• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Copying Beethoven

data publikacji: 01/10/2007

Kopia mistrza

Copying Beethoven

"...zaakcentowanie faktu, że muzyka filmowa ma swoje korzenie w muzyce klasycznej..."

Kompozytor: Ludwig van Beethoven, Antoni Łazarkiewicz

Rok produkcji: 2006

Wytwórnia: Decca / Universal Music

Czas trwania: 77:37 min.

Najnowszy film Agnieszki Holland, "Kopia mistrza", był z góry skazany na porównania do starszego o prawie 23 lata "Amadeusza" Milosa Formana. Oba obrazy prezentują widzom dwóch wielkich kompozytorów, zaliczanych do najwybitniejszych wszechczasów. Zarówno Polka jak i Czech, zdecydowali się nie opowiadać nam o całym ich życiu, a odpowiednio, etapie i etapach. Oboje zrobili to także z perspektywy osoby postronnej. Mozarta poznajemy z oczu nadwornego kompozytora cesarza, Antonio Salieriego, a Beethovena - Anny Holtz. O klasie "Amadeusza" nie trzeba przypominać, robię to dla zasady. Forman nakręcił bowiem dzieło niemal doskonałe, tak pod względem rysunku postaci, zdjęć, oddania ducha epoki, jak oprawy muzycznej. Każdy element wzbudza podziw. Rodzi się zatem pytanie, jak Holland udało się wybrnąć z tej sytuacji? Amatorką reżyserka nie jest, więc porażki słusznie nie ma się co spodziewać. "Kopia mistrza" może nie dorównuje "Amadeuszowi", ale na pewno nie ginie w jego cieniu.

Ucharakteryzowany nie do poznania Ed Harris (Beethoven) w duecie z Diane Kruger (Holtz) radzą sobie świetnie. Nawet Tom Hulce i F. Murray Abraham (Mozart i Salieri u Formana) nie powstydzili by się takich kreacji. Reżyserce udało się wyciągnąć z nich co najlepsze. Wykorzystała perfekcyjnie umiejętności Harrisa w oddawaniu emocji, jego Ludwig jest żywiołowy i pełny emocji, a przy tym zaskakująco ludzki. Z kolei Kruger nie kojarzona dotąd z dobrym aktorstwem, u Holland odnalazła rolę stworzoną dla siebie. Twarda dziewczyna, która bez grymasów walczy o swoje w zdominowanym przez mężczyzn świecie kompozytorów. Razem stworzyli wyrazisty obraz relacji młodej artystki ze starym wyjadaczem sztuki. Coś na wzór uczucia, które łączy mistrza i ucznia, w którego labiryncie jednak, reżyserka nie straciła z oczu, czy raczej uszu, tego co dla miłośników niemieckiego kompozytora najważniejsze. Muzyki.

Beethoven zapisał się na kartach historii, jak sama Holland powiedziała, jako "głuchy kompozytor, który napisał >>Da-da-da-dum<<". Zarówno film, jak i wydany soundtrack starają się nieco urozmaicić ów obraz. W końcu jest o co. Ludwig wytyczył nowe ścieżki dla muzyki na bardzo wiele lat. Żyjąc na przełomie dwóch epok, klasycyzmu i romantyzmu, połączył je swoją twórczością, w taki sposób, by nikt o zdrowych zmysłach nie wracał już do tego co było, a skupił się na rodzącej się właśnie muzyce nowożytnej. Stworzył całkowicie nową fakturę instrumentalną, rozwinął formę wariacyjną i sonatową, rozszerzył ilość środków harmonijnych, czy wreszcie, zerwał na amen z polifonią, jaka rządziła barokiem. A to tylko minimum zasług Niemca.

Album wydany przez Decca jest przekrojem dorobku Beethovena, choć skupia się na IX Symfonii. Obok niej znajdą się dwie Sonaty, Wariacja, Fuga, oraz Kwartet. A także rodzynek w klasycznym gronie, specjalnie na potrzeby filmu napisany utwór, "Anna's Etude and Variations", którego autorem jest dobrze znany miłośnikom reżyserki, Antoni Łazarkiewicz - współpracował już z nią między innymi przy filmie "Julia wraca do domu". Gdy na płycie przeważa muzyka klasyczna, ciężko jest ją zrecenzować. Napisano ją w końcu wieki temu i towarzyszy człowiekowi dłużej niż jakakolwiek inna – w jakim więc sensie, moje słowa o niej mają jakieś znaczenie? Nie mogę wszak powiedzieć, że jest dobra, czy zła. Mogę jedynie, jak tylko obiektywnie potrafię, spróbować ją opisać i wskazać wyróżniające się utwory.

Spośród trzydziestu dwóch Sonat napisanych przez Beethovena, wybrano dwie, które pojawiły się na soundtracku. Piąta, oraz ostatnia. Obie są przykładem wykształconego w drugiej połowie XVII wieku typu sonaty klasycznej, w której niezaprzeczalnymi liderami byli klasycy wiedeńscy (obok głównego bohatera "Kopii mistrza" - Haydn, Mozart). Łączy je także instrument, zarówno piąta, jak i trzydziesta druga, napisane zostały na fotepian. Zdarzały się jeszcze sonaty na kwartet smyczkowy, czy też nawet orkiestrę symfoniczną. Różnią się jednak dynamiką i wymową. Pierwsza z nich cechuje się lekkością i żywiołowością. Gdyby przyrównać do niej jakąś czynność, można by powiedzieć że obrazuje jakąś radosną zabawę, na przykład dziecka ze swoim psem – szczególnie na początku. Druga jest znacznie poważniejsza i cięższa, choć miejscami, wcale nie wolna. Nawiązuje do nich także "Anna's Etude and Variations" Łazarkiewicza, utwór, który podobnie jak sonaty, przeznaczony jest na fortepian. To wyraźne zaakcentowanie faktu, że muzyka filmowa ma swoje korzenie w muzyce klasycznej. Nic lepiej tego nie udowodni, jak zestawienie obu gatunków na takiej płycie.

Osiągnięcia niemieckiego kompozytora w dziedzinie muzyki kameralnej, najlepiej poznać na przykładzie Kwartetów. Pisane z myślą o sekcjach smyczkowych, wybitnie wskazują na niezwykłe umiejętności Beethovena w tworzeniu wspaniałych form i faktur. Zamykający soundtrack kwartet, "String Quartet No. 9 in C Major, Op. 59 No. 3 Razumovsky", jest szczególnie wart uwagi, a to ze względu na wpływy rosyjskiego folkloru, jaki można weń usłyszeć. To swego rodzaju hołd dla księdza Razumovsky'ego, któremu był dedykowany. Na płycie znalazł się także utwór uważany za jeden z najwybitniejszych - "Variations in C on a Waltz by Diabelli, Op. 120". Wariacja ta stanowi o prawdziwym szczycie technicznych możliwości, wirtuozerii, i co najważniejsze - nowatorskim podejściu do pisanej muzyki. Z kolei, o bogactwie samego soundtracku, świadczyć może otwierająca go Fuga. To ona jako pierwsza uzmysławia słuchaczowi, że nie będzie słuchał tylko kompilacji z najważniejszymi kompozycjami Beethovena, ale także, będzie mógł wczuć się w atmosferę XIX-wiecznej muzyki. Do nagrań wykorzystano autentyczne instrumenty sprzed dwóch wieków. Przykładowo wiolonczelę i skrzypce, których pudła rezonansowe były kiedyś nieco innych kształtów, co znacząco wpływało na ich dźwięk.

Niewątpliwie, najważniejsza jest jednak IX Symfonia. Zarówno w filmie, jak i na płycie (naturalnie, nie znalazła się ona tutaj w całości – jedynie czwarta jej część). Jest przeszło sto wersji nagrań tego dzieła. Przed realizacją filmu, twórcy musieli wybrać, która z nich się w nim pojawi. Ostatecznie, po wielu dyskusjach i przesłuchaniach zdecydowano się na Haitinka, ze względu na wzniosłość i dynamikę. Historia powstania utworu, znanego też jako "Symfonia Radości", jest równie dramatyczna, jak on sam. Beethoven był wielkim miłośnikiem poematu Fryderyka Schillera pod tytułem "Oda do radości", odkąd go poznał, zapragnął połączyć jego słowa, pod których wpływem się znajdował, ze swoją muzyką. Wiele lat upłynęło zanim zasiadł do pisania, a stało się to gdy zaczął już tracić słuch. Nie mógł więc sprawdzić, czy to co komponuje brzmi tak jak sobie to wyobraża, polegać mógł wyłącznie na swojej wyobraźni. W rezultacie stworzył siedemdziesięciominutowy monument nawiązujący ściśle do romantyzmu.

Monument, który zaliczany jest do najwspanialszych w dziejach. Przepełniony emocjami, namiętnością, zawierający niezliczone pokłady treści i najróżniejszych uczuć. Czwarta część, która znalazła się na soundtracku "Kopii mistrza" to przede wszystkim krzyk, rozpaczy i triumfu zarazem. Przy takiej emocjonalnej wzniosłości łatwo o zniesmaczenie. Nieumiejętnie budowany patos to malutki kroczek do banalnej górnolotności. Może od geniuszu do przesady, IX Symfonię pociągnęło niezrozumienie dla Beethovena, bo, pomimo absolutnej euforii podczas pierwszego koncertu (do tego stopnia, że spokój musiała zaprowadzić... policja), utwór przeszedł przez Europę bez większego echa. Dopiero w połowie XIX wieku, Ryszard Wagner dzięki poprowadzonemu przez siebie koncertowi, udowodnił że dzieło Beethovena nie jest kiczem, a doskonale skonstruowaną, przepiękną muzyką. Dziś na szczęście nikomu tego nie trzeba przypominać, a same dzieło znają wszyscy, chociażby dzięki Unii Europejskiej, której hymnem jest właśnie "Oda do radości" w wersji instrumentalnej.

Autor recenzji: Jakub Kośla


CD 1

01.

Grosse Fuge in B flat major, op.133

02.

Seid umschlungen, Millionen

03.

Piano Sonata No.5 in C minor, op.10 no. 1 - III Finale: Prestissimo

04.

Symphony No.9 in D minor, op.125 Choral - IV Presto

05.

Anna’s Etude and Variations - Antoni Łazarkiewicz

06.

Variations in C on a Waltz by Diabelli, op.120 - Variation XXIX

07.

Piano Sonata No.32 in C minor, op.111 - II Arietta: Adagio molto, semplice e cantabile

08.

String Quartet No.9 in C major, op.59 no.3 "Razumovsky" - II Andante con moto, quasi allegretto

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz