• Silence
  • Get Out
  • Allied
  • Thank You for Your Service
  • Marie Curie

Chronicles of Narnia, The: The Lion, The Witch and The Wardrobe – score

data publikacji: 15/09/2005

Opowieści z Narni: Lew, Wiedźma i Stara Szafa

Chronicles of Narnia, The: The Lion, The Witch and The Wardrobe – score

"...w samym filmie działa wprost doskonale..."

Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Walt Disney Records

Czas trwania: 70:44 min.

Magia zawsze inspirowała artystów do tworzenia rzeczy niezwykłych. Najpiękniej chyba jednak spełniała ona swoją rolę w literaturze. Pisarze kreowali wspaniałe krainy, niezwykłe postacie i zjawiska, które nie znajdowały uzasadnienia w ludzkiej logice. Jednak ich istnienie twórcy tłumaczyli zawsze bardzo łatwo, mówiąc, że to po prostu magia... Jednym z największych dzieł literatury, przepełnionych taką właśnie magią, jest seria książek C.S. Levisa opowiadających o Narnii – niezwykłej i pięknej krainie, w której zwierzęta mówią ludzkim głosem. Przeniesienie którejś z części "Opowieści z Narnii" na kinowy ekran było tylko kwestią czasu. Ten czas nadszedł, gdy widzowie po sukcesie trylogii "Władcy Pierścieni" zapragnęli oglądać więcej magii, którą w końcu doskonale opanowali specjaliści od efektów specjalnych. I tym sposobem magia kina spotkała się z magią twórczości C.S. Levisa, aby powstał jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów roku 2005 – "Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa".

 

W przypadku filmów z gatunku fantasy jednym z najistotniejszych elementów jest muzyka. Można było się o tym przekonać przy okazji takich obrazów jak "Harry Potter", "Willow" czy "Władca Pierścieni". Muzyka tam spełniała rolę pewnego uzupełnienia dla ostatecznej wizji, która miała wręcz emanować magią. Nie inaczej miało być w przypadku "Opowieści z Narnii". Po sukcesie Howarda Shore’a i jego Oscarach za "Władcę Pierścieni", wszyscy wyczekiwali z nadzieją czy ekranizacja kolejnego arcydzieła literatury fantastycznej ponownie olśni niezwykłą muzyką. Zadanie sprostania tym oczekiwaniom przypadło kompozytorowi, który nie tak dawno zachwycił niemal wszystkich swoją muzyką do filmu Ridley’a Scotta – "Królestwo Niebieskie". Tym kompozytorem jest oczywiście Harry Gregson-Williams – młody twórca podkreślający w każdym wywiadzie swoją fascynację Hansem Zimmerem. Tak więc można powiedzieć, że oczekiwania względem tego kompozytora były zdwojone, ponieważ z jednej strony wszyscy liczyli na świetną partyturę do "Opowieści z Narnii" a jednocześnie zastanawiano się, czym po "Królestwie Niebieskim" Harry Gregson-Williams może jeszcze zaskoczyć. W ramach tego przydługiego, choć koniecznego wstępu warto jeszcze wspomnieć, że wytwórnia Walt Disney Records postanowiła dość znacząco zaangażować się w promocję ścieżki dźwiękowej do "Opowieści z Narnii" rozkręcając poważną kampanię reklamową. Jednym z jej elementów było kolekcjonerskie wydanie albumu muzycznego z "Opowieści z Narni", który oprócz tradycyjnej ścieżki dźwiękowej, posiadałaby jeszcze dodatkowo płytę DVD, książeczkę oraz odpowiednią oprawę. Właśnie takie wydanie postanowiłem niżej opisać...

 

Kilka słów o CD...

 

Jak już wspomniałem, oczekiwania względem muzyki do "Opowieści z Narnii" były spowodowane głównie niezwykłym powodzeniem partytury Howarda Shore’a do "Władcy Pierścieniu". Zastanawiano się czy Harry Gregson-Williams skomponuje równie monumentalne i zajmujące dzieło okraszone licznymi, dogłębnie przemyślanymi tematami. Niewiele osób jednak zauważało, że tak naprawdę oprócz wspólnego gatunku literackiego, niewiele łączy "Opowieści z Narnii" i "Władcę Pierścieni". Dzieło Levisa w przeciwieństwie to tego, co stworzył Tolkien, jest opowieścią dla dzieci. Tym samym film "Opowieści z Narnii" jest adresowany do dużo młodszej widowni niż dzieło Petera Jacksona. Film Andrew Adamsona można nawet śmiało nazwać kinem familijnym. Dlatego też wszelkie porównania obu tych filmów a szczególnie ich ścieżek dźwiękowych są pomysłem jak najbardziej chybionym. Niemniej pewne podobieństwa wynikające z rozmachu historii narzucają stałe elementy, bez których muzyka do "Opowieści z Narni" nie mogłaby się obejść. Mowa oczywiście o tematach, które są takim stałym elementem ścieżek dźwiękowych wszystkich wielkich widowisk filmowych. Poza tym bardzo ważny jest także sposób przedstawienia tych tematów, czyli tak zwana forma. Wszystkie te elementy składające się na dobrą ścieżkę dźwiękową są oczywiście dobrze znane Harry’emu Gregson-Williamsowi, który uwzględnił je w "Opowieściach z Narni"...

 

Na płycie z muzyką do "Opowieści z Narnii" znajdziemy kilka tematów muzycznych, które przypisane są najważniejszym postaciom filmu. Są one bardzo złożone, rozbudowane i sprawiają wrażenie jakby Harry Gregson-Williams miał świadomość, że film tworzony z takim rozmachem wymaga muzyki budzącej respekt swoim poziomem technicznym. Tak więc z bardziej wyróżniających się tematów można wychwycić tutaj, między innymi, temat Białej Czarownicy, pojawiający w kompozycji "The White Witch". Jest on bardzo mroczny i chłodny, co bardzo dobrze pasuje do tej postaci, która jest w filmie przedstawiana jako symbol czystego zła. Utwór ten, przez swego rodzaju surowość i stricte akustyczne brzmienie, jest chyba jedyną kompozycją kojarzącą się z "Władcą Pierścieni". Pomagają w tym bardzo charakterystyczne chórki, do których przyzwyczaił nas już Howard Shore. W podobnej, dość mrocznej tonacji jest utrzymane także "The Stone Table" tyle, że tutaj większą rolę odgrywają już instrumenty perkusyjne, które wprowadzają w tą kompozycję sporo dramatyzmu. Jest to jak najbardziej na miejscu skoro utwór ten towarzyszy scenie rytualnego zabójstwa Aslana... Dość wyraźnie rysuje się tutaj także temat Pana Tumnusa, który wykonywany jest na elektrycznych skrzypcach. Jest to pierwsza kompozycja, jaką słyszymy w filmie po pojawieniu się na ekranie Narnii. Tym samym kompozytor w ten obcy i mistyczny świat wprowadza nas właśnie za pomocą dość tajemniczego i obco brzmiącego dźwięku elektrycznych skrzypiec. To dość ciekawy zabieg, który jednak słuchany z płyty bez uprzedniego zapoznania się z filmem może zostać niezrozumiały. 

 

Kolejną, bardzo charakterystyczną kompozycją jest "A Narnia Lullaby", czyli narnijska kołysanka. Trudno sobie wyobrazić żeby jakieś dziecko mogło zasnąć przy tym utworze, skądinąd jest on bardzo ciekawy ze względu na główny instrument. A jest nim duduk. Co ciekawe na filmie owa kołysanka jest wykonywana przez Pana Tumnusa, który gra na dość dziwnej, rozdwojonej fujarce. Harry Gregson-Williams dostał w tym miejscu wolne pole od reżysera i mógł przypisać temu, tak naprawdę nieistniejącemu, instrumentowi jakikolwiek dźwięk. Wybór padł na duduka, który budzi ostatnio sporo kontrowersji pośród osłuchanych miłośników muzyki filmowej. A to dlatego, że przez swoją etniczną wieloznaczność ten instrument jest wręcz nadużywany przez kompozytorów filmowych do zaznaczania różnych odmienności kulturowych i geograficznych. Harry Gregson-Williams pisząc muzykę do "Opowieści z Narnii" miał przed sobą jedynie białą kartę, na której mógł napisać cokolwiek. Nikt tak do końca nie wiedział jak powinna brzmieć rdzenna muzyka Narnii, dlatego to właśnie ten kompozytor był odpowiedzialny za nadanie tej krainie odpowiedniej "muzycznej tożsamości". Trochę szkoda, że panu Gregson-Williamsowi wystarczyło wyobraźni tylko na duduka, którego zarówno on, jak i jego koledzy z Media Ventures używają chyba już wszędzie... Do najlepszych utworów na krążku należy bez wątpienia majestatyczny "The Battle" pojawiający się (jak nazwa wskazuje) w bitwie będącej kulminacyjnym momentem filmu. Muzyka ilustrująca tą scenę bez wątpienia podkreśla jej podniosłość. Kompozytor używa tutaj mnóstwa masywnych brzmień, fanfar i potężnych chórów, które w filmie dosłownie wciskają w fotel. Trochę gorzej jest ze słuchaniem tej muzyki poza obrazem. "The Battle" sprawia wrażenie bardzo nierównej i poszatkowanej kompozycji, która złożona jest z kilku podniosłych zrywów i mnóstwa przerw uzupełnianych programowalną perkusją.

 

Jednak obok tych wszystkich tematów, z których jedne są bardziej słyszalne niż inne, ważniejsza jest forma, w jakiej jest to wszystko podane. Mianowicie Harry Gregson-Williams postanowił w "Opowieściach z Narni" nawet nie próbować identyfikować stylistyczne muzyki ze swoistą etniką Narni. Tym samym "A Narnian Lullaby" jest tak na dobrą sprawę jedynym utworem, w którym mamy okazję poznać "narnijską muzykę". Podjęty tutaj motyw duduka nie pojawia się dalej na płycie, a muzyka swoją formą nie przystaje do wizji starożytnego i fantastycznego świata. Kompozytor serwuje nam za to mnóstwo elektroniki i programowalnej perkusji, która całość zbliża bardzo do popu. Przykładem tego może być przedziwna wokaliza Lisabeth Scott pojawiająca się z charakterystyczną perkusją na napisach początkowych, czyli w utworze "Evacuating London"... Wszystko trochę przypomina dokonania duetu E.S. Posthumus na jego jedynej, jak do tej pory, płycie "Unearthed" gdzie można znaleźć klasyczne brzmienie orkiestry i chóru połączone z nowoczesną elektroniką... Trudno orzec czy był to świadomy krok czy może Harry Gregson-Williams, poza dudkiem, nie mając pomysłu na rdzenną muzykę Narni, postanowił wykorzystać wszystkie te narzędzia, które do tej pory doskonale się u niego sprawdzały i napisać typową dla siebie ścieżkę dźwiękową. Faktem jednak jest, że wiele osób takie posunięcie traktuje jako coś bardzo kontrowersyjnego i niezbyt odpowiadającego randze filmu. To jednak najlepszy dowód na to, że te osoby nie widziały filmu! Muzyka, która słuchana z płyty razi wtórnością i naiwnym zagłębianiem się w elektroniczny styl Media Ventures, w samym filmie działa wprost doskonale. Można nawet powiedzieć, że takie skontrastowanie nowoczesnej i nieco popowej partytury ze starożytną i mistyczną Narnią, tworzy nową jakość, która wyróżnia ten film od innych należących do gatunku fantasy. Poza tym taki kontrast w połączeniu z bardzo wyrazistą formą, podkreślaną przez tematy i wszechobecną perkusję sprawia, że muzyka Gregson-Williamsa jest łatwo zauważalna w filmie. Jest to oczywiście jej zaletą, ponieważ o ile nie przeszkadza to w filmie, to właśnie taka muzyka skłania ludzi do zainteresowania się muzyką filmową i kupowania płyt... Nie bez powodu większość miłośników tego rodzaju muzycznego swoją pasję rozpoczęło dzięki dokonaniom Media Ventures. A kiedy już kupi się płytę z "Opowieści z Narni" to na pewno nie będzie ona rozczarowaniem, ponieważ kompozytor doskonale utrzymał tutaj równowagę między funkcjonalnością muzyki w filmie jak i słuchalnością poza nim.

 

 

Wypada oczywiście wspomnieć jeszcze o wadach tej muzyki, które są jednak nieliczne. Przede wszystkim trochę mogą martwić tematy, które mimo, że są bardzo złożone i miłe dla ucha, nie mają przysłowiowego haczyka. Cała tematyka "Opowieści z Narni" ginie w przewadze bezkształtnej muzyki opartej wyłącznie na kombinacyjnej formie, łączącej elektronikę z brzmieniem orkiestry. Poza tym wszelkie heroiczne i podniosłe partie chórów, nie mają w sobie siły, która mogłaby imponować dłużej niż jeden sezon. Tym samym trudno oprzeć się wrażeniu, że ścieżka dźwiękowa z "Opowieści z Narni", podobnie jak inne popowe przeboje, jest hitem jednego sezonu. Brak tutaj tej ponadczasowej mocy, która sprawia, że tematy z takich filmów jak "Matrix" czy "Władca Pierścieni" przechodzą do historii, albo wręcz ją tworzą.... Harry Gregson-Williams komponując taką muzykę pokazał, że w każdym gatunku filmowych czuje się dobrze. "Opowieści z Narni" są filmem familijnym i taką właśnie muzykę posiadają: czasem smutną, czasem wesołą a jeszcze innym razem zapierającą dech w piersiach. Jednak przede wszystkim jest to muzyka lekka i przyjemna, której po obejrzeniu filmu słucha się z wielką ciekawością, bez problemu kojarząc konkretne sceny. Może i pojawiają się tutaj pewne nawiązania do wcześniejszych dzieł tego kompozytora ("Królestwo Niebieskie"), czy nawet innych twórców (jak w utworze "Only the Beginning of the Adventure" miejscami łudząco podobnym do "Atlantis: The Lost Empire"Jamesa Newtona Howarda). Poza tym płyta kończy się aż czterema, niezbyt porywającymi piosenkami, które dość fragmentarycznie oddają klimat filmu. Co ciekawe, najlepsza z nich, czyli "Where" śpiewana przez Lisabeth Scott, mimo że zawiera temat skomponowany przez Harry’ego Gregson-Williamsa do "Opowieści z Narni", nie pojawiła się w filmie... Jednak nadal słucha się tego krążka z wielką przyjemności i bez wątpienia ta płyta rozpocznie przygodę z muzyką filmową wielu osób...

 

Kilka słów o DVD...

 

Jak już wspominałem wytwórnia Walt Disney Records postanowiła sporo zainwestować w muzykę do filmu "Opowieści z Narnii" i wydać oprócz podstawowej ścieżki dźwiękowej, także specjalną wersję kolekcjonerską. Tym samym w, widocznym wyżej, tekturowym opakowaniu oprócz płyty z muzyką, można znaleźć także płytę DVD oraz kilkunastostronicową książeczkę poświęconą ścieżce dźwiękowej. W książeczce znajdziemy przede wszystkim bardzo ogólne informacje o charakterze muzyki oraz pojawiających się w niej tematach. Wszystko to jest uzupełnione fragmentami wywiadu z Harrym Gregson-Williamsem i zdjęciami z filmu. Poza tym znajdziemy w niej także pełną listę płac osób pracujących nad albumem i teksty wszystkich czterech piosenek pojawiających się na płycie. Dużo ciekawiej wygląda zawartość płyty DVD. Otóż znajdziemy na niej galerie zdjęć z filmu oraz galerię rysunków koncepcyjnych, w których przeglądaniu będzie nam towarzyszyć oczywiście muzyka Harry’ego Gregson-Williamsa. Poza tym istnieje tutaj możliwość obejrzenia najdłuższego chyba zwiastuna filmu "Opowieści z Narni" oraz szeregu filmów obrazujących powstawanie tej produkcji. Najważniejszy i najdłuższy z nich ukazuje oczywiście kulisy powstawania muzyki. Można w nim zobaczyć kompozytora opowiadającego o tym jak pracował, skąd brał inspiracje do "Opowieści z Narni" i jak wyglądają poszczególne tematy pojawiające się w filmie. Wywiad jest przerywany fragmentami sesji nagraniowej, na której to Harry Gregson-Williams dyryguje orkiestrą. Poza tym na płycie DVD zamieszczono jeszcze krótki film opowiadający o albumie "Chronicles Of Narnia: The Lion, The Witch And The Wardrobe - Music Inspired By", w którym pojawiają się wywiady z kilkoma wykonawcami z tej płyty. Całość jest zrobiona w bardzo przystępnej formie, ale niestety dostępna tylko w oryginalnej, anglojęzycznej wersji. Z pewnością jest to dodatek, który może się spodobać wielu osobom zafascynowanych filmem, ale nie widzę przeszkód żeby i inni nie znaleźli tutaj czegoś dla siebie...

 

Całe wydanie jest bardzo ciekawe i z pewnością zainteresuje wiele osób swoją zawartością. Takie wydania combo (CD+DVD) stają się ostatnio coraz częstsze i bez wątpienia nie jest to coś, co mogłoby się nie podobać. Jestem zdania, że pokazywanie procesu tworzenia muzyki filmowej, który jest przez wiele osób postrzegany jako zwykłe rzemiosło, jest bardzo pozytywnym zjawiskiem. W końcu widok kompozytora stojącego przed niemal setką muzyków i wielkim ekranem budzi respekt... Muzyka do "Opowieści z Narni" może nie należy do wybitnych ścieżek dźwiękowych, ale potrafi jednak przykuć uwagę już podczas oglądania filmu. Charakterystyczna popowa forma sprawia, że widz łatwiej odbiera taką muzykę i zaczyna się nią interesować. Jeśli to zainteresowanie będzie wystarczająco duże, taki widz być może kupić kolekcjonerskie wydanie muzyki do "Opowieści z Narni" i wtedy można być pewnym, że nie będzie to jego ostatnia płyta z muzyką filmową. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak polecić to wydanie i życzyć miłej podróży do Narni...

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

The Blitz, 1940

02.

Evacuating London

03.

The Wardrobe

04.

Lucy Meets Mr. Tumnus

05.

A Narnia Lullaby

06.

The White Witch

07.

From Western Woods to Beaversdam

08.

Father Christmas

09.

To Aslan's Camp

10.

Knighting Peter

11.

The Stone Table

12.

The Battle

13.

Only the Beginning of the Adventure

14.

Can't Take It In - Imogen Heap

15.

Wunderkind - Alanis Morissette

16.

Winter Light - Tim Finn

17.

Where - Lisbeth Scott

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Tina 08-05-2013, 13:17

Bezbłędny score. A piosenki (,,Cant take it in, ,,Where i ,,Wunderkind) są bajeczne! Ach, ,,Evacuating London, ,,The Wardrobe, ,,To Aslans camp, ,,The stone table czy ,,The battle - od tej ścieżki zaczęła się moja przygoda z muzyką filmową.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz