• Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22
  • Glass

U Pana Boga w ogródku

data publikacji: 23/09/2007

U Pana Boga w ogródku

U Pana Boga w ogródku

"...nienaganny technicznie i zamożny w sympatyczne dla ucha tematy..."

Kompozytor: Henri Seroka, Grzegorz Daroń

Rok produkcji: 2007

Wytwórnia: Vision Music / Agencja Artystyczna MTJ

Czas trwania: 37:02 min.

Film "U Pana Boga za piecem" śmiało można zaliczyć do bardziej udanych polskich komedii lat 90. Niezbyt nachalna, zdrowa dawka śmiechu opartego na inteligentnych gagach. Jacek Bromski ukazał wieś położoną niedaleko wschodniej granicy jako zabawne połączenie prowincjonalizmu i nadchodzącej mimo woli mieszkańców nowoczesności. W pamięć widzów z pewnością zapisał się ksiądz powiadamiający parafian o pokucie za pomocą pagera, czy młode pokolenie marzące o wyrwaniu się z Kresów Wschodnich i udaniu się na bogatszy, pełen perspektyw Zachód. U Bromskiego taki obrazek to wyśniony pretekst do trochę sentymentalnych, choć trafnych spostrzeżeń, które dzięki barwnym postaciom i udanym dialogom, obfitują w niejedną komiczną sytuację. "U Pana Boga w ogródku", które premierę miało w połowie września, nie dopowiada niczego odkrywczego. Film zdaje się być wycieczką po latach do Królowego Mostu, by zobaczyć co tam słychać u starych znajomych.

Muzykę do obu części napisał Henri Seroka, kompozytor w Polsce znany przede wszystkim z muzycznych opraw do najbardziej kultowych bajek ze Smerfami na czele. Ten urodzony w Belgii twórca, polskiego pochodzenia, słynie z lekkich, przyjemnych i chwytliwych melodii, co czyni go idealnym kandydatem do skomponowania ścieżki dźwiękowej na potrzeby komedii. Rzecz w tym, że taka muzyka nie jest już tak dobrym pomysłem na płytę. Pomimo skromnej długości, ścieżka dźwiękowa z "U Pana Boga w ogródku" po chwilowym zauroczeniu sympatycznymi melodiami i prowincjonalnymi aranżacjami, zaczyna wprowadzać monotonię, której wtórują ziewnięcia słuchacza. Trudno jednak z trwającego niecałe 40 minut materiału cokolwiek jeszcze wyciąć, a jak na ironię w filmie sprawdza się równie niepewnie.

Seroka zdaje się wpadł w sidła swojego własnego doświadczenia i rutyny. Komponując przez dłuższy czas do animowanych seriali, wyuczył się pewnego stylu, który teraz pokutuje w jego pracy. Przyzwyczajenia wyniesione z komponowania dla telewizji zastosował w obrazie fabularnym i w efekcie na partyturę "U Pana Boga w ogródku" składa się zestaw tematów przypisanych odpowiednim sytuacjom oraz bohaterom. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie pewna statyczność tych motywów. W filmie, niczym w serialu, w zależności od tego jaka postać pojawia się na ekranie, słyszymy w tle jej temat, który monotonnie gra sobie, niezależnie od tego co się tak naprawdę dzieje na planie. Score zatacza więc kółka powodując, że nawet widoczna na płycie różnorodność, w filmie jest po prostu nieobecna. Seroka w "U Pana Boga w ogródku" niczego nie odkrywa, jego muzyka jest bardzo konserwatywna pod względem tematycznym i instrumentalnym, idealnie wpisująca się w schematy rządzące gatunkiem. I dobrze. Ale efektem jest kolejne zbędne wydanie muzyki filmowej, najwyraźniej służące tylko celom komercyjnym.

Na nienajlepszą kompatybilność z obrazem wpłynęła stylistyka instrumentalna samej muzyki. Już od pierwszego utworu na płycie przenoszeni jesteśmy do... Paryża. Szczególnie wyraźne są inspiracje "Amelią" Yanna Tiersena, oraz Mauricem Jarrem i jego nieśmiertelnymi tematami miłosnymi – ten ostatni pojawia się już na samym początku w "Proboszcz Łukaszewicz Antoni", gdzie akordeon prowadzi uroczą melodię bawiąc się z pozostawionym w tle kontrabasem i skrzypkami, by na końcu ustąpić miejsca klawiszom. Gdybym nie wiedział czego słucham, a miałbym przypisać jakiś tytuł z nowości, to strzelałbym że to temat główny z "Ratatuj" Michaela Giacchino. Francuskie klimaty przewiną się przez soundtrack jeszcze kilkukrotnie: jednym z ciekawszych momentów jest "A Luśka spaceruje", gdzie ponownie istotną rolę odgrywa akordeon. Zamykam oczy i widzę urokliwe paryskie uliczki wypełnione kawiarenkami.


A przecież miejscem akcji "U Pana Boga w ogródku" jest wioska niedaleko wschodniej granicy. Nasuwa się zatem pytanie – o co tu chodzi? Na szczęście, wbrew pozorom, pierwsze wrażenie łatwo zmienić, wystarczy przeczytać opis filmu, lub po prostu go obejrzeć. Wtedy Paryż zmienia się w piękny słoneczny dzień na polskiej wsi gdzieś na uboczu, do którego świetnie pasuje i francuski akordeon i zawadiackie skrzypki, a i nawet pojawiająca się w utworze "Proboszcz", mandolina. Innymi słowy prowincją pełną gębą. Tematy poszczególnych bohaterów filmu także zasługują na szczególną uwagę, w końcu to one są siłą napędową całej muzyki. Seroce wyśmienicie udało się dopasować melodie i sposób ich wykonania tak by nienagannie oddawały charakter danej postaci. Bocian Jerzy, jako przodujący w piciu nowy mieszkaniec wsi i były gangster, otrzymał prawie dwuminutowy temat na sekcję dętą blaszaną (bardzo istotne są tu puzony), przywodzący na myśl chwiejny krok mocno wstawionego pijaczka. Proboszczowi ("Proboszcz na rowerze") z kolei towarzyszy sielankowa melodia ładnie zaaranżowana na flety, harfę i smyczki, która nawiązuje do utopijnej wizji Królowego Mostu. Warto też nie wspomnieć o temacie Luśki, córki komendanta desperacko szukającej męża, dla której skomponowana została liryczna i nieco nostalgiczna melodia a la kołysanka, oparta na dzwoneczkach, która pod koniec eksploduje pełnią orkiestry, niezwykłym emocjonalnym uniesieniem. Szkoda że tak szybko się kończy.

Poza instrumentalną muzyką Seroki w wydaniu znalazły się także trzy utwory tegoż kompozytora kompletnie oderwane gatunkowo od reszty. Są to pieśni religijne, partie sopranowe i mezzosopranowe. Tak jak same w sobie mogą się podobać – w szczególności "Pojedynek sopranów", który w samym filmie robi piorunujące wrażenie – tak w zestawieniu z materiałem ilustracyjnym, pasują jak pięść do oka. Trudno ustosunkować się do muzyki, którą raz się podziwia, a raz ma się jej dosyć, a taki jest cały ten soundtrack. Nienaganny technicznie i zamożny w sympatyczne dla ucha tematy, a jednocześnie niezwiązany z rzeczywistością filmową i zawierający utwory zerwane z choinki. Niby płyta lekka i przyjemna, a jaki recenzencki dylemat. Gdyby chociaż znalazło się na płycie coś bardziej intrygującego, rozwinięcie ciekawszych myśli, cokolwiek!

Autor recenzji: Jakub Kośla


CD 1

01.

Proboszcz Łukaszewicz Antoni

02.

Cielęcki Marian

03.

Tatko Wołkowycki Ignacy

04.

Luśka

05.

Bocian Jerzy

06.

Proboszcz na rowerze

07.

Tatko na wieży

08.

Struzikowa wdowa

09.

Dobry rok (pieśń żniwna)

10.

Komendant Wołkowycki Henryk

11.

Proboszcz

12.

Geodeta Maj Jan

13.

Ucieczka

14.

Wdowa Struzikowa flirtuje z panem Bocianem

15.

A Luśka spaceruje

16.

Ave Maria

17.

CBŚ

18.

Proboszcz

19.

Bocian Jerzy 2

20.

Tor przeszkód

21.

Proboszcz z wiatykiem - Grzegorz Daroń

22.

Pojedynek sopranów

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz