• Sztuka kochania
  • Tortue Rouge, La (Red Turtle, The)
  • Guardians of the Galaxy, Vol. 2
  • Så som i Himmelen (As It Is in Heaven)
  • Sling Blade

Batman Forever – score

data publikacji: 19/06/2011

Batman Forever

Batman Forever – score

"...Amerykanin jest tu wyraźny i oryginalny, ale nie nowatorski..."

Kompozytor: Elliot Goldenthal

Rok produkcji: 1995

Wytwórnia: Atlantic / Warner Bros. / WEA

Czas trwania: 44:11 min.

W rządzącym się niemożliwymi do precyzyjnego określenia prawami świecie sztuki, zawsze istniało zjawisko spychania na peryferia sceny kulturalnej nietuzinkowych czy niekiedy wręcz wybitnych twórców. Historia odnotowuje multum przypadków, w których wspaniali artyści, w wyniku niesprawiedliwego przesunięcia na margines, nie otrzymali za życia, wydawałoby się, należnej im nobilitacji, nie mogąc czasem nawet w pełni rozwinąć skrzydeł. Takim właśnie, sztucznie zdeklasowanym twórcą jest Elliot Goldenthal. Jego obraz w oczach krytyków oraz słuchaczy maluje się co prawda dostojnie i elegancko, ale zdecydowanie za mało barwnie, co rzutuje na pozycję, jaką ma on na scenie muzyki filmowej. Nie wiedzieć czemu bardzo rzadko, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat w ogóle, nie powierza mu się prac nad wielkimi, rozbuchanymi produkcjami, w których, jako świetny rzemieślnik i dobry tematyk, na pewno by się sprawdził. Chętnie usłyszałbym go w jakimś filmie przygodowym, epickim (np. w "Robin Hoodzie", "Avatarze", w kinie akcji ("Transformers") lub animowanym. Właśnie techniczna perfekcja czy wręcz efekciarstwo jest niezbędne w tego typu partyturach. Elliot jest ponadto w stanie odnaleźć się w wielu różnych stylach i z łatwością nimi żonglować. Potrafi jednak przy tym zachować głos własny. Przede wszystkim objawia się on w unikatowości brzmienia, wynikającej ze skłonności Amerykanina do eksperymentatorstwa, głównie na polu instrumentacyjnym – eksperymentatorstwa rozpatrywanego oczywiście w kategorii standardów filmowych, nie w ogólnym ujęciu muzycznym (nad tym trzeba by się już poważniej zastanowić). W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku kompozytor miał parę sposobności do zaprezentowania wachlarza swoich możliwości, co wymownie zrobił na przykład w "Batmanie Forever".

Sukcesy filmów Tima Burtona o najmroczniejszym z superbohaterów nie pozostawiały studiu Warner wątpliwości co do opłacalności dalszego prowadzenia serii. Po raz kolejny zbudowano więc obsadę w oparciu o znane nazwiska (Tommy Lee Jones, Jim Carrey, Nicole Kidman) oraz przywiązano wagę do atrakcyjności wizualnej, ale wprowadzono przy tym szereg zmian, przede wszystkim na stanowisku reżysera, odtwórcy roli tytułowej i oczywiście kompozytora, co wpłynęło znacząco na wymowę filmu. Wydawałoby się, że najtrudniejsze zadanie stanęło przed Elliotem Goldenthalem: musiał się on bowiem zmierzyć z elfmanowską legendą. Myślę jednak, że popularność dzieła rudego Kalifornijczyka i wpisanie go do kanonu muzyki filmowej to konsekwencje nieco późniejsze. Jego rodak z Nowego Jorku nie był więc skazany na z góry przegraną walkę z kolosem gatunku pokroju "Gwiezdnych wojen", lecz w rzeczywistości ze średnio rozpoznawalną partyturą, która dla wielu wcale nie stanowiła wizytówki Batmana. Goldenthal sam zresztą podkreślał w wywiadach, że nie czuł żadnej presji; ani tematycznej, ani stylistycznej. No właśnie – "tematycznej". Obecnie to elfmanowski pięcionutowiec uważany jest za kultowy. Jak zatem wypada przy nim twór entuzjasty polskiej awangardy lat 50-tych i 60-tych? To chyba kwestia gustu. Oba tematy funkcyjnie prezentują się bowiem podobnie. U Daniela Roberta występuje układ tonika/tonika VI (h-moll/G-dur), a motyw podstawowy tematu Elliota opiera się w zasadzie na tym samym, z tym że drugi akord jest mollowym trójdźwiękiem jednoimiennym (c-moll/as-moll), choć potem harmonia staje się już bardziej zaawansowana. Podobnie było z Zimmerem, który nie chcąc nawet nawiązywać do "jolly theme" HZ i tak to w pewnym sensie uczynił (d-moll/B-dur). Rysunek Elfmana jest prostszy, krótszy i mroczniejszy (możliwe, że dzięki temu bardziej chwytliwy), a Goldenthala bardziej rozwlekły, "szlachetniejszy". Oba są jednak z pewnością trafne. Tak czy inaczej, rozpoznawalność każdego z nich poza granicami występowania soundtrackowych apologetów oscyluje na podobnych poziomach.

Trafność tematu głównego nie jest oczywiście jedyną zaletą partytury Elliota. Na pierwszy plan wybija się wspaniała, miejscami bardzo oryginalna orkiestracja. Jej efektowność można usłyszeć już w pierwszej pozycji, począwszy od ciekawej, szeleszcząco-metalicznej perkusji, po intrygujące brzmieniowo cresendo (1:05 – 1:08), gdzie ekstatyczny chłopięcy chór (może z syntezatora) sprzężony z trylami instrumentów dętych blaszanych, tworzy niezwykłe wrażenie silnego, mroźnego wiatru świdrującego za oknem. Moc brzmieniowa kompozycji Goldenthala jest ogromna. W utworach "Perpetum Mobile", "Victory", "Spank Me! Overture" czy "Batterdammerung" niemal czuje się prawdziwą, fizyczną siłę potężnej orkiestry.

Na dodatek herkulesowość występuje tu w zestawieniu z szaleństwem, czego świadectwem jest na przykład pozbawione hamulców "Gotham City Boogie" z charakterystycznymi, pędzącymi motywami smyczków i kroczącą podstawą basową (fortepian, kontrabas).

Jeszcze bardziej obłędne jest "Nygma Variations (An Ode To Science)" – zniekształcone organy Hammonda, big bitowy bas, dudniąca elektronika, “marsjański" chór, cyrkowa rytmika, skrzypcowe recytatywy oraz, co najbardziej interesujące, odtworzenie fragmentu od tyłu (!). "Karnawałowe" dzieło Schumachera potrzebowało takiej menażerii smaków. Kompozytor wykonuje istne susy stylistyczne. Innym tego przykładem może być zgrabna "suita taneczna" "Mr. E's Dance Card (Rhumba, Foxtrot, Waltz & Tango)" albo walc "Two-Face Three Step". Dzięki temu muzyka, mimo swojej mocarności i mroku, zdaje się być "mozaikowa", migocząca, różnorodna – anarchiczna, ale przy tym zaskakująco spójna, nie głupia i bezładna, jak sam film.

Goldenthal nadał "Batmanowi Forever" specyficzne, szorstkie brzmienie, osiągając je poprzez szerokie użycie instrumentów dętych blaszanych, przy eksponowaniu ich wysokich rejestrów i stosowaniu "wzburzonej" artykulacji (tremolo, sul ponticello, frullato, tryle wargowe…), a także ograniczeniu instrumentów dętych drewnianych, których zadaniem jest przeważnie tylko rwane akcentowanie lub dyskretne uzupełnianie barwy. Duży wpływ na ową chropowatość ma także lubowanie się kompozytora w ostrych dysonansach. Wyraźnie słychać u niego fascynację wspomnianą awangardą lat 50/60-tych; głównie Lutosławskim, trochę mniej Pendereckim. Tendencja Amerykanina do budowania motywów na rozłożonych akordach i dużych skokach interwałowych ma swoje źródło zapewne właśnie w twórczości Lutosławskiego ("The Perils Of Gotham", "Main Title & Fanfare").

Mimo wielu zalet tej kompozycji, wystawienie maksymalnej oceny byłoby nieco niesprawiedliwe. "Batman Forever" to świetna, technicznie doskonała rozrywka, ale, poza eksperymentami brzmieniowymi, za które należą się największe pochwały, nie była niczym nowym w muzyce filmowej. Danny Elfman wniósł do niej nieznaną wcześniej jakość, stając się muzycznym odbiciem osobliwego stylu Tima Burtona. Elliot Goldenthal nie, lecz trudno powiedzieć, żeby miał ku temu sposobność. Do pionierstwa ilustracyjnego potrzeba pionierskiego obrazu, a nie papki dla niemowląt. Amerykanin jest tu wyraźny i oryginalny, ale nie nowatorski w kwestii opisu dźwiękowego. Jego polot powinien jednak zostać doceniony.

Autor recenzji: Andrzej Szachowski


CD 1

01.

Main Titles & Fanfare

02.

Perpetuum Mobile

03.

The Perils of Gotham

04.

Chase Noir

05.

Fledermausmerschmusik

06.

Nygma Variations (An Ode to Science)

07.

Victoria

08.

Descent

09.

The Pull of Regret

10.

Mouth to Mouth Nocturne

11.

Gotham City Boogie

12.

Under the Top

13.

Mr. E's Dance Card (Rumba, Fox-Trot, Waltz & Tango)

14.

Two-Face Three Step

15.

Chase Blanc

16.

Spank Me! Overture

17.

Holy Rusted Metal

18.

Batterdammerung

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz