• Sztuka kochania
  • Tortue Rouge, La (Red Turtle, The)
  • Guardians of the Galaxy, Vol. 2
  • Så som i Himmelen (As It Is in Heaven)
  • Sling Blade

Constantine

data publikacji: 5/06/2005

Constantine

Constantine

"...bez problemu można wyodrębnić dwa style..."

Kompozytor: Klaus Badelt, Brian Tyler

Rok produkcji: 2005

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 41:51 min.

Keanu Reeves swoim nowym filmem zaczyna nas przyzwyczajać do tego, że to właśnie on jest wszechobecnym wybrańcem, który potrafi dzięki swoim niezwykłym zdolnościom ocalić ludzkość. Trudno, bowiem będzie znaleźć kogoś, kto znałby tego aktora z innych filmów niż serii "Matrixa" czy jego ostatniego dzieła - "Constantine". Jednak właśnie w takich rolach ten aktor najlepiej się sprawdza. Mimo to "Constantine" wielkim przebojem się nie stał. Dlaczego? Być może widza znudziły już zbawienne dla świata misje Keanu, albo ten film był zwyczajnie kiepski. Osobiście skłaniałbym się do tej drugiej opcji. Mimo dobrego materiału na hit twórcy nie potrafili zapanować nad chaosem, który wdarł się w fabułę. Tym samym film oprócz kilku zapierających dech scen, tak naprawdę nie potrafił zaabsorbować uwagi widza. Jednak dużo ciekawszym zagadnieniem przy okazji tego obrazu okazuje się muzyka.

 

Oglądając okładkę płyty można zauważyć na niej nazwiska dwóch kompozytorów: Briana Tylera i Klausa Badelta. Co to oznacza? A to, że komponowaniem muzyki przynajmniej w teorii zajęło się aż dwóch kompozytorów. Jednak w muzyce filmowej powiedzenie, "co dwie głowy to nie jedna", nie zawsze się sprawdza. Niestety ta ścieżka jest tego przykładem. Początkowo to właśnie Tyler (znany wcześniej głównie z "Children of Dune") został zaangażowany do napisania muzyki do "Constantine’a". Stało się to głównie dzięki temp-trackowi do tego filmu. Tym, którzy nie znają tego pojęcia śpieszę z wyjaśnieniem, że temp-track jest to pierwotna wersja ścieżki dźwiękowej filmu montowana, na  wczesnym etapie produkcji, z istniejących już kompozycji. Mogą to być zarówno piosenki jak i utwory instrumentalne skomponowane wcześniej do innych obrazów. Na późniejszych etapach produkcji filmu temp-track jest wskazówką dla kompozytora, co do charakteru przyszłej muzyki. I właśnie w skład takiego temp-tracku do "Constantine’a" wchodziły kompozycje Briana Tylera z jego wcześniejszego filmu "Fraility". Reżyserowi Francisowi Lawrence, debiutującemu tym filmem, tak spodobał się temp-track, że postanowił zatrudnić do napisania właściwej ścieżki dźwiękowej właśnie Tylera. Jednak po sześciu miesiącach komponowania i nagrywania do Tylera przyłączył się Klaus Badelt. Należy od razu zaznaczyć, że obaj panowie już wcześniej dość dobrze się znali gdyż obaj wywodzą się z kuźni talentów, jaką było Media Ventures. I znów pędzę z wyjaśnieniem, że Media Ventures a dokładniej - Media Ventures Entertainment Group – to grupa ludzi zrzeszona początkowo dzięki wielkiemu niemieckiemu kompozytorowi muzyki filmowej Hansowi Zimmerowi i producentowi filmowemu Jay’owi Rifkinowi. Grupa powstała w późnych latach siedemdziesiątych, kiedy zaczęły powstawać pierwsze studia muzyczne w Santa Monica. Po kilkunastu latach powstał tam cały kompleks (zajmujący kilka hektarów powierzchni) studiów nagraniowych, które sprowadzali ze sobą nowi kompozytorzy. Dzisiaj, kiedy trudno jest już mówić o istnieniu Media Ventures ciągle pośród byłych członków grupy są wyczuwalne pewne podobieństwa stylowe. To właśnie oni byli jednymi z pierwszych, którzy na tak wielką skalę stosowali elektronikę w muzyce filmowej. Bardzo charakterystyczne dla Media Ventures są także pojawiające się czasami w ścieżkach dźwiękowych gitary elektryczne. Klaus Badelt i Brian Tyler także byli członkami Media Ventures, co jest dobrze słyszalne we wszystkich ich kompozycjach. Jednak o ile Tyler dość krótko współpracował z MV i jego styl jednak nieco różni się od idei tej grupy o tyle Klaus Badelt jest tą ideą przeżarty niemal na wskroś. Na ścieżce dźwiękowej z filmu "Constantine" jest to doskonale widoczne.

 

Na płycie ze ścieżką do "Constantine’a" bez problemu można wyodrębnić dwa style. Jest to symfoniczny i bardzo podniosły styl Briana Tylera i elektroniczny Klausa Badelta. Tym samym sprawia to, że muzyka ta słuchana poza filmem wydaje się nieco chaotyczna i niejednolita. Powodem tego jest oczywiście obecność podczas jej tworzenia dwóch kompozytorów i chociaż takie stylowe rozdwojenie jaźni było do przewidzenia to według mnie za bardzo rzuca się ono tu w oczy (uszy?). Bo oto z jednej strony słyszymy efekt sześciomiesięcznej pracy Tylera z orkiestrą symfoniczną, której udało się stworzyć potężne ipx solidne brzmienie podszyte subtelnie elektroniką, a z drugiej strony, co po chwila mamy wejścia Klausa Badelta i jego trzeszcząco-zgrzytającej elektroniki z wszędobylską gitarą elektroniczną.

 

Może jednak skupmy się na pracy, jaką wykonał Brian Tyler. Jest to według mnie ta lepsza cześć tej ścieżki dźwiękowej. Tyler pokazuje tutaj wszystko to, co ma najlepszego: wyczucie rytmu, umiejętność tworzenia nastrojów zarówno podniosłych jak i nieco spokojniejszych i pomysłowe wykorzystanie niektórych instrumentów. Można tutaj znaleźć pełną różnorodność użycia orkiestry symfonicznej. Od, niemal sakralnych, chórów pojawiających się w takich kompozycjach jak "Deo Et Patri", "The Balance", "Absentee Landlords" po łagodne dźwięki fortepianu w "Confession" czy "I Left Her Alone" i dobrze znanego w Media Ventures duduka. Generalnie trudno jest znaleźć tutaj jakiś charakterystyczny motyw, który można by nazwać motywem przewodnim. Jest to głównie muzyka kontrapunktowa jednocześnie trzymająca niesamowity klimat także poza filmem. Według mnie Tyler tworząc tą muzykę, być może przez przypadek, pożyczył kilka pomysłów od Greame’a Revella i jego "Kronik Riddika". Gdzieniegdzie pojawiają się także tak jakby przebłyski "Matrixa" Dona Davisa. Jednak ostatecznie dało do ciekawy, choć może nie nowatorski efekt.

 

Ścieżki dźwiękowe z  "Equilibrium", "K-19: The Widowmaker", nowej wersji "The Time Machine" czy "Pirates of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl" to dzieła drugiego z kompozytorów pracujących przy "Constantine" – Klausa Badelta. Jest to kompozytor, który dłużej był związany z Media Ventures niż Tyler. Mówi się nawet, że jako Niemiec, Badelt miał bardzo dobry kontakt z Hansem Zimmerem, który był jego mentorem. Jednak Badelt mimo oczywistych wpływów Zimmera starał się wytworzyć swój własny styl. W dużym stopniu udało mu się to w "Przysiędze". Jednak przy "Constantine" kompozytor ten wraca tak jakby do źródeł. Być może wynikało to z faktu, że Badelt zaczął pracę na kilka tygodni przed premierą filmu i nie miał już czasu, aby zatrudnić orkiestrę symfoniczną (choć zasadniczo nie powinno to być problemem) ale cały jego wkład tutaj ogranicza się do kompozycji elektronicznych lub elektronicznych dopełniaczy partytury symfonicznej Tylera. Kiedy się im lepiej przyjrzeć to można stwierdzić, że mimo wszystko są to naprawdę świetne kompozycje oparte na ciekawych pomysłach. Nowatorskie brzmienie syntezatorów poparte miejscami modulowanym dźwiękiem gitary elektrycznej dało bardzo ciekawy efekt. Wystarczy tutaj wspomnieć tylko takie kompozycje jak świetne "Meet John Constantine", "Ether Surfing" czy "Constantine End Titles". Jedną z lepszych kompozycji na płycie pozostaje właśnie "Meet John Constantine", który kojarzy mi się z (o zgrozo!) muzyką do spaghetti westernów Ennio Morricone. W tym przypadku też mamy coś na kształt motywu głównego bohatera tyle, że typowa dla Morricone harmonijka jest zastąpiona gitarą elektryczną z mrocznym, dudniącym podkładem. To bardzo ciekawa koncepcja.

 

Jednak, kiedy spojrzeć na tą ścieżkę z nieco szerszej perspektywy to, mimo iż poszczególne kompozycje robią naprawdę dobre wrażenie jako całość niekoniecznie wszystko do siebie pasuje. Dużo lepszy efekt dałoby z pewnością zdecydowanie się na konkretną koncepcję ścieżki – symfoniczną lub elektroniczną. Kolejną wadą tej ścieżki (choć przez niektórych uznawaną z zaletę), jest duża liczba krótkich kompozycji - 23 utwory na około 50 minut muzyki to naprawdę dużo. Odbywa się to oczywiście kosztem długości poszczególnych utworów, które w najlepszym razie trwają mniej niż 3 minuty. Sprawia to, że w większości mamy do czynienia z kilkunastosekundowymi nie melodycznymi równoważnikami muzycznymi, które w filmie przemykają równie niepostrzeżenie jak podczas słuchania płyty. Tym samym, kiedy już płyta się skończy tak naprawdę niewiele z niej się pamięta. Dla słuchaczy nie zaprawionych w dokonaniach Media Ventures płyta ta może się wydać chaotyczna i zwyczajnie nudna. Z pewnością lepszy efekt dałoby zatrudnienie tylko jednego kompozytora, który zrealizowałby swoją koncepcję od początku do końca. I nie jest już istotne to czy kompozytorem tym byłby Brian Tyler czy Klaus Badelt, ponieważ każdy z nich na swój sposób miał świetny pomysł na tą ścieżkę. Jednak ich pomysły tak znacząco się różniły, że połączenie tych dwóch koncepcji na jednym soundtracku dało nieco chaotyczny efekt. I o ile pomysły obu kompozytorów pojawiające się tutaj zasługują na cztery punkty w skali pięciopunktowej to ich połączenie może dostać już tylko trzy punkty. I tak też oceniam tą ścieżkę.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Destiny

02.

The Cross Over

03.

Meet John Constantine

04.

Confession

05.

Deo et Patri

06.

Counterweight

07.

Into the Light

08.

I Left Her Alone

09.

Resurrection

10.

Circle of Hell

11.

Last Rites

12.

Encountering a Twin

13.

Flight to Ravenscar

14.

Humanity

15.

John

16.

Someone Was Here

17.

Hell Freeway

18.

Ether Surfing

19.

The Balance

20.

Absentee Landlords

21.

John's Solitude

22.

Lucifer

23.

Rooftop

24.

Constantine End Titles

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz