• Ted Lasso: Season 2
  • Dune: Part One
  • Dune - Sketchbook
  • 11.22.63
  • Night Of, The

K-19: The Widowmaker

data publikacji: 08/03/2007

K-19

K-19: The Widowmaker

"...inspiracji jest tutaj cała masa..."

Kompozytor: Klaus Badelt

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: Hollywood Records

Czas trwania: 68:54 min.

Dramat "K-19" w reżyserii Kathryn Bigelow nieco różni się od wielkich tytułów traktujących o okrętach podwodnych, takich jak "Okręt", "Polowanie na czerwony październik", czy "Karmazynowy przypływ". W przeciwieństwie do nich, jest bowiem oparty na wydarzeniach autentycznych. Film nie jest oczywiście pozbawiony błędów – tych jest sporo. Trzeba jednak pamiętać, że "K-19" nie nakręcili Rosjanie, o których mowa w filmie, ale Amerykanie. I trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do innych swoich produkcji, jak np "U-571", postarali się, by tym razem nikomu nie ująć zasług, więcej!, złożyć hołd załodze tytułowego okrętu. W 1961 roku, dwa wielkie mocarstwa, USA i Związek Radziecki (dzisiejsza Rosja), były w stanie Zimnej Wojny, podczas której trwał nieprzerwany wyścig zbrojeń. Rosjanie nie pozostawili bez odpowiedzi amerykańskich badań nad bronią nuklearną. Rozpoczęli masową budowę okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym. W efekcie mieli ich prawie dwa razy więcej od USA. Film Bigelow opowiada właśnie o jednej z tych jednostek, a raczej bohaterach, którzy prawdopodobnie uratowali świat przed III Wojną Światową. Władze Radzieckie za wszelką cenę chciały pokazać swoją potęgę, w tym celu wysłali K-19 na rejs patrolowy, pomimo protestów kapitana Michaiła Poleninowa (w filmie grany przez Liama Neesona), który jako jego dowódca twierdził, że okręt nie jest jeszcze gotowy do wypłynięcia w morze. Generalicja za nic miała jednak zagrożenie - najważniejsza była ich duma, odsunęli więc Poleninowa, a jego obowiązki przejął Aleksiej Vostrikovov (Harrison Ford). Podczas misji, 4 lipca 1961 roku doszło do awarii reaktora atomowego, którego wybuch mógłby zostać odebrany przez USA za atak na stacjonujących w pobliżu Amerykanów. A co za tym idzie, wywołać wojnę. Kapitan Vostrikovov podjął więc desperacką decyzję: zamiast jak najszybciej opuścić pokład, rozkazuje naprawę reaktora, a to oznacza wystawienie marynarzy na zabójcze działanie promieniowania...

Amerykanom udało się zrealizować tę historię bez zbędnych uproszczeń, skrupulatnie oddając dramat, jaki rozegrał się na K-19. Niemała w tym zasługa muzyki skomponowanej przez młodego Niemca, Klausa Badelta. Kompozytor zyskał spore uznanie stosunkowo niedawno, partyturą do "Wehikułu czasu" (2002), remake'u klasycznego sci-fi z 1960 roku. Mało kto się spodziewał, że nadworny służebnik Hansa Zimmera, znany tylko jako autor muzyki dodatkowej do takich produkcji jak "Mission: Impossible 2", "Gladiator", "Hannibal", czy "Pearl Harbor", potrafi napisać tak świeżą, jak na stajnię MV, ścieżkę dźwiękową. Naturalnie, nie obyło się w niej bez fragmentów dla nich typowych, oraz nawiązań do dzieł Goldsmitha i Hornera – nie ostatecznie wpłynęło to jednak na pozytywny odbiór partytury. Po premierze tego score'u, mówiło się, że obok Harry`ego Gregson-Williamsa i Johna Powella, ten niemiecki kompozytor to największe odkrycie Zimmera. Z muzyką filmową bywa jednak trochę jak z książkami. Wielki debiut jest łatwiejszy, niż dzieło nr 2, od którego krytyka oczekuje przynajmniej tego samego poziomu.

Badelt jednak nie zawiódł, chociaż wydaje mi się, że nadal nie pokazał, na co go naprawdę stać. Przede wszystkim udowodnił, że chce prezentować inny styl, niż jego mentor, że ma coś innego do powiedzenia i – co więcej – wie jak to osiągnąć. Pomijam tu fakt, że rok później zniweczył to wrażenie "Piratami z Karaibów" (scorem niezłym, ale pozbawionym oryginalności). Nie oznacza to, że "K-19" jest pozbawione zapożyczeń, wolałbym jednak w tym miejscu użyć słowa "inspiracja". Tych inspiracji jest tutaj cała masa i podejrzewam, że ich granice wytycza tylko wiedza recenzenta. Na pierwszy plan wychodzi słowiańska muzyka poważna – Piotr Czajkowski i Sergiusz Prokofiew (Rosja), czy Gustav Mahler (Czechy). W tym miejscu należy zaznaczyć, że Badelt, w przeciwieństwie do Poledourisa ("Polowanie na Czerwony Październik"), skorzystał z rosyjskiej orkiestry Kirov Orchestra pod batutą Velery Gergieva. Dzięki temu "K-19" zyskuje niepowtarzalną jakość i wiarygodność, których dziełu Basila, mimo kapitalnych tematów, po prostu zabrakło. To jest w szczególności zauważalne w przypadku partii chóralnych, które w języku rosyjskim, znacznie lepiej sprawdzają się tutaj, niż we wspomnianej partyturze Amerykanina. Oprócz tego na płycie znalazły się jeszcze odwołania do słynnych "Planet" Gustava Holsta. Co ciekawe, jeden z jej motywów wykorzystał Zimmer do sekwencji akcji w "Gladiatorze", stąd też "War - Allegro III" do bólu przypomina zimmerowskie "The Battle". Natomiast w utworze "Reactor" znalazły się żeńskie wokale pochodzące z kompozycji "Voices of Light" Richarda Einhorna. Jak więc widać, "K-19" do najoryginalniejszych soundtracków nie należy. Gdzie więc jego siła?

Nie chcę zabrzmieć banalnie, ale myślę, że w duszy... Tak przejmującej partytury rodem z Hollywood nie było od lat. Przynajmniej ja z drugą taką się nie spotkałem. Cały album charakteryzuje się sporą dawką emocji, jest smutny, poruszający, nostalgiczny. To tylko dowodzi jak ważne jest wzajemne porozumienie reżysera (w tym wypadku reżyserki) i kompozytora. "K-19" nie jest filmem wojennym, ani akcji, ani nawet sensacyjnym. To dramat o ludzkim poświęceniu i odwadze. Kompozytor doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego na rzecz epickiego rozmachu, pompatycznych tematów i typowych militarystycznych zabiegów, zdecydował się na dramatyczną charakterystykę muzyki. I chwała mu za to. Najlepiej obrazuje to temat główny, na którym Niemiec oparł całą ścieżkę dźwiękową. Zbudowany jest on na chwytliwych, aczkolwiek wzruszających smyczkach, które w różnych aranżacjach i z dodatkiem innych instrumentów (przede wszystkim fletów) przewijają się kilkakrotnie przez te 70 minut trwania soundtracku. Badelt korzysta z niego także do ilustrowania heroizmu zmieniając tylko tonacje ("Missile Launch - The Rescue", czy "Home"). W pełnej aranżacji temat poznajemy jednak dopiero w 13-minutowych utworze "Journey", w którym autor, oprócz wspaniałej orkiestry, raczy nas potężnymi, męskimi chórami śpiewającymi w języku rosyjskim. Dzięki nim muzyka staje się podniosła, co działa na korzyść przede wszystkim płyty, bowiem ożywia bardzo spokojny i miejscami zbyt cichy album...

Wspomniałem już, że soundtrack do "K-19” trwa niemal godzinę i 10 minut. Klaus Badelt prawdopodobnie chciał tym uzyskać wrażenie muzyki autonomicznej - może poważnej - co podkreślił też nazewnictwem podzielonej na cztery części 15-minutowej suity otwierającej album. Pomysł ciekawy, ale to właśnie ona odbiera płycie najwięcej. Zawarte w niej są wszystkie tematy, z którymi spotkamy się dalej, podczas słuchania ścieżki. Podejrzewam, że wiele osób zniechęci się tak długim wydaniem, które składa się w znaczącej większości z muzyki bardzo wolnej i dramatycznej.

Autor recenzji: Jakub Kośla


CD 1

01.

Suite for Orchestra and Chorus in G Minor: I Fear - Largo

02.

Suite for Orchestra and Chorus in G Minor: II Fate - Adagio

03.

Suite for Orchestra and Chorus in G Minor: III War - Allegro

04.

Suite for Orchestra and Chorus in G Minor: IV Soul - Misterioso

05.

Home

06.

Heroes

07.

Journey

08.

Capt. Alexi Vostrikov

09.

Missile Launch / The Rescue

10.

Reactor - Selections from "Voices of Night" (Victory At Orleans, Interrogation, Abjuration, Relapse, Karitas, The Final Walk) - Richard Einhorn

11.

Reunion

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz