• Haunting of Hill House, The
  • Gold – score
  • Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino

1492: Conquest of Paradise

data publikacji: 05/12/2007

1492: Wyprawa do raju

1492: Conquest of Paradise

"...znajdujemy doskonałą symbiozę "starego z nowym"..."

Kompozytor: Vangelis

Rok produkcji: 1992

Wytwórnia: Atlantic

Czas trwania: 54:24 min.

 

Vangelisa nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu fanowi muzyki filmowej, a i pośród osób nie zorientowanych w temacie ten pseudonim (artysta naprawdę nazywa się Evangelos Odysseus Papathanassiou) w wielu wypadkach nie jest obcy. Pochodzący z Grecji kompozytor tworzy bowiem nie tylko na potrzeby filmów, ale wydaje również solowe albumy, a w przypadku "Wyprawy do raju" niejako połączył te dwa elementy swojej twórczości zmieniając sporo w muzyce z filmu Ridleya Scotta, na rzecz słuchalności albumu. Jeśliby męczyć bardziej dogłębnie przypadkiem zaczepionego przechodnia w temacie Vangelisa, myślę, że co trzeci zapytany o najbardziej znane mu dzieło Greka, wymieniłby właśnie "1492: Conquest of Paradise". Pozostałe dwie osoby powiedziałyby: "Blade Runner", albo "Rydwany Ognia". A nawet jeśli ktoś stwierdziłby, że pierwsze słyszy o takim człowieku, to z pewnością gdyby dać mu do osłuchania motyw "Conquest of Paradise", powiedziałby: "Aaa, jasne, że znam to!".

Racją jest, że muzyka z filmu o Krzysztofie Kolumbie należy do najpopularniejszych osiągnięć artysty. Co więcej, śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najpopularniejszych partytur filmowych w całej historii. Po dziś dzień płytę bez większego problemu można znaleźć w sklepie, a i w radiu od czasu do czasu da się usłyszeć najbardziej rozpoznawalny z całej płyty motyw "Conquest of Paradise". To głównie za sprawą tej właśnie ścieżki cały album odniósł ogromny komercyjny sukces, a samemu Vangelisowi przyniósł nominację do Złotego Globu... aż i tylko.

Podobno pierwotnie muzykę do "Wyprawy do raju" napisać miał nie kto inny jak Hans Zimmer, który wcześniej współpracował ze Scottem przy "Czarnym Deszczu" i "Thelma i Louise". Ostatecznie jednak wybór padł właśnie na Vangelisa, dla którego też nie była to pierwsza współpraca z reżyserem, dla którego stworzył wcześniej słynnego "Blade Runnera". Ciężko ocenić, czy stało się dobrze nie znając materiału Niemca (album Zimmera krąży podobno gdzieś w sieci p2p), ale śmiem twierdzić, było to bardzo fortunne zrządzenie losu, ponieważ soundtrack Greka jest, krótko mówiąc, wyśmienity!

Styl Vangelisa, a więc bogate korzystanie z elektroniki, pasuje bardziej do kina science-ficion pokoju właśnie "Blade Runnera", niż epickiego filmu historycznego, jakim jest obraz o odkryciu Nowej Ziemi. Można więc powiedzieć, ze Scott wiele ryzykował powierzając napisanie muzyki właśnie jemu. Tym większa moja wiara w to, że do tej decyzji przyczyniły się jakieś siły wyższe. Na albumie dostajemy bowiem wyśmienicie skompilowaną porcję niezwykle klimatycznej muzyki. Kompozytor nie zaufał jedynie samej elektronice, ale wplótł w swoje dzieło instrumenty symfoniczne i sporo partii chóralnych i wokaliz, które nadają całości bardziej epickiego tonu. W efekcie otrzymujemy płytę niepowtarzalną, w której znajdujemy doskonałą symbiozę "starego z nowym". Łącząc ze sobą dwa odmienne muzyczne światy Vangelis znalazł złoty środek, dzięki czemu po latach od jej powstania, muzyka ta w żadnej mierze nie brzmi staroświecko czy tandetnie, ale nadal pobudza wyobraźnię i zachwyca bogactwem tematów. Pokusić się można o stwierdzenie, że muzyka ta przerasta wręcz (jakby nie patrzeć świetny) film, a już na pewno to głównie ona czyni go wartym uwagi i zapadającym w pamięć.

Ciężko byłoby tu pisać osobno o każdym utworze, gdyż album jest wydany tak jakby był jedną całością, pomiędzy poszczególnymi utworami nie mamy żadnych odstępów. Chociaż oczywiście na pierwszy plan wysuwa się fenomenalny, wielokrotnie już wspomniany przeze mnie temat "Conquest of Paradise", to nie można nie wspomnieć o innych pięknych tematach, chociażby "Monastery Of La Rabida", czy "City of Isabel". Praktycznie każdy utwór zwraca sobą uwagę, więc równie dobrze mógłbym po prostu przekopiować tutaj całą track listę, tylko po co? Tego po prostu trzeba posłuchać "od deski do deski". Wracając jeszcze na chwilę do "Conquest of Paradise" - ten chór zna chyba każdy, ale może nie każdy wie, że jest on wyśpiewany w wymyślonym języku składającym się z improwizowanych wyrazów i sylab, które po prostu dobrze ze sobą brzmią. To tak na marginesie, żeby pomóc w uniknięciu tracenia czasu na wsłuchiwanie się w tekst w poszukiwaniu konkretnych treści, co sam długo robiłem;)

Trzeba przyznać, że wszystkie tematy mają tu dość prostą budowę, co świadczy chyba jedynie o geniuszu Vangelisa, który w tak nieskomplikowanej formie potrafi przekazać piękną, naładowaną emocjami treść. Jeśli chodzi o emocje to towarzyszą nam przez cały czas – od uniesienia, poprzez zadumę i niepewność, aż do nostalgii przy końcu. Jeśli już o końcu mowa, to muszę wspomnieć o maleńkim minusie tej kompozycji, jakim jest nieco zbyt rozwlekły "Pinta, Nina, Santa Maria (Into Eternity)". Nie psuje to jakoś specjalnie odbioru płyty, ale w senny dzień może się zdarzyć, ze nie dobijemy z Kolumbem do brzegu, mimowolnie ucinając sobie drzemkę. Swoją drogą są trzy rzeczy, które polecam robić przy tej muzyce. Po pierwsze pykać w miłym towarzystwie fajkę wodną, po drugie rozkoszować się wonią kadzidełek i zajadać owoce egzotyczne (wprost z Nowej Ziemi, a jakże!), i po trzecie leżeć bykiem rozkoszując się leniwą drzemką właśnie;).

Vangelisowi udało się, przy pomocy nietypowych technik kompozytorskich dla tego rodzaju kina, stworzyć muzykę, która doskonale radzi sobie w obrazie przygodowo-historycznym. A na dodatek artysta nadał tej muzyce niespotykany rys, po prostu czuje się, że włożył w swe dzieło kawałek własnej duszy. Dzięki temu kompozycja ta urzeka swoją oryginalnością i kolorytem, pobudza zmysły wspaniałym klimatem i co chyba najważniejsze – nigdy się nie nudzi, a wręcz przeciwnie – pozostaje na długo w pamięci, często domagając się ponownego odsłuchania. Z całą pewnością jest to jedno z tych nieśmiertelnych dzieł, które przetrwają w ludzkiej pamięci przez wiele, wiele lat. Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika muzyki filmowej.

P.S.1: Jeśli kogoś nie satysfakcjonuje oficjalny album, w którym muzyka w dość dużym stopniu różni się od tej wykorzystanej w filmie, to warto wspomnieć, że istnieje także bootleg, który zawiera ponad 40 utworów wzbogaconych o odgłosy z filmu i trwa około dwóch godzin, prezentując chyba kompletny materiał napisany przez Vangelisa na potrzeby filmu Scotta.

P.S.2: Teksty pieśni można znaleźć na stronie: http://www.vangelislyrics.com/

Autor recenzji: Damian Słowioczek


CD 1

01.

Opening

02.

Conquest of Paradise

03.

Monastery of La Rabida

04.

City of Isabel

05.

Light and Shadow

06.

Deliverance

07.

West Across the Ocean Sea

08.

Eternity

09.

Hispaniola

10.

Moxica and the Horse

11.

Twenty Eighth Parallel

12.

Pinta, Nina, Santa Maria (Into Eternity)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

bladerunner22 04-08-2011, 15:38

Jeden z tych scorów, który zmienił obliczę muzyki nie tylko filmowej ..


DanielosVK 16-10-2011, 11:52

Dokładnie! Geniusz.


peter_watts 05-03-2013, 19:46

Geniusz.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz