• Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7

City of Angels

data publikacji: 25/10/2011

Miasto Aniołów

City of Angels

"...pełną emocji ilustrację z prawdziwie boską liryką..."

Kompozytor: Gabriel Yared, różni wykonawcy

Rok produkcji: 1998

Wytwórnia: Warner Sunset / Reprise

Czas trwania: 72:12 min.

 

Rzadko kiedy amerykańskie remaki europejskich ‘hitów’ stanowią coś więcej, niż tylko miałką kalkę pierwowzoru. Jeszcze rzadziej zdarza się, aby taki remake dorównywał oryginałowi (że o przewyższaniu nie wspominam), jednocześnie dodając coś od siebie i stanowiąc przy tym inne spojrzenie na dany temat. Takie jest właśnie „Miasto Aniołów” Brada Silberlinga. Choć reżyser sporo zachował z oryginalnej wizji Wima Wendersa, a w dodatku nawet ją lekko spłycił i posypał lukrem, to jednak z czystym sercem można powiedzieć, iż jego wersja broni się dzielnie i pod wieloma względami jest nawet atrakcyjniejsza, niż jej niemiecki odpowiednik. Tym samym powstał film typowo hollywoodzki, ale jednak posiadający własne serce i duszę. Film niesamowicie klimatyczny, szczery i po prostu, tak zwyczajnie piękny.

 

Piękny film, piękna i muzyka w nim użyta. Choć soundtrack wydany został w równie amerykański sposób, czyli ogrom piosenek i trochę score'u na deser, to jednak on także zawiera w sobie magiczny pierwiastek. Zanim więc zaczniecie wyrywać sobie włosy na widok oceny końcowej, pozwólcie, że wyjaśnię. Przede wszystkim – mimo, iż pełny tytuł albumu to „Music from and inspired by” – wszystkie piosenki obecne na płycie pojawiają w filmie (nawet jeśli tylko na napisach końcowych), łącząc się w z nim i ze sobą nawzajem w konkretny sposób. Niektóre napisane zostały specjalnie na potrzeby tej produkcji, pozostałe sprytnie doń zaadoptowano. Jedne mają już swoje lata, inne są zupełnie nowe. Wszystkie jednak tworzą wyjątkową i zaskakująco spójną atmosferę, która nawet bez znajomości filmu udziela się słuchaczowi.

 

Krążek otwiera U2 i "If God Will Send His Angels" – przyjemna ballada, która przeciwników zespołu raczej do siebie nie przekona, ale w końcu cuda się zdarzają :) Zresztą trudno jej odmówić uroku i klasy. Jeszcze lepsze i bardziej nastrojowe jest "Uninvited" Alanis Morissette – przepiękna miłosna piosenka, która dzięki charakterystycznemu głosowi wokalistki stanowi z pewnością jedną z głównych atrakcji tego soundtracku. Była ona zresztą nominowana do Złotego Globu i zgarnęła dwie statuetki Grammy. Nieco inny kierunek obierają zarówno Jimi Hendrix, Paula Cole, jak i John Lee Hooker – ich piosenki nadają krążkowi trochę ostrzejszego, rockowego tempa, nie tracąc jednakże wiele z romantycznego nastroju. Otrzymujemy tym samym odpowiednie zróżnicowanie materiału, które wbrew pozorom nie razi aż tak bardzo swą nagłą zmianą. Wraz z "Angel" szybko powracamy zresztą do bardziej stonowanych nut. To jeden z bardziej spokojnych, mistycznych wręcz fragmentów płyty, ale spokojnie, nie zaśniemy – wyjątkowy głos Sarah McLachlan może co najwyżej wprawić nas w zachwyt. Zresztą w chwilę potem robi się znowu nieco ‘ostrzej’, a to za sprawą chyba największego przeboju tego filmu, czyli "Iris" grupy Goo Goo Dolls. To,  podobnie jak wszystkie piosenki na płycie, miłosna ballada, znowuż bardziej rockowa, a przy okazji w piękny sposób kumulująca w sobie cały klimat i emocje filmu/płyty. Nic więc dziwnego, iż swego czasu zdominowała ona listy przebojów, uzyskując tytuł Najczęściej Granego Utworu 1998 roku oraz Najczęściej Wykonywanej Piosenki Z Filmu, a także potrójną nominację do Grammy i jedną do nagrody MTV. Zresztą Goo Goo Dolls mają nosa do filmowych hitów, że wspomnieć chociażby niedawne „Transformers”.

 

Bardzo ciekawie prezentuje się relacja „Iris” z następnym w kolejności "I Grieve". Choć obie reprezentują ten sam gatunek, a i od obu bije smutna, żeby nie powiedzieć fatalistyczna nuta, to jednak „Iris” jest bardziej pozytywne, przyjemniejsze – podczas, gdy Gabriel ‘rozpacza’, a więc, poza pewnymi fragmentami, potrafi zdołować. Tym samym, słuchając obu piosenek ciągiem, trudno oprzeć się wrażeniu, iż ma się do czynienia z dwoma stronami tego samego medalu. W podobnej do przeboju Gabriela poetyce, pozostaje "I Know", choć tu już wokaliza nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, że ma być po prostu mocno romantycznie i ckliwie. Część śpiewaną kończy Eric Clapton i jego "Further Up On The Road" – czyli znowu jest rockowo. I nawet tu, przy największym zdaje się skoku nastroju na płycie, trudno odczuć jakiś miażdżący dysonans, który wprawiłby nas w irytację. Wciąż pozostajemy w tym samym, przyjemnym klimacie filmu. A o to przecież głównie chodzi.

 

Na sam koniec producenci zostawili próbkę muzyki, autorstwa Gabriela Yareda. Ponieważ już od dawna wisi na stronie osobna recenzja (do której lektury zapraszam) rozszerzonego wydania z samą muzyką ilustracyjną, to ja napiszę jedynie, iż jest to równie cudna robota, która idealnie łączy się w zgrabną całość z sekcją piosenek. Te cztery utwory są zresztą zaskakująco szczodrą reprezentacją partytury i zawierają w sobie większość jej najważniejszych tematów. A ponieważ Yared napisał iście anielską, pełną emocji ilustrację z prawdziwie boską liryką, toteż otrzymujemy fantastyczne 20 minut przepięknej muzyki, w której można zatonąć po uszy (szczególną uwagę warto zwrócić na „An Angel Falls”, odnoszący się do najważniejszego momentu filmu – w tej wersji pozbawiony jednakoż fragmentu „Angelus” Wojciecha Kilara, który tak piorunuje w danej scenie, a który znajdziemy właśnie na expanded score).

 

I taka jest właśnie ta płyta – piękna, nastrojowa, nieco melancholijna, ale w końcu to opowieść o miłości, więc nie ma się czemu dziwić. To świetny soundtrack – nie ukrywam, iż jeden z moich ulubionych. Album, pod którego wrażeniem wciąż pozostaję, choć od premiery minęło już tyle lat. Zaskakujące, jak na płytę, po której nie oczekiwałem zbyt wiele, a która zaoferowała mi znacznie więcej, niż mógłbym prosić. Polecam nie tylko zakochanym.

 

  

 

P.S. Wyżej okładki promocyjnych singli z filmowymi hitami. Ten z „Iris” zawiera także piosenki do "Batman & Robin" i "Legacy: A Tribute To Fleetwood Mac's Rumours". (odpowiednio "Lazy Eye" i "I Don't Want To Know"). Ten z „Uninvited” istnieje natomiast w dwóch wersjach – na pierwszej znajdziemy piosenkę w niezmienionej formie, a na drugiej umieszczono jej trzy remiksy. Tekst ten jest natomiast poprawioną i uzupełnioną wersją recenzji napisanej dla portalu film.org.pl

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

If God Will Send His Angels – U2

02.

Uninvited – Alanis Morissette

03.

Red House – Jimi Hendrix

04.

Feelin' Love – Paula Cole

05.

Mama, You Got a Daughter – John Lee Hooker

06.

Angel – Sarah McLachlan

07.

Iris – Goo Goo Dolls

08.

I Grieve – Peter Gabriel

09.

I Know – Jude

10.

Further On Up The Road – Eric Clapton

11.

An Angel Falls – Gabriel Yared

12.

The Unfeeling Kiss – Gabriel Yared

13.

Spreading Wings – Gabriel Yared

14.

City Of Angels – Gabriel Yared

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

PrzeMek Marciniak 26-10-2011, 08:26

Zgadzam się, album perełka. Gratuluje świetnej recenzji.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz