• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Hania

data publikacji: 31/01/2008

Hania

Hania

"...rozczarowuje swoją poprawnością..."

Kompozytor: Jan A.P. Kaczmarek

Rok produkcji: 2007

Wytwórnia: Rozbitek LCC / Pomaton EMI

Czas trwania: 60:20 min.

Duet stworzony przez operatora Janusza Kamińskiego jako reżysera i kompozytora Jana A.P. Kaczmarka przedstawił nam w zeszłym roku już drugi wspólny film, który podobnie jak pierwszy – "Stracone dusze" – nie powinien był ujrzeć światła dziennego. "Hania" jest tak niepoprawnie ckliwa i naiwna, że innego słowa jak "kicz" nie ma sensu szukać. Wspomniani twórcy to dwa wielkie nazwiska dla współczesnego polskiego kina, bez dwóch zdań. Samo pisanie tych niepochlebnych słów przytłacza mnie, skromnego recenzenta. Z drugiej jednak strony trudno znieść fakt, że dwaj oscarowcy, zaliczani do światowej czołówki swojej branży, podbijają zachód posiadanym geniuszem, a do nas wpadają by poćwiczyć warsztat. I to jeszcze nie za bardzo się starając.

Pół biedy, że Kamiński jako reżyser nie ma nosa do scenariuszy, a za kamerą raczej sobie jest niż robi cokolwiek więcej. Nadrabia wspaniałymi zdjęciami. Znacznie bardziej przytłaczająca jest forma nagrodzonego Oscarem za ścieżkę dźwiękową do "Marzyciela" Kaczmarka – najwyraźniej do polskiego kina się nie przykłada, bo zarówno jego ostatni projekt "Kto nigdy nie żył" (tragedia), jak i "Hania" (poniżej oczekiwań), pozostają w tle dzieł napisanych przez kompozytora na potrzeby hollywoodzkich produkcji ("Niewierna" czy "Marzyciel"), a nawet europejskich (mini serial "Wojna i pokój"). Nie od dziś wiadomo, że w Fabryce Snów jest trudniej ze względu na zabójcze terminy i wtryniających swoje trzy grosze gdzie się da producentów. Ale może o to chodzi – o presję i wpływ facetów z kasą? W Polsce wszak nikt Kaczmarkowi i Kamińskiemu nawet nie mrugnie, że coś jest nie tak. A to z kolei obniża wymagania przed sobą samym stawiane. Majestat robi swoje.

"Hania" to opowieść osadzona w okresie świątecznym, więc pewne elementy charakterystyczne dla tego czasu znaleźć się musiały, tak w filmie jak i w muzyce. Niestety zamiast melodyjnej kolędy, zaczerpnięto nie z tego słoja, co trzeba było, bo z uroczo-cukierkowej słodkości. Obraz traktuje o warszawskim małżeństwie przygarniającym na Boże Narodzenie chłopca z domu dziecka, który okazuje się być zesłańcem z Niebios. Dzięki swojej niewinności odmienia los swoich opiekunów… W Stanach "Hania" trafiła od razu do telewizji na Wigilię, u nas najpierw do kin. Polityka do zrozumienia, ale akceptować z ręką na sercu odradzam.

Wypływające z ekranu słodkości wymagają stosownej oprawy muzycznej, najlepiej takiej która subtelnie wyważy nadmiar lukru i nada historii bardziej życiowych barw. Zadanie trudne, w sam raz dla światowej sławy kompozytora muzyki filmowej. Rzekomo. Kaczmarek niestety obiera inną drogę, śmiem twierdzić, że tą bezwstydnie prostszą. Zamiast liryki z prawdziwego zdarzenia, słuchacza czeka anielski minimalizm oparty w głównej mierze na fortepianie oraz sekcji smyczkowej. Doborowi instrumentów nie można nic zarzucić. Jak pokazała "Niewierna" fortepian Kaczmarka lubi i to ze wzajemnością, co owocuje naprawdę ciekawymi, kameralnymi tematami. To co do siebie zraża to przesadna lekkość tej ścieżki dźwiękowej, jej niepoważna prostota i co zdecydowanie najbardziej zatrważające, nikły ładunek emocjonalny. Ostatecznej oceny nie podwyższa genialny pianista jazzowy Leszek Możdżer i drobne niuanse wskazujące na świąteczny nastrój filmu.

Pierwszy kontakt z płytą przynosi dwa dość skrajne odczucia. Pierwsze, pozytywne, to świadomość obcowania z absolutnie wspaniałymi partiami fortepianowymi, które powierzono stałemu współpracownikowi Kaczmarka, Możdżerowi. Drugie, mniej ciekawe, to uczucie znudzenia i braku zainteresowania co czeka nas za rogiem. "Hani" brakuje znaków szczególnych, czegoś co nie pozwoliłoby o niej zapomnieć. Jedynie utwór "Ojciec" został wyróżniony niskimi rejestrami – większość płyty jest bowiem utrzymana w bardzo lekkich, wysokich tonach, tymczasem tutaj naznacza swoją obecność niski fortepian i kontrabas. Zdecydowanie podobnie intrygujących rozwiązań orkiestracyjnych powinno pojawić się więcej, z pewnością rozniosły by w mak przytłaczające uczucie monotonii. Poniekąd wyróżnia się także "Szpital" będący jedyną ponurą kompozycją tej ścieżki dźwiękowej. Wygrywane na smyczkach pizzicato udaje tykanie zegara, niczym w szpitalnej poczekalni. Specyficzną aurę podkreśla sporadycznie rozbrzmiewający fortepian.


Tematów dla "Hani" Kaczmarek napisał kilka, ale są one na tyle podobne, że wyróżnić najbezpieczniej jest trzy z nich. Pierwszy można określić mianem "tematu Hani", który przewija się przez soundtrack bodaj najczęściej. Najpierw pojawia się on w "Warszawie" na skoczne smyczki, którym akompaniuje Możdżer na fortepianie, a później w "Spotkaniu z Hanią", gdzie melodia zdecydowanie się uspokaja, a smyczki zastępuje w roli głównej fortepian. Mijające sekundy przynoszą zamianę ról i tak w finale rozbrzmiewają już mocniejsze skrzypce, fortepian i wiolonczela, której sporadyczna obecność w kilku utworach stanowi swoisty deser. Temat Hani, który można traktować też jako temat przewodni filmu, przewija się także przez szybszą "Pierwszą gwiazdę", w bardzo a la "Marzyciel" (ta sekcja smyczkowa) "Warszawie w śniegu" i finałowym "Pustym łóżku".

Drugi temat kompozytor poświęcił Kacprowi, czyli przygarniętemu przez małżeństwo chłopcu. Temat pod względem stylistycznym poznajemy już w trzecim utworze na płycie, czyli w "Patrząc przez okno", ale tam swoje miejsce znalazła tylko jego część. Całość znalazła się za to w "Kacprze", przeszło trzyminutowym, nieśmiałym pizzicato skrzypiec i fortepianu. Temat Kacpra powraca także w najkrótszej kompozycji na płycie, niespiesznym "Wróblu" na prowadzący fortepian i "plumkające" w tle smyczki.

Jak wspomniałem wcześniej, "Hania" po pierwszym przesłuchaniu zwraca na siebie uwagę wykonaniem partii fortepianowych. Leszek Możdżer wyciska z najprostszych melodii to co w nich najlepsze i tylko dwa czy trzy razy można odczuć pewien niedostatek w jego grze – brak niższej nuty, mocniejszego akcentu. To jednak normalne, gdy mowa o tak lekkiej i przesadnie "cudownej" muzyce. Prawdziwą ucztę dla miłośników talentu pianisty stanowi "Hania jest piękna", będąca porywającą solówką muzyka. Jest niestety znacznie krótsza od "Frascati", które trwa o dwie minuty dłużej i także w pełni należy do dłoni Możdżera, ale rozczarowuje swoją poprawnością. Jak i cała płyta.

Autor recenzji: Jakub Kośla


CD 1

01.

Nadchodzą święta

02.

Warszawa

03.

Patrząc przez okno

04.

Spotkanie z Hanią

05.

Kacper

06.

Frascati

07.

Ojciec

08.

Hania jest piękna

09.

Pierwsza gwiazda

10.

Szpital

11.

Wszyscy wszystkim?

12.

To moje najlepsze święta

13.

Wróbel

14.

Rozmowa z ojcem

15.

Patrząc w przyszłość

16.

Warszawa w śniegu

17.

Nauka latania

18.

Puste łóżko

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

PrzeMek Marciniak 13-06-2012, 12:57

Miła dla ucha ścieżka dźwiękowa w sam raz na zimowe popołudnia gdy za oknem prószy śnieg słoneczko świeci ma My siedzimy przy kominku ze szklaneczką whisky… przepraszam szklaneczką gorącego kako:


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz