• Man with One Red Shoe, The – Limited Edition
  • Swiss Army Man
  • Born To Be Blue
  • Miss Sloane
  • Hoax, The

Super

data publikacji: 17/09/2011

Super

Super

"...znakomicie sprawdza się w filmie, jak i poza nim..."

Kompozytor: Tyler Bates, różni wykonawcy

Rok produkcji: 2011

Wytwórnia: Lakeshore Records

Czas trwania: 49:07 min.

 

Trzeba przyznać, że superbohaterowie zadomowili się w kinie na dobre. Już od ponad dekady rozdzielają finansowe karty Hollywood, a z roku na rok filmów z ich udziałem wychodzi coraz więcej. Co więcej, od paru lat trwa także moda na demitologizację komiksowych herosów. „Iniemamocni”, „Hancock”, „Kick-ass”, „Watchmen”, poniekąd „Batmany” Nolana, czy też niezależne „Defendor” i „Super” właśnie – to tylko niektóre z tytułów, mierzące się z tym zagadnieniem w sposób przyziemny, bardziej realistyczny, czy wręcz życiowy. Ten ostatni na chwilę obecną nie dotarł jeszcze do Polski oficjalnymi kanałami – a szkoda, bo to chyba jeden z ciekawszych, a przy tym bardziej gorzki (acz niepozbawiony ironii i humoru) przykład z wyżej wymienionych. Warto więc zwrócić nań uwagę – również, jeśli idzie o muzykę. W przypadku „Super” już sam tytuł mówi bardzo dużo.

 

Odpowiedzialny za ilustrację Tyler Bates już od ponad 17 lat przebywa w Hollywood – w tym czasie zdołał zilustrować aż 64 produkcje (!!) kinowe, jak i telewizyjne. Niesamowite, zważywszy, iż nie posiada on wykształcenia i obycia w pisaniu dla filmu (do czego zresztą otwarcie sam się przyznaje, twierdząc, iż nie uważa się za kompozytora). Niesamowite tym bardziej, że właściwie każda jego kolejna praca wzbudza niesmak i kontrowersje wśród krytyków i miłośników filmówki, co związane jest tyleż z miałkością większości tych partytur, co z ilością plagiatów i radosnych kopii prac bardziej utalentowanych kolegów po fachu. Dość powiedzieć, że za taką zżynkę z Goldenthala w „300” studio zmuszone było potem do oficjalnych przeprosin. Niemniej, jakimś cudem Bates nie narzeka na brak projektów, a nawet dostaje coraz lepsze, większe propozycje. Kluczem do tej sytuacji jest oczywiście znajomość z Zackiem Snyderem, którego remake „Dawn of the Dead” i wspomniane „300” stanowiły punkt zwrotny w karierze ‘kompozytora’. Zdziwił mnie więc wybór akurat jego do zilustrowania tej skromnej, niezależnej właściwie produkcji. Co jednak zdziwiło mnie jeszcze bardziej, to efekt tego angażu...

 

Mimo, iż spory udział Batesa w innych rodzajach muzyki dziś już trudno podważyć (współpraca m.in. z Tori Amos, Limp Bizkit czy Blink 182), to – podobnie jak wielu innych kolegów-recenzentów – jakoś nigdy nie zdołał kupić mnie, jako twórca filmowy. Przypuszczalnie dlatego, że dotychczas nie miał zbyt wiele do sprzedania. Co prawda zarówno remake „Dorwać Cartera”, jak i wspomniane „300” nie są totalnie złymi ilustracjami, to jednak główną siłę zawdzięczają oryginalnym nutom innych twórców, a sam Tyler niewiele do nich wniósł, tworząc w przerażającej większości prace nie tyle pozbawione charakteru, co zwyczajnie odtwórcze, puste i często mocno nijakie. Na tym tle tym bardziej trudno nie docenić rodzynka, jakim okazał się ten „Super” score.

 

Choć i tu Bates nie zawdzięcza finalnego efektu jedynie swojej osobie, to jednak tym razem naprawdę udało mu się stworzyć ilustrację z sercem, wdziękiem i stylem. Być może zainspirowała go płeć piękna, a konkretnie stara znajoma, którą zaprosił do współpracy – Lisa Papineau. Oboje znają się jeszcze z początku lat 90-ych ubiegłego stulecia, z zespołu Pet. Jej głos dodał ilustracji delikatności i ulotności, co bardzo dobrze słychać już w świetnej piosence otwierającej film – „Two Perfect Moments”. To w niej odciska największe piętno na Batesie, choć usłyszymy ją i później, jako boskie natchnienie w efektownych, patetycznych wręcz „Finger Of God” i „Holy Avenger’s Advice”, oraz w optymistycznym, końcowym „Aftermath And Resolution”, stanowiącym stosowne rozładowanie napięcia i podsumowanie. Największe wrażenie robi jednak wybuchowy, konkretny action score w postaci „Libby Goes Down”, w którym głos Lisy schodzi na dalszy plan, dając pole do popisu Batesowi – a ten umiejętnie i bez hamulców łączy tu orkiestrę z elektroniką, zapewniając słuchaczom prawdziwą jazdę bez trzymanki. I choć pozostałe dwa krótkie, pozbawione ‘wdzięków’ Lisy utwory, stanowią już tylko zwykły przerywnik, to także i im nie można odmówić uroku, a Bates również w nich zdołał zachować klimat i ciągłość kompozycji. Czyli w końcu odwalił naprawdę dobrą robotę – i to taką, która znakomicie sprawdza się w filmie, jak i poza nim.

 

Jednak na albumie, jak i w obrazie dominują piosenki – nie wszystkie udało się zmieścić na płycie, producenci ograniczyli się do tych najbardziej charakterystycznych, tudzież słyszalnych. I mimo, iż stanowią one zdecydowaną większość całej ścieżki dźwiękowej, to jednak nie będę się na ich temat mocno rozpisywał. Tu wszystko rozbija się już bowiem o gusta i każdemu z pewnością spodoba się co innego. Choć przyznam, że nie ma za bardzo na co narzekać – poza niewielkim olaniem chronologii (utwory Batesa rozpoczynają i kończą film, szkoda, że i na płycie nie stało się podobnie) i wspomnianymi brakami (chyba nikt by nie płakał, gdyby krążek trwał nieco dłużej, choć i teraz trudno uronić łzę...), otrzymujemy bowiem naprawdę dobrą składankę. Dominuje rock i pop, są zarówno znane szlagiery, jak i mniej rozpoznawalne nuty, a wszystko zostało zestawione z głową i świetnie się uzupełnia. Co ważne, łatwo się też w tym wszystkim połapać, a każda kolejna piosenka bez problemu przywołuje w pamięci odpowiednie sceny z filmu, do których niemalże perfekcyjnie je dobrano.

 

Z reguły podobne kompilacje score’u z piosenkami często zawodzą. Ale „Super” stanowi wyjątek, mieszankę niemal doskonałą. Nie wszystko uderza tu co prawda w najwyższe tony, nie wszyscy będą też pewnie ukontentowani w pełni jej zawartością, niemniej otrzymaliśmy tym razem naprawdę solidną porcję rozrywki i niezwykle udany, spójny podkład do tego nieszablonowego filmu. A przy okazji okazało się, że nawet Bates jak chce, to potrafi. I choć trudno wyrokować dalszą przyszłość, jednocześnie odpuszczając mu dotychczasowe grzechy po jednej tylko ilustracji, to jest to mimo wszystko dobry początek, aby w końcu przestać po nim jeździć, jak po 'burej suce'.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Calling All Destroyers – Tsar

02.

Two Perfect Moments – Tyler Bates feat. Lisa Papineau

03.

It Hurts Too Much – Eric Carmen

04.

I Do – Lo-def Dollz

05.

The Prayer – Tyler Bates

06.

If You Want My Love – Cheap Trick

07.

God Knows My Name ’11 – Moneybrother

08.

Finger of God – Tyler Bates feat. Lisa Papineau

09.

Holy Avenger’s Advice – Tyler Bates feat. Lisa Papineau

10.

Nobody Knows You Anymore – Terra Naomi

11.

What It Was – Aceyalone

12.

The Second Prayer – Tyler Bates

13.

Born Under a Bad Sign – Moneybrother

14.

Let Your Body Decide – The Ark

15.

Libby Goes Down – Tyler Bates feat. Lisa Papineau

16.

Aftermath and Resolution – Tyler Bates feat. Lisa Papineau

17.

Sometimes Good Guys Don’t Wear White – The Nomads

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mystery 17-09-2011, 22:31

Dobry film z dobrą muzą w nim. Albumowo już tak nie satysfakcjonuje, ale jest na czym zawiesić ucho, także składanka całkiem w pytę.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz