tak małym budżecie stworzyli film, który wciąż potrafi wywołać ciarki na plecach niejednego widza.

 

I choć trudno w to uwierzyć, to historia o seryjnym mordercy, który po ucieczce ze szpitala psychiatrycznego wraca do rodzimego miasteczka, by w święto Halloween siać strach i zabijać, została nakręcona w zaledwie trzy tygodnie. Równie krótko, głównie ze względu na okrojony budżet, trwał proces tworzenia muzyki pod gotowy film. Score nagrano w niecałe dwa tygodnie, a stworzył go sam reżyser, który zresztą przy większości swoich produkcji figuruje jako kompozytor (acz często w duecie z faktycznymi twórcami muzyki). Carpenter żartuje, że była to decyzja czysto finansowa – był on po prostu najtańszym wyborem, na jaki mogli sobie pozwolić w tak krótkim czasie. I chyba tylko skromność nie pozwala mu stwierdzić, iż był to najlepszy wybór, jaki mógł się trafić – bowiem ścieżka dźwiękowa jest do dziś równie dużym obiektem kultu, co sam film.

 

By jeszcze bardziej zaoszczędzić na kosztach, Carpenter oparł całą ilustrację wyłącznie na brzmieniu syntezatora, który miesza się z klasycznym dźwiękiem fortepianu. Jednak, patrząc na siłę oddziaływania tej muzyki (nie tylko w filmie), w zupełności to wystarczyło. Największą zaletą i siłą napędową całej partytury jest rewelacyjny motyw przewodni, składający się z kilku taktów, jakich młodego Carpentera nauczył wybijać na bębenkach ojciec. Tak właśnie, odpowiednio zaaranżowana, niewinna muzyczna zabawa z dzieciństwa przerodziła się w mrożący krew w żyłach temat, idealnie oddający niepokojącą atmosferę i poczucie ciągłego zagrożenia. Dziś mało kto nie słyszał tej melodii, która na stałe wpisała się do annałów muzyki filmowej i znana jest nawet laikom, zupełnie nieobeznanym z kinem. O sile i nierozerwalnych więzach tego tematu z danym tytułem może świadczyć fakt, iż w niepotrzebnym remake’u Roba Zombie z 2007 roku, Tyler Bates ponownie go wykorzystał. Zupełnie, jakby był świadom, że nie jest w stanie stworzyć lepszego znaku rozpoznawczego. Na tym temacie opiera się zresztą cała ścieżka dźwiękowa. Na albumie przeplata się on w takich kawałkach, jak choćby „Shape Escapes” (w ogóle nie zmieniona wersja), „Meyer’s House”, ”Loomis And Shape’s Car”, czy „Laurie Knows”.

 

Poza nim jest jeszcze drugi temat – „Laurie’s Theme”, który, jak sama nazwa wskazuje, przypisano głównej bohaterce, granej przez Jamie Lee Curtis. Jest to bardzo prosta melodia na pianino, którą też nie raz jeszcze usłyszymy. Z tych dwóch prostych, ale jakże wymownych tematów składa się właściwie cała płyta, co prowadzi nas do głównej wady tej pozycji – monotonności. Choć dość krótki, album ten szybko potrafi znudzić, a powtarzany w kółko ten sam motyw potrafi zmęczyć i tym samym traci na atrakcyjności. Szczególnie, że – i tu właśnie wychodzi skromność budżetu, jak i brak większych możliwości twórcy – Carpenter nie rozbudowuje ścieżki i nie ucieka w jakieś skomplikowane aranżacje, serwując wciąż te same, znajome dźwięki. Do tego dochodzi też typowy underscore, którego nie dało się uniknąć – stąd takie kawałki, jak „Michael Kills Judith”, „The Shape Lurks” i „The Shape Stalks” zwyczajnie nie sprawdzają się bez filmu.

 

Nie należy jednak zapominać, iż w momencie tworzenia muzyki, Carpenter nie myślał o jej późniejszej prezencji na jakiejś płycie winylowej (ba!, pewnie w ogóle nie sądził, że ktoś to wyda), lecz skoncentrowany był tylko i wyłącznie na jej filmowej funkcji. I tu nie można mieć żadnych zastrzeżeń – jego muzyka doskonale współgra z ekranową akcją, buduje jedyną w swoim rodzaju atmosferę i solidnie pomaga w straszeniu. I właśnie na tym polega siła muzyki do „Halloween”. Trudno więc stwierdzić, aby cała płyta była kultowa i warta większej uwagi. Za to temat przewodni – jak i film – bez wątpienia jest. Choć pewnie już go znacie...

 

  

 

P.S. Poza recenzowanym tutaj wydaniem, które na początku ukazało się na kasetach magnetowych i doczekało się wielu wznowień, istnieje jeszcze specjalne wydanie z okazji 20-lecia serii, również od Varese. „Halloween – 20th Anniversary Edition” to niby pełniejszy album (ponad 50 minut), ale tak naprawdę oferuje tylko większą powtarzalność tematu przewodniego i dodatek w postaci dialogów z filmu. Czyli raczej nic specjalnego – zdecydowanie lepsze jest wydanie podstawowe. Jako ciekawostkę można też wspomnieć o wydaniu japońskim z 1979 r., z ośmioma ścieżkami zmieszanymi z dialogami.

Autor recenzji: Maciej Wawrzyniec Olech


CD 1

01.

Halloween Theme / Main Title

02.

Laurie's Theme

03.

Shape Escapes

04.

Meyer's House

05.

Michael Kills Judith

06.

Loomis and Shape's Car

07.

"The Haunted House"

08.

The Shape Lurks

09.

Laurie Knows

10.

Better Check The Kids

11.

The Shape Stalks

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mystery 31-10-2011, 21:50

Temat legenda, ale reszta, jak to u Carpentera, już dużo słabsza, egzamin zdająca już tylko w filmie.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz