• Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan

Chronicles of Narnia, The: Prince Caspian

data publikacji: 27/05/2008

Opowieści z Narnii: Książę Kaspian

Chronicles of Narnia, The: Prince Caspian

"...przemyślana, profesjonalnie napisana partytura..."

Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok produkcji: 2008

Wytwórnia: EMI / Walt Disney Records

Czas trwania: 74:02 min.

Tak oto wytrwaliśmy, chyba bez większych uszczerbków na zdrowiu, do jednej z najbardziej oczekiwanych muzycznych premier tego roku. Od razu nasuwa się zatem pytanie: czy praca Harry’ego Gregson-Williamsa warta jest tylu nerwów? Jak zwykle nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale niewątpliwie nie obeszło się bez zawodu, przynajmniej w moim przypadku, mimo że otrzymaliśmy score nieco ciekawszy od poprzedniego. Jego większa atrakcyjność w stosunku do pierwszej części wynika głównie z innej koncepcji filmu. Teraz akcja przenosi się z przytulnej starej szafy na krwawe pole bitwy. Mamy znacznie więcej mroku i przemocy, a przez większość czasu na ekranie goszczą sceny batalistyczne. Zmianie ulega tym samym sposób wizualizacji. Baśniowe, żywe barwy "Lwa, Czarownicy i Starej Szafy" zostają zalane przez czerń "Księcia Kaspiana". Stąd też kolorystyka muzyki uległa zmianie na ciemniejszą, bardziej "burzową". Pojawiło się więcej agresji i testosteronu.

Podczas, gdy w pierwszej "Narnii" były dwa utwory akcji na krzyż, tutaj jest ich w brud. Niestety to ona właśnie stanowi największe rozczarowanie tej partytury. Anglik zaserwował nam bowiem typowy, pełen wiraży na elektrycznych wiolonczelach i agresywnej, plastikowej perkusji action score. Otrzymaliśmy coś, czym od wielu lat raczą nas twórcy z byłego MV, z tym, że na wyższym poziomie, bo w końcu mamy do czynienia z wykształconym kompozytorem, który mimo wyboru oklepanego i dosyć prymitywnego kierunku muzyki akcji, zachował klasę. Tym, co najbardziej irytuje podczas jej słuchania jest monotonia. Nie tak daleko posunięta, jak np. w "AvP2", ale też dająca się mocno we znaki. Na początku jest naprawdę ciekawie, ale już po piątym utworze (a jest to w zasadzie dopiero drugi pełny utwór akcji) dynamiczna strona partytury zaczyna nudzić. Jakąś odmianę przynosi "The Armies Assemble", ale ogólnie całość wydaje się być od niechcenia zrobiona na jedno kopyto. Czasem nawet podkład stanowią prawie identyczne motywy. Wszystko oparte jest na progresji wznoszącej i potęgującej się motoryce, polegającej na notorycznym powtarzaniu jednego fragmentu. W kontekście ilustracyjnym jest to zabieg niewątpliwie użyteczny, gdyż zwiększa napięcie oraz tempo akcji, ale w oderwaniu od obrazu staje się męczący. Szczerze mówiąc martwi mnie taka tendencja wśród kompozytorów. Rozumiem, że priorytetem powinna być funkcjonalność, ale w ten sposób muzyka w końcu zostanie sprowadzona w filmie do roli zwykłej tapety maskującej niedoróbki jego twórców.

Monotonia, choć nie ukrywam, że z przebłyskami, to jedno, ale jest także problem wtórności, głównie tej z przedrostkiem "auto". Kompozytor, czasem bezczelnie jakby na zasadzie "ctrl+c, ctrl+v", kopiuje swoje dokonania z poprzedniej "Narnii", ale powiedzmy, że jest to w jakiś sposób usprawiedliwione oraz z "Królestwa Niebieskiego", co już pozbawione jest okoliczności łagodzących. Niektóre fragmenty zdają się być żywcem wzięte z ilustracji Anglika do filmu Scotta. Przykładem może być moment z 3:05 "Prince Caspian Flees", gdzie słychać motyw akcji z "The Battle of Kerak" z identycznie wkomponowanymi partiami chóralnymi. Łatwo doszukać się oczywiście podobieństw w innych utworach. "Raid on the Castle" jest natomiast mocnym nawiązaniem do trylogii "Bourne’a" Powella. Niestety opis muzyki akcji kończę akordem minorowym.

W dużo jaśniejszej tonacji jawi się zaś liryczna i tematyczna część płyty. Pod tym względem nigdy nie można było niczego zarzucić Harry’emu Gregson-Williamsowi. Szczególną uwagę zwraca delikatność, z jaką kompozytor podaje muzykę i operuje spectrum barw. Bardzo ładne, wyważone orkiestracje pozwalają łatwo poczuć lekkość baśniowej atmosfery. Tematy ze "Starej Szafy" brzmią wspaniale w nowych aranżacjach, ale nie za sprawą instrumentalnych innowacji, których jest niewiele, lecz ich obszerniejszej, pełniejszej ekspozycji pozwalającej na wykorzystanie ich całego potencjału, zwłaszcza jeżeli chodzi o temat główny ("Arrival At Aslan's How", "Return of the Lion").


Jeżeli zaś chodzi o nowe tematy, to kompozytor pokusił się raptem na jeden, ale za to rekompensujący brak innych. Mowa o temacie Księcia Kaspiana, który, chyba śmiało można powiedzieć, należy do najlepszych w karierze Anglika. Urzeka swą prostotą i emocjonalnością, a co najważniejsze wprost doskonale spisuje się w filmie. Z największą częstotliwością pojawia się w utworze pierwszym i dziesiątym, ale według mnie jego najlepsza aranżacja znajduje się w świetnym "Return of The Lion", gdzie kompozytor pozwala rozwinąć mu skrzydła. Uświadomił mi on także, choć to dosyć odważny wniosek, że Harry Gregson-Williams należy obecnie do najlepszych tematyków. Nigdy jakoś nie zwracało się na to uwagi, ale jeżeli sięgnąć wstecz, do np. takich prac, jak "Shrek", "Uciekające kurczaki" czy nawet "Królestwo Niebieskie", trudno dojść do innych konstatacji. Harry Gregson-Williams jest twórcą, który świetnie koreluje funkcjonalność i emocjonalność, a przy tym zachowuje klasę. Według mnie stosuje bardzo ładną, już charakterystyczną dla siebie harmonię. Nigdy nie zdarzyło mi się, słuchając któregoś z jego tematów, pomyśleć sobie: "Banał totalny!" lub "Emocjonalne zero".

Warto również dodać, że przy oglądaniu filmu, za sprawą charakterystycznej szaty wizualnej, od razu pojawiają się skojarzenia z "Władcą Pierścieni", co znalazło swoje odzwierciedlenie w muzyce. W paru utworach słychać motywiczne lub klimatyczno-instrumentalne nawiązania do dzieł Howarda. Szczególnie w "Miraz Crowned" oraz "Return of the Lion".

Jak już muszę, to muszę… Na płycie znalazły się, tak, jak poprzednio, piosenki. Oczywiście są one całkowicie zbędne, ale tym razem przynajmniej pasują w pewnym stopniu do muzyki ilustracyjnej.

Ocena końcowa jest dla mnie w tym przypadku bardzo trudna do wystawienia i pewnie dla wielu będzie zaskakująca. Z jednej strony mamy piękne tematy i magiczny klimat, a z drugiej ciężkostrawną muzykę akcji z przebłyskami, która do gustu przypadnie pewnie tylko jeszcze raczkującym, nieosłuchanym entuzjastom muzyki filmowej. Jednak mimo paru sporych wad "The Chronicles of Narnia: Prince Caspian" to przemyślana, profesjonalnie napisana partytura, o co wcale w dzisiejszych czasach niełatwo, gdyż amatorszczyzna w muzyce urosła już chyba do poziomu epidemii. Harry’emu Gregson-Williamsowi natomiast pod żadnym pozorem nie można zarzucić fuszerki. Dziwne wydaje się tylko, że mając tak duży warsztat kompozytorski, wybrał właśnie tą, oklepaną i nieco toporną formę ilustracji, ale HGW!

Autor recenzji: Andrzej Szachowski


CD 1

01.

Prince Caspian Flees

02.

The Kings And Queens Of Old

03.

Journey To The How

04.

Arrival At Aslan's How

05.

Raid On The Castle

06.

Miraz Crowned

07.

Sorcery And Sudden Vengeance

08.

The Duel

09.

The Armies Assemble

10.

Battle At Aslan's How

11.

Return Of The Lion

12.

The Door In The Air

13.

The Call - Regina Spektor

14.

A Dance 'Round the Memory Tree - Oren Lavie

15.

This Is Home - Switchfoot

16.

Lucy - Hanne Hukkelberg

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Ghoulia25 08-05-2013, 12:51

Po prostu ekstra! Ścieżka w żadnym razie nie gorsza od poprzedniej. Szczególnie ,,The door in the air'' i ''The call''.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz