• Ted Lasso: Season 2
  • Dune: Part One
  • Dune - Sketchbook
  • 11.22.63
  • Night Of, The

Poseidon

data publikacji: 25/08/2006

Posejdon

Poseidon

"...natrętny, hałaśliwy i bez pomysłu..."

Kompozytor: Klaus Badelt

Rok produkcji: 2006

Wytwórnia: Interscope / Universal / A&M Records

Czas trwania: 41:51 min.

Wolfgang Petersen rozmienia się na drobne już od dłuższego czasu. Gdy jeszcze "Gniew oceanu" można było obejrzeć bez bólu, tak "Troja" okazała się wielką artystyczną klapą, która zgrabnie wykazała prawdziwe intencje reżysera. Dopóki tworzył w swoim rodzinnym kraju, starał się jak mógł, a kiedy już wypłynął na hollywoodzkie morza wziął się za odcinanie kuponów od swoich wcześniejszych osiągnięć. Wiadomo, że jego nazwisko gwarantuje sukces komercyjny – i to w Fabryce Snów dość często wystarcza – więc łatwo mu o wielkie gwiazdy w obsadzie i budżety, o jakich mogą marzyć znacznie lepsi, aczkolwiek mniej dochodowi, reżyserzy. A mimo to, fakt że to właśnie jemu zlecono nakręcenie remake'u "Tragedii Posejdona" budził wielkie nadzieje. Jednak jak mówi znane przysłowie "nadzieja jest matką głupich"... Doświadczony w morskich opowieściach twórca stworzył, bowiem coś, co przypominało raczej reklamówkę firmy od efektów specjalnych. Kompletnie nie udało się przenieść ducha pierwowzoru w nowsze, lśniące szaty - ostatecznie zostały tylko one. A co z muzyką? Po niezbyt udanej współpracy z Jamesem Hornerem przy "Troi", Petersen zdecydował się na usługi swojego rodaka, Klausa Badelta. Tak się składa, że w tym roku napisał on też muzykę do dość powszechnie uważanej za najlepszą partyturę ostatniego czasu, "Przysięgi". Słuchając soundtracku do "Posejdona", można odnieść wrażenie, że zapracowany nad tamtym dziełem Badelt, zapomniał o tym zleceniu i przypomniał sobie o nim na dwa dni przed premierą...

Pierwsze, co rzuca się w oczy (albo uszy...) to nieciekawa konstrukcja płyty. Materiału Badelta jest tu może z pół godziny, pozostałe utwory to utrzymane w popowych klimatach dwie piosenki ku radości fanów Fergie z zespołu Black Eyed Peas, oraz wytrzaśnięty z kosmosu "Postales" Federico Aubele (w filmie go nie wykorzystano). Rzecz gustu, czy się podobają, czy nie. Jeśli lubi się podobną muzykę, to przy odrobinie dobrej woli, można zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że spędza się wakacje na luksusowym transatlantyku, a w tle podgrywają nam owe pioseneczki. To nie jest trudne. Trudniej jest zaakceptować połączenie ich ze ścieżką dźwiękową Klausa Badelta. Przejście między nimi wymaga niezwykłej odporności psychicznej i fizycznej. Czwarta pozycja na soundtracku to bez wątpienia najjaśniejszy punkt programu. "The Poseidon" jest porywającą i optymistyczną melodią, która towarzyszy otwierającym film scenom w porcie i wypływającym na pełne morze statkiem, oraz na końcu podczas wydostania rozbitków na powierzchnię ("Escape"). Dynamiczny temat na sekcje smyczkowe i waltornie jest co prawda bardzo zimmerowski, ale naprawdę miło się go słuchało zarówno w połączeniu z filmem, jak i po za nim – a to, trzeba jasno i wyraźnie zaznaczyć, nie jest standardem tego score'u.


Temat Posejdona ma jeszcze kilka przebłysków na płycie, między innymi w "A Map and a Plan". Jednakże traci w nim swoją siłę, nie jest już tak triumfalny i pogodny. Spora w tym zasługa większej dawki elektronicznych sampli, które z założenia miały budować atmosferę klaustrofobicznego więzienia – takiej, jaka towarzyszy ocalałym po wywróceniu do góry dnem statku. Także aranżacja muzyki akcji nie jest bez grzechu – szczególnie "Fire Dive", gdzie tematowi przewodniemu towarzyszy zmyślna orkiestrowa wariacja. A jeśli już mowa o action score'rze... Spotkamy się z nim dwa razy, w utworach "The Wave" i "Claustrophobia". Pierwszy z nich ilustruje przewrócenie statku przez gigantyczną falę – w połączeniu z obrazem, muzyka sprawdza się nieźle, ale na płycie, radzę pozycję ominąć. Zero oryginalności i polotu, jedynie bezduszna młócka, której nie sposób zrozumieć i zaakceptować. Syntetyczna perkusja i smyczki podkreślone raz po raz wejściami charakterystycznymi dla wychowanków MV samplami. Cztery minuty katorgi. Nieco lepiej prezentuje się "Claustrophobia" z całkiem ciekawą, mroczną atmosferą budowaną przez smyczki. Obok muzyki akcji, w utworze mocno zaznacza swoją obecność underscore. Natrętny, hałaśliwy i bez pomysłu na ciekawszą linię melodyczną – jak zresztą we wszystkich utworach, gdzie występuje.

"Drowning" i "Don`t Look Down" także niczym wielkim się nie wyróżniają. Pierwszy wykorzystuje tą samą formę muzyczną i temat co "The Wave" dodając jedynie perkusję, a drugi z początku nudzi, a pod koniec irytuje swoją agresywnością. Badelt pokusił się o urozmaicenie ścieżki poprzez dodanie lirycznej ilustracji. Bardzo ładnie to brzmi na początku "Escape", tuż przed wejściem tematu głównego. Niewiele to jednak pomaga. Może dwa dobre pomysły przyćmione sztampową elektroniczną nijakością. Paradoksem jest, że score Badelta spisuje się bardzo dobrze w połączeniu z filmem. Nawet wtedy, gdy z głośników uderzają wtórne do granic możliwości sample skradzione od Zimmera. I za to dodatkowa nutka.

Autor recenzji: Jakub Kośla


CD 1

01.

Won't Let You Fall - Fergie

02.

Bailamos - Fergie

03.

Postales - Federico Aubele

04.

The Poseidon

05.

The Wave

06.

A Map and a Plan

07.

Fire Dive

08.

Claustrophobia

09.

Drowning

10.

Don't Look Down

11.

Escape

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz