• Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The
  • Missing Link

Jurassic Park III

data publikacji: 10/04/2007

Park Jurajski 3

Jurassic Park III

"...większość to nieznośny action score, bez żadnego ładu i składu..."

Kompozytor: Don Davis

Rok produkcji: 2001

Wytwórnia: Decca / Universal

Czas trwania: 54:21 min.

 

I stało się, choć było to do przewidzenia. Przed "sequelmanią" nie obroniły się nawet prehistoryczne gady. Mimo iż fascynacja rozbudzona przez film Spielberga z 1993 roku fascynacja genetycznie wskrzeszonymi dinozaurami nie trwała przez kolejne obrazy o takiej tematyce, na pewno nie wyczerpał się ich potencjał do przynoszenia pieniędzy. Już sam tytuł obrazu: "Park Jurajski III" pachniał kiepskim kinem, a kluczowe zmiany na liście płac tylko upewniały, że nie czeka nas nic porywającego. Kto mógłby zrobić lepszą muzykę do tego niewątpliwie nudnego obrazu niż John Williams? Kto mógłby w tą tandetną historię tchnąć więcej życia niż mistrz soczystych tematycznie partytur? Chyba nikt. Do przewidzenia więc było, że ścieżka dźwiękowa Dona Davisa nie dorówna poprzedniczkom. W ten sposób w 2001 roku powstał zdecydowanie najgorszy soundtrack z Parkiem Jurajskim w nazwie, którego osobiście nie polecam nawet najbardziej zapalonym miłośnikom filmu.

To, co jest widoczne już od pierwszych chwil soundtracku z nowego Parku Jurajskiego to ogromne przywołania Williamsowskich tematów. Ujawniają się one szczególnie mocno w filmie. Na płycie jest ich mnie, tylko ze względu na wydanie krążka, którego większość to nieznośny action score, bez żadnego ładu i składu. O ile samo przypominanie motywów Williamsa nie jest niczym dziwnym i złym, w końcu takie prawo squela, o tyle przerażająca jest pewnego rodzaju "arogancja" Dona Davisa. Otóż usiłował on nanosić "poprawki" na nuty mistrza! Chciał polepszyć to, co już było wspaniałe, tylko, po co? Jeżeli każda nuta utworów jest doskonała to, dlaczego ktoś miałby niszczyć prawdziwy geniusz i piękno?

To jak zostały potraktowane dwa najważniejsze tematy "Parku Jurajskiego" jest wręcz karygodne. Wydawać się może, że Davis dostał zapisy prac Williamsa już po przejściu przez niszczarkę, a próby posklejania geniuszu zakończyły się niepowodzeniem. Dowodem tego może być wiele błędów w najnowszej muzyce do sequela "Parku Jurajskiego". Razi zbyt szybkie tępo i bezsensowne zanikanie i nagłe pojawianie się melodii. Nuty Williamsa już nie pasują do siebie, po prostu tracą niepowtarzalność i magię. Jakby tego było mało Davis przetwarza nawet motywy poboczne pierwszego filmu z serii. Prawdziwego szoku doznamy przy wysłuchiwaniu Davisowkiego odpowiednika "Marszu Parku Jurajskiego". Czeka nas w nim istna muzyczna "kaszanka". Genialny, napięty i niezwykle wciągający motyw zamiast zachwycać i porywać, budzi śmiech i zniesmaczenie. Don Davis musi sobie zapamiętać, że nawet najlepszy miks Williamsa zawsze pozostanie tylko cieniem mistrza.

Na tym nie koniec muzycznych wspomnień z roku 1993, choć reszta z nich nie jest już tak drastycznie zmiksowana i denerwująca. Możemy usłyszeć "złowieszcze" puzony, z "T-Rex Rescue & Finale" czy niepokojącą melodię z "High-Wire Stunts". W większości inwencja twórcza Davisa ograniczyła się do "przetworzenia" motywów Williamsa, a dało to efekt, co najmniej nienajlepszy. Z pewnością potencjał tworzenia tego kompozytora zostałby o wiele lepiej spożytkowany, w postaci nowych tematów. Tych jest niestety bardzo mało, praktycznie ograniczają się tylko do jednego motywu rodziny Kirbów. Ten, choć przypomina w swoim stylu "Theme From Jurassic Park", to stoi za nim bardzo daleko w tyle i nie może się z nim równać. Taka dawka nowości jest zdecydowanie zbyt mała by zaskoczyć czymś pozytywnym miłośnika poprzednich płyt z serii.

Jednym z niewielu dobrych wątków tego soundtracku jest wykorzystanie chórów, których brak było w "Zagubionym Świecie". Ludzki głos dobrze sprawdza się w muzyce akcji, która jednak wciąż nie potrafi wyjść z cienia pierwszego "Parku Jurajskiego". Wokale nie lepiej sprawdzają się w mistycznej i magicznej części płyty. Chóry z "Brachiosaurus on the Bank" wydają się być sztuczne. Nie mają magii sprzed ośmiu lat, tej niewiarygodnej i anielskiej głębi. Co prawda w połączeniu z obrazem dostojnych roślinożerców radzą sobie całkiem nieźle, ale poza filmem wciąż nie mogą równać się ze swoimi pierwowzorami.

Jak już pisałem większość zawartości krążka to męcząca muzyka akcji, która jest bardzo chaotyczna, pozbawiona nawet namiastki melodii czy jakiegokolwiek ładu. Wielki John Williams nawet w bardzo nieprzewidywalnej muzyce potrafił umieścić coś, co przyciągało słuchacza. Tu jest wręcz odwrotnie, ta część soundtracku zwyczajnie odpycha. Co prawda action score poprawnie radzi sobie w filmie, ale to zadanie spełnia większość dzisiaj komponowanych ścieżek dźwiękowych, i tu "Park Jurajski III" nie wychyla się ponad przeciętną. Kiedy akcja filmu nie pędzi na złamanie karku muzyka również działa całkiem poprawnie, ale to jest już raczej zasługa spadku po wcześniejszych soundtrackach z serii. Davis po prostu wykorzystuje nakreślone przez Williamsa schematy.

Zaprawdę dziwna to recenzja, w której nazwisko Williams występuje częściej niż kompozytora ścieżki dźwiękowej. Niestety taka właśnie jest ta muzyka - więcej w niej niepoprawnie zmiksowanej partytury dyrygenta Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej niż nowatorskiego brzmienia. Jednak mimo wszystko nie jest to zupełnie fatalny soundtrack. Całkiem poprawnie uwypukla film i ma kilka ciekawych momentów na płycie. Więc czemu końcowa ocena jest tak niska? Otóż nie wyobrażam sobie, by trzy nutki dostała ścieżka, która praktycznie wszystko, co oferuje, ograniczało się do recyklingu. Na dodatek zaprzepaszczając większość z genialnych brzmień Williamsa. Całkiem niezłą współpracę z filmem zawdzięcza tylko i wyłącznie podążaniu "krok w krok" drogą wcześniejszych ścieżek dźwiękowych z Parków Jurajskich. Denerwować może wydanie krążka, na którym pełno anonimowej i chaotycznej muzyki akcji. I wreszcie niszczenie idealnych tematów z pierwszego filmu sagi, które może przyprawić o ból głowy, a przynajmniej gehennę. Resztki dobrego wrażenia są niszczone przez ostatni utwór płyty. "Swojską" pioseneczkę, która kompletnie nie pasuje do całości. Tak więc, podsumowując: Don Davis zawiódł - choć tego można było się spodziewać.

Autor recenzji: Bartosz Kuśmierz


CD 1

01.

Isla Sorna Sailing Situation

02.

The Dinosaur Fly-By

03.

Cooper's Last Stand

04.

The Raptor Room

05.

Raptor Repartee

06.

Tree People

07.

Pteranodon Habitat

08.

Tiny Pecking Pteranodons

09.

Billy Oblivion

10.

Brachiosaurus on the Bank

11.

Nash Calling

12.

Bone Man Ben

13.

Frenzy Fuselage

14.

Clash of Extinction

15.

The Hat Returns / End Credits

16.

Big Hat, No Cattle - Randy Newman

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Brian 27-10-2012, 16:21

Recenzja jest mocno hejterska. Recenzent chyba nie mógł się pogodzić z tym, że to nie Williams komponował. "Bone Man Ben" na dwa? Wolne żarty. Dla mnie płyta na 3.5, ale że nie ma połówek to dociągam do czwórki.


Andy 14-02-2015, 17:48

Zgadzam się. Przesadziłeś z oceną, Bartek. Moim zdaniem motywy Williamsa są właśnie bardzo fajnie przetworzone, a muzyka akcji niewiele ustępuje williamsowskiej.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz