• 13 Reasons Why - score
  • 13 Reasons Why
  • Dalida
  • Straight Outta Compton
  • Hologram for the King, A

Harry Potter and the Goblet of Fire

data publikacji: 11/12/2005

Harry Potter i Czara Ognia

Harry Potter and the Goblet of Fire

"...działa w filmie prawie tak dobrze jak Johna Williamsa – tyle że "prawie" robi wielką różnicę..."

Kompozytor: Patrick Doyle

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Warner Sunset / Warner Bros.

Czas trwania: 75:57 min.

Nie będę ukrywał, że czekałem na ten film od ładnych kilku miesięcy. Należę do tych ludzi, którzy cenią sobie dobrą lekturę a w moim przekonaniu do takowej należą książki opowiadające o Harrym Potterze. Cenię w nich przede wszystkim bardzo dużą swobodę, jaką autorka pozostawia czytelnikowi. Taką swobodę interpretacji i wizji daje zasadniczo każda książka jednak fantastyczny świat wykreowany przez J.K. Rowling naprawdę potrafi pobudzić wyobraźnię. Inaczej sprawa ma się w przypadku filmów. Tutaj z góry jest nam narzucona pewna wizja, która nie wszystkim może się podobać. W moim przypadku sympatia dla ekranizacji kolejnych części Harrego Pottera przedstawia się w postaci funkcji prostoliniowej malejącej. Mimo to z niecierpliwością czekałem na ekranizację czwartej już części historii małego czarodzieja. Po części, dlatego że książka "Harry Potter i czara ognia" jest moją ulubioną z całej serii, ale także chciałem przekonać się jak sprawdzi się nowy kompozytor, który został zatrudniony przy tym projekcie...

Jak dla mnie głównym autorem sukcesu filmowej wersji opowieści o Harrym Potterze jest John Williams. To właśnie on dzięki swojej muzyce potrafił uskrzydlić całe przedsięwzięcie i nadać mu należytej magii. Dzięki świetnym, łatwo wpadającym w ucho tematom dzieło Williamsa stało się muzyczną wizytówką przygód młodego czarodzieja. Dzięki temu słynny "Hedwig’s Theme" przyspiesza rytm serca wszystkich "potteromaniaków" dokładnie tak samo jak "Marsz Imperalny" fanom "Gwiezdnych Wojen". Jednak po wielkiej pracy, jaką kompozytor wykonał przy pierwszych trzech częściach serii, przy filmie "Harry Potter i czara ognia" doszło do zmiany. Oto John Williams zrezygnował z kontynuowania swojego dzieła i nowy reżyser postanowił zatrudnić swojego stałego współpracownika – Patricka Doyle’a. Nie znałem, do tej pory, zbyt dobrze tego kompozytora, dlatego nie za bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Trochę też obawiałem się, w jakim stopniu Patrick Doyle postanowi kontynuować to, co rozpoczął John Williams. Niewiadomych było wiele jednak teraz, wszystko wydaje się już jasne...

Okazuje się, że nowy kompozytor postanowił podążyć nieco inną ścieżką niż jego poprzednik. Nie oznacza to jednak, że nowa koncepcja muzyki do filmu o przygodach Harry’ego Pottera jest zła tylko, że jest inna. Po pierwszym przesłuchaniu płyty nie byłem zbyt zachwycony. Nie dość, że z tematów Williamsa ocalały tylko szczątki "Hedwig’s Theme" to wszystko kończyło się kiczowatymi piosenkami. Jednak w miarę słuchania zaczynałem coraz bardziej przekonywać się, że tak naprawdę nie jest to zła muzyka. Mimo że pewne fragmenty są wręcz niemożliwe do słuchania to wszystko to jednak ma jakąś przyczynę. Wiele wyjaśniło się, kiedy w końcu poszedłem do kina. Muzyka Patricka Doyle'a działa w filmie prawie tak dobrze jak Johna Williamsa – tyle że "prawie" robi wielką różnicę (powtarzając po reklamie pewnego piwa ;-). Nowy kompozytor został postawiony przed dylematem, czy ślepo podążyć ścieżką wytyczoną przez Williamsa i kontynuować podjęte wcześniej tematy czy może spróbować czegoś nowego. Ostatecznie Doyle poszedł na pewien kompromis i postanowił zachować "Hedwig’s Theme" a całą resztę stworzyć od podstaw. Wyszło mu to z różnym skutkiem, czego przykładem jest mój brak zachwytu przy pierwszym przesłuchaniu płyty.

O innym podejściu Patricka Doyle'a do historii o Harrym Potterze niż Johna Williamsa świadczy już sam początek filmu i płyty. Słyszymy wtedy dynamiczne i złowrogie "The Story Continues", które wprowadza nas w świat Harry’ego Pottera niemal wciskając w kinowy fotel. John Williams w tym momencie zawsze raczył nas granym cichutko na cymbałach "Hedwig’s Theme", który spokojnie i z pewną dawką tajemnicy wprowadzał widza w charakterystyczny nastrój pierwszych filmów. Patrick Doyle także wykorzystał tutaj "Hedwig’s Theme" jakby nawiązując nieco do swojego poprzednika. Tyle, że jest to nawiązanie pozorne, manifestujące raczej małą rewolucję w muzycznym podejściu do historii o Harrym Potterze. Taki dynamiczny wstęp Doyle’a wskazuje na bardziej przygodowy i dojrzały charakter filmu. John Williams dzięki swoim tematom i niezwykłemu klimatowi tworzył wokół filmu aurę magii, która spychała na drugi plan mniej czarujący element fabuły, jakim była akcja. A tej, w każdej kolejnej części, było w końcu coraz więcej. Gdyby się dobrze zastanowić to każda kolejna książka J.K. Rowling jest grubsza od poprzedniej, tymczasem filmy nadal nie przekraczają trzech godzin. Dzieje się to oczywiście kosztem strasznego obcinania niektórych wątków i pozostawiania najistotniejszej dla fabuły akcji. Prowadzi to do tego, że każdy kolejny film posiada coraz więcej scen walk i innej akcji, co w oczywisty sposób odbija się w muzyce. Rozwiązania, jakie Patrick Doyle stosuje w takich momentach są charakterystyczne dla typowego action-score, co oznacza ni mniej ni więcej, że pojawiają się tutaj ciągłe eksplozje, zwroty i wyciszenia zdające egzamin w filmie, chociaż zupełnie niezrozumiałe poza nim. Do takich kompozycji należą "The Dark Mark", "Golden Egg", "The Black Lake", "The Maze" czy niemal dziesięciominutowy "Voldemort". Bardzo trudno słucha się tych utworów i bez wątpienia obniżają one nieco oceną całej płyty. Należy jednak pamiętać ich obecność jest wymogiem konwencji filmu i trudno sobie wyobrazić żeby kompozytor mógł lepiej rozwiązać problem koniecznej obecności action-score w tym obrazie.

Osobiście całą ścieżkę dźwiękową do filmu "Harry Potter i czara ognia" dzielę na dwie części: kompozycje powstałe przed i po nakręceniu filmu. Podział taki jest bardzo oczywisty, jeśli pozna się wypowiedzi Patricka Doyle'a dotyczące pracy na tym obrazem i oczywiście samą muzykę. Do kompozycji powstałych jeszcze przez nakręceniem filmu należą oczywiście dwa walce: "Neville’s Waltz" i "Potter Waltz". Okazją do ich obecności tutaj jest oczywiście wielki bal, który odbywa się w Hogwarcie – to właśnie podczas jego trwania pojawia się "Potter Waltz". Oba te utwory są bardzo ładne, oryginalne i łatwo wpadają w ucho. Kolejną kompozycją, która powstał jeszcze przez nakręceniem filmu jest "Hogwart’s March", w którym ponownie otrzymujemy ładny temat tym razem wykonywany przez orkiestrę dętą. W filmie trzykrotnie pojawia się tylko fragment tego utworu (dwukrotnie przed wejściem głównych bohaterów filmu do labiryntu i ostatni raz, kiedy Harry wraca z cmentarza). Poza tym w podobny sposób powstały także tematy gości Hogwartu, jakimi są przedstawiciele nowych szkół (Beauxbatons i Durmstrang). Najbardziej chyba charakterystyczny jest temat właśnie Durmstagu, który pojawia się także w scenie prezentacji zawodników Mistrzostw Świata w Quidditchu. Na płycie znajdziemy go w utworze "The Quidditch World Cup" gdzie pojawiają się okrzyki niczym z "Ostatniego Samuraja" Hansa Zimmera. Cały utwór grany jest na dwa tempa i rozpoczyna się tradycyjną irlandzką przygrywką (prezentacja drużyny Irlandii), po której następuje wciskający w fotel temat Durmstrangu. Cała reszta kompozycji powstała już bezpośrednio do obrazu i są to typowo filmowe formy, których słucha się z różną przyjemnością. Na uwagą zasługuje także utwór "Rita Skeeter", w którym pojawia się dość ciekawy temat wścibskiej dziennikarki.

Podsumowując, muszę przyznać, że sporo czasu zabrało mi przekonanie się do tej ścieżki dźwiękowej. Pewnie, dlatego że jako punkt odniesienia niepotrzebnie obrałem sobie dotychczasowe dokonania Johna Williamsa przy postaci Harry’ego Pottera. Oczywiście wszelkie porównania obu kompozytorów są jak najbardziej na miejscu tyle, że nie mogą one być podstawą do oceny ścieżki dźwiękowej do filmu "Harry Potter i czara ognia". Nowy kompozytor oznacza nowe, inne podejście do tego projektu i dopiero po zaakceptowaniu tego faktu można pokusić się o oceny. Moja ocena muzyki Patricka Doyle’a to mocne 4 nutki, które są wynikiem kilku naprawdę dobrych kompozycji, do których chce się wracać ("Harry in Winter"!) i realizacji pewnych założeń gatunkowych. Nowy film o Harrym Potterze niestety wymagał w większości muzyki trudnej do słuchania, co powinno być pewnym usprawiedliwieniem dla obecnego tu action-score. Zupełnie inną kwestią są piosenki pojawiające się na końcu płyty. To trzy utwory skomponowane przez Jarvisa Cockera i wykonywane przez niego samego występującego pod pseudonimem The Weird Sisters (Fatalne Jędze). Piosenki są koszmarne i nie zamierzam poświęcać im miejsca w tej recenzji. Wspomnę tylko, że obniżają one moją ocenę do 3,5 nutek. Mimo że brakuje tutaj magii Williamsa i jego spójności to myślę, że warto zapoznać się z tą płytą. Na pewno nie zachwyci ona po pierwszym przesłuchaniu, ale jest to kawałek dobrej muzyki filmowej, do której można się przekonać...

P.S.: Amerykańskie wydanie ścieżki dźwiękowej do filmu "Harry Potter i czara ognia" różni się od europejskiego okładką - obie można zobaczyć powyżej.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

The Story Continues

02.

Frank Dies

03.

The Quidditch World Cup

04.

The Dark Mark

05.

Foreign Visitors Arrive

06.

The Goblet of Fire

07.

Rita Skeeter

08.

Sirius Fire

09.

Harry Sees Dragons

10.

Golden Egg

11.

Neville’s Waltz

12.

Harry in Winter

13.

Potter Waltz

14.

Underwater Secrets

15.

The Black Lake

16.

Hogwarts’ March

17.

The Maze

18.

Voldemort

19.

Death of Cedric

20.

Another Year Ends

21.

Hogwarts’ Hymn

22.

Do the Hippogriff - The Weird Sisters

23.

This is the Night - The Weird Sisters

24.

Magic Works - The Weird Sisters

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

J.B. 21-08-2011, 23:00

Pełna zgoda. Słucha się tego nieco trudniej niż Williamsa, ale jest tu wiele naprawdę znakomitej muzyki sprawdzającej się również poza obrazem. Jedna z lepszych ścieżek Doyle'a w ostatnich latach i teraz, gdy wszystkie "Pottery" są za nami plasuję tę ścieżkę na trzecim miejscu po częsci III i I, chociaż muszę powiedziec, że wracam do niej (a przynajmniej jej fragmentów) chętniej niż do Williamsa.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz