• Gold – score
  • Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22

Megamind

data publikacji: 07/03/2011

Megamocny

Megamind

"...kilka przyjemnych dla ucha, chwytliwych tematów..."

Kompozytor: Hans Zimmer, Lorne Balfe

Rok produkcji: 2010

Wytwórnia: Lakeshore Records

Czas trwania: 48:10 min.

Jeszcze kilka lat temu walka w zakresie animacji między studiami Dreamworks i Pixar była wyrównana. Ale dziś nikt już chyba nie zaprzeczy, że mistrzem został Pixar. Co prawda ze strony Dreamworks wciąż trafiają się dobre filmy, np. ostatnio "How To Train Your Dragon", ale daleko im do geniuszu pixarowskich dzieł. W ostatnim czasie twórcy z Dreamworks postanowili pójść bardziej w ilość, niż w jakość. I tak też, oprócz niezliczonych kontynuacji pokroju Shreka, otrzymujemy filmy oparte na tej samej zasadzie, czyli: niezbyt skomplikowana fabuła, sporo pastiszowych odniesień do popkultury, plus duża ilość gagów i aluzji dla starszej widowni.

Dokładnie tak prezentuje się "Megamind", czyli film z gatunku fajnych, łatwych i przyjemnych. W sumie to samo można też napisać o oprawie muzycznej, za którą odpowiada Hans Zimmer, oraz jego stały współpracownik Lorne Balfe. Choć wiele osób zapewne chciałoby się dowiedzieć, jak wyglądał podział pracy przy tym projekcie i ile tak naprawdę w "Megamocnym" Zimmera, to jednak i tak najważniejszy jest efekt końcowy. A ten prezentuje się nad wyraz dobrze.

Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem jestem przyjemne, niesyntetyczne, orkiestrowe brzmienie całej muzyki (choć z oczywistymi elementami elektronicznymi). Jest to dość klasyczny score, który nie wzbudza wielu negatywnych emocji. Wybór bardziej tradycyjnej ilustracji był z punktu widzenia obrazu zrozumiały. Opowieść o superbohaterach i superzłoczyńcach potrzebowała odpowiedniego, brzmienia i konkretnych tematów, trochę w stylu retro. Natualnie brak tu motywów na miarę "Supermana" Johna Williamsa. To byłoby i tak zresztą niemożliwe, niemniej Zimmer i Balfe skomponowali kilka przyjemnych dla ucha, chwytliwych tematów, które przewijają się przez cały score, poprawiając nastrój. Zaś jeśli chodzi o retro, to łatwo usłyszeć tu inspirację takimi tuzami, jak np. Morricone czy ś.p. Barry.

Szczególnie europejsko brzmi "Roxanne (Love Theme)", które w ogóle jest małą muzyczną perełką. Ten przepiękny temat miłosny, naprawdę potrafi zauroczyć i wprowadzić w romantyczny nastrój. Natomiast zdecydowanie bardziej złowieszczym charakterem może poszczycić się świetny kawałek "Black Mamba", w którym twórcy poszli na całość. Trochę szkoda, że częściej nie korzystali z takiego pastiszowego brzmienia, jak w tym przebojowym utworze. Zwłaszcza, że nie jest to jakieś głupie parodiowanie klasyków gatunku, a bardziej hołd im złożony. Niestety, choć reszta utworów prezentuje ogólnie dobry poziom, to nie posiadają już takiej siły przebicia jak dwa ww kawałki, które pozostają na długo w pamięci po przesłuchaniu płyty. Ogólnie trudno napisać coś złego o tej muzyce, ale też i trudno wychwalać ją pod niebiosa. Jest to dobra ilustracja, ale zdecydowanie brakuje jej odrobiny pazura i szaleństwa.

Szkoda też, że nie udało się w pełni wykorzystać jej potencjału w filmie, w którym na pierwszy plan i tak wychodzą piosenki. Znaleźć je można zresztą i na płycie. Są to w większości popularne szlagiery sprzed lat, jak uwielbiane przez filmowców "Bad To The Bone" (znane najlepiej z "Terminatora 2" i "Christine"), czy też słynne "Lovin’ You" Minnie Riperton (ostatnio obecne w "Disturbia"). I choć są to zacne piosenki, które świetnie spisują się w połączenie z obrazem, to jednak na krążku jedynie wadzą i zakłócają ciągłość podkładu. Można wręcz odnieść wrażenie, że zostały wepchnięte na siłę, tylko po to, by zapełnić płytę. Zabieg to dziwny, zważywszy, że w filmie zostało jeszcze sporo materiału oryginalnego do wykorzystania. Ale cóż zrobić...

Generalnie nie można odmówić Zimmerowi i s-ce pomysłu na ten score. Tak samo, jak nie można mieć większych zastrzeżeń co do jego strony technicznej, gdyż wszystko brzmi dobrze i naturalnie. Z drugiej strony trudno też mówić o jakimś wielkim osiągnięciu. Nieźle się tego słucha, ale poza kilkoma utworami niewiele zostaje w pamięci. Dlatego też ocena końcowa jest wynikiem kompromisu. Cztery to trochę za wysoka nota, jak na ten soundtrack, zważywszy też jego niefortunne wydanie. Zaś "trója" to mimo wszystko krzywdząca ocena, jak na tak porządną i przyjemną dla ucha muzykę. Obowiązek recenzencki wymaga jednak pełnej oceny, dlatego też ostatecznie wynosi ona tyle, ile widać. Mimo wszystko "Megamind" to solidny score, który nie irytuje, a i potrafi pozytywnie zaskoczyć. To po prostu fajna muzyka – i niech to posłuży za moją faktyczną ocenę końcową.

Autor recenzji: Maciej Wawrzyniec Olech


CD 1

01.

Giant Blue Head

02.

Tightenville (Hal's Theme)

03.

Bad To The Bone - George Thorogood & The Destroyers

04.

Stars And Tights

05.

Crab Nuggets

06.

A Little Less Conversation (Junkie XL Remix) - Elvis Presley

07.

Mel-On-Cholly

08.

Ollo

09.

Roxanne (Love Theme)

10.

Alone Again Naturally - Gilbert O'Sullivan

11.

Drama Queen

12.

Rejection In The Rain

13.

Lovin' You - Minnie Riperton

14.

Black Mamba

15.

Game Over

16.

I'm The Bad Guy

17.

Evil Lair

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 24-08-2011, 20:40

Film w końcu obejrzany i muzyka w nim sprawuje się naprawdę dobrze, choć przyznam, że niekiedy niknie wśród efektów dźwiękowych. Niemniej temat Roxanne i Black Mamba rządzą i dzielą. Przyjemny soundtrack w sam raz na odprężenie. 3,5 ode mnie


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz