• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Forever Young

data publikacji: 15/09/2011

Wiecznie młody

Forever Young

"...świetnie rozpisane i po prostu piękne tematy..."

Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok produkcji: 1992 / 1993

Wytwórnia: Big Screen Records / Giant Records

Czas trwania: 38:00 min.

 

Nie będę ukrywał, że darzę sporym uwielbieniem ten sympatyczny film z Melem Gibsonem w roli tytułowej (i z młodziutkim Elijah Wood w roli drugoplanowej). Nie są to co prawda wyżyny filmowej opowieści, niemniej film ogląda się niesamowicie przyjemnie, wciąga i wprawia w dobry nastrój na cały dzień. Widać zresztą, że twórcy włożyli w produkcję filmu sporo serca i trudno jest tu się do czegoś przyczepić. Ot, stare dobre kino z pogranicza przygody i melodramatu.

 

Trudno przyczepić mi się także do ilustracji, którą na potrzeby filmu napisał Jerry Goldsmith. Jak wielkim i uzdolnionym człowiekiem on był, wie każdy, kto choć raz zetknął się z jakąś jego pracą. I „Wiecznie młody” nie jest tu żadnym wyjątkiem – może nie jest to najlepsza praca Jerry’ego, ale bez wątpienia bardzo dobra i pozostaje w ścisłej czołówce jego „debeściaków”. Jest to także jedna z tych jego prac, do których często lubię wracać. I składa się na to wiele czynników.

 

Przede wszystkim całość została bardzo dobrze wydana – wszystko jest tu czyste i przejrzyste, ma swoje miejsce. Dźwięk stoi na wysokim poziomie, jest bardzo wyrazisty; również orkiestracje są bardzo dobre. Sama płyta jest też doskonale skrojona pod względem tematycznym – wszystkie najważniejsze ścieżki zostały tu uwzględnione, a całość idealnie zmieściła się w niespełna czterdziestu minutach (a nawet mniej po odliczeniu piosenki), które nie mają prawa nudzić. W dodatku w pudełku znajdziemy także niewielki, rozkładany plakacik z filmu – mała rzecz, a cieszy :)

 

Sama muzyka także pozostawia na słuchaczu/widzu świetne wrażenie. Goldmith przygotował trzy, świetnie rozpisane i po prostu piękne tematy, które spisują się równie znakomicie w samym filmie, jak i na krążku. Pierwszy, miłosny temat otwiera całość prześlicznym saksofonem, od razu wprowadzając nas w odpowiedni klimat. „Love Theme” jest idealnym rozpoczęciem tej muzycznej przygody, gdyż przyciąga ku sobie prawdziwą magią i pomaga maksymalnie się zrelaksować – istna esencja muzyki filmowej w wykonaniu Goldsmitha i jeden z moich ulubionych tematów w twórczości tego kompozytora. Zresztą jemu także musiał się spodobać, gdyż w takiej czy innej formie obecny jest on na całym albumie, choć oczywiście z wprowadzonymi odpowiednimi modyfikacjami.

 

Drugi temat słyszymy w... drugim utworze. „Test Flight”, który (jak sama nazwa wskazuje) jest już czystej krwi action scorem i daje niezłego kopa – szczególnie po uprzednim relaksie przy „Love Theme”. Oczywiście nie jest to nic w stylu MV i spółki – to po prostu stary, dobry, pełnoorkiestrowy popis by Goldsmith, który nie może się nie podobać, mimo iż niektórzy na pewno doszukają się tu pewnej wtórności względem reszty twórczości kompozytora. Ale mnie ona nie przeszkadza, a wrażenia i radość z odsłuchu tej ścieżki wciąż wynoszę równie duże, jak za pierwszym razem. Ten temat także usłyszymy na albumie jeszcze parokrotnie (m.in. w kapitalnym „Tree House” i „Air Show”) i będzie się on często przeplatał z tematem miłosnym.

 

Ostatnią ważną melodią jest... cóż, tu pojawia się problem, jak właściwie nazwać ten temat. Jest to właściwie jedyny, pełnokrwisty temat melodramatyczny na albumie – smutny i odrobinę nostalgiczny, w którym nie ma za grosz akcji, a uczucie jakie się w nim pojawia ma gorzki posmak. Temat ten dotyczy głównie dramatycznego związku Daniela z Helen, choć częściowo użyto go także, aby zobrazować relacje pomiędzy nim, a Claire. Rozpisany jest w dużej mierze na delikatne smyczki, flet i fortepian, które wspomagają się wzajemnie. Melodia ta nieco usuwa się w cień względem swoich poprzedników, ale w niczym im nie ustępuje (może poza rozmachem) i stanowi przyjemne ich uzupełnienie. Po raz pierwszy słyszymy ją w „The Experiment”, ale oczywiście powraca i później, choćby w „Kitchen Aid”.

 

Te trzy tematy łączą się i kumulują po drodze, aby apogeum osiągnąć w kapitalnym „Reunited”, który to utwór jest jedynym słusznym zwieńczeniem całej ilustracji (choć tak naprawdę jest nim piękna piosenka Billie Holiday, będąca istotnym elementem filmu – na albumie stanowić może dla niektórych niezbyt wyważony element, ale klasy jej odmówić nie można; zresztą jest to typowo jazzowy kawałek i spodoba się on głównie miłośnikom takiej muzyki) i jednym z moich faworytów, jeśli idzie o suity Goldsmitha. Takoż zresztą i cały album, który posiada wg mnie wystarczającą ilość magii i klimatu, żeby zauroczyć niejednego słuchacza. To po prostu bardzo dobra muzyka filmowa, którą gorąco polecam!

 

P.S. Wytwórnia La-La Land wypuściła właśnie rozszerzone, limitowane (3 tys. sztuk) wydanie – ponad 70 minut muzyki zamknięte w 32 utworach, z czego połowę stanowią fragmenty ostatecznie w filmie nieużyte lub alternatywne. I choć zremasterowany dźwięk robi zdecydowanie pozytywne wrażenie, tak cały album jest zbyt długi i monotonny, a gros nowych utworów, to niewiele wnoszący do całości underscore i/lub łagodna liryka. W tym wypadku wydanie Big Screen jest więc całkowicie satysfakcjonujące.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Love Theme from Forever Young

02.

Test Flight

03.

The Experiment

04.

Tree House

05.

Kitchen Aid

06.

The Dinner

07.

The Air Show

08.

She's Alive

09.

Let's Go

10.

Reunited

11.

The Very Thought of You – Billie Holiday

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

bladerunner22 15-09-2011, 15:26

można było poczekać na wydanko rozszerzone, ale recka jest dobra ! ;)


Mefisto 15-09-2011, 16:29

Recka nowa nie jest - wrzuciłem właśnie z okazji newsa o wydaniu Lali, do którego zresztą nie zamierzam zasiadać :)


dziekan 15-09-2011, 17:30

Mefisto ja bym na twoim miejscu zaczekal z werdyktem na temat wersji expanded.Ja tez nie nie lubie utworow typu ''unused'' czy ''alternate'' ale moze akurat trafi sie kilka perełek ;)


Mefisto 15-09-2011, 17:49

To jak się trafi kilka perełek, to pogadamy. A jak warto będzie recenzować, też zrecenzujemy :)


dziekan 15-09-2011, 18:55

That's The Spirit!!! ;)


Mystery 17-09-2011, 22:38

Dobry, nieco zapomniany score. Znakomite tematy, piękna warstwa liryczna, kapitalna akcja i niesamowita rola w filmie. Przy takim wydaniu, score niemal, że kompletny.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz