• Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The
  • Zookeeper’s Wife, The
  • S.W.A.T.

War, The

data publikacji: 25/01/2007

Wojna

War, The

"...masa dość niecodziennych dźwięków..."

Kompozytor: Thomas Newman, różni wykonawcy

Rok produkcji: 1994

Wytwórnia: MCA Records

Czas trwania: 63:36 min.

 

Mississippi, lato 1970. Do domu, prosto z Wietnamu, wraca Stephen Simmons. Na miejscu okazuje się, że jego syn toczy prywatną wojnę z kolegami... Tak właśnie w skrócie przedstawia się fabuła dość udanego dzieła z 1994 roku, które na sprawę wojny spogląda dość oryginalnie, bo oczami... dzieci. Oprawą muzyczną do obrazu zajął się znany już wtedy, choć jeszcze nie tak ceniony jak obecnie, Thomas Newman. I trzeba powiedzieć, że raz jeszcze poradził sobie znakomicie.

Co do samego wydania muzyki... cóż, pan Newman w swoich wcześniejszych dziełach nie miał do tego szczęścia, ponieważ jego muzyka albo w ogóle nie oglądała światła dziennego, albo producenci raczyli nas kompilacjami z kilku jego filmów, lub jeszcze inaczej – na soundtracku umieszczali pojedyńcze jego kompozycje. Na szczęście "Wojna" to jedna z lepiej wydanych płyt z jego wczesnej twórczości (późniejsze, jak wiadomo, dorobiły się osobnych, świetnych wydań). Na szczególną uwagę zasługuje tu rozkład muzyczny. Nie popełniono błędów z "The Rapture" czy choćby późniejszego "People vs. Larry Flynt" i piosenki oddzielono od muzyki instrumentalnej. Jest to bardzo dobre posunięcie ze strony wydawcy, gdyż w ten sposób osoby zainteresowane tylko piosenkami wyłączą krążek, gdy te się skończą, a fani Newmana zaczną jej swobodne słuchanie od numerka 10. 

 

Sama natomiast relacja pomiędzy piosenkami a muzyką także jest bardzo dobra, gdyż wszystko jest osadzone w podobnym klimacie. Ja jednak skupię się w tej recenzji tylko na dokonaniu pana Newmana, gdyż o piosenkach nie warto tutaj wspominać. Są to bowiem znane większości z nas (jak mniemam) i niezapomniane przeboje lat 60. i 70-tych. Aretha Franklin, Cat Stevens, Lovin' Spoonful czy Diana Ross to wyznaczniki tych dzieł, i kto ceni te nazwiska, ten wie o co chodzi, a inni mogą je od razu pominąć...

Partytura Thomasa Newmana została rozłożona na 11 utworów. Mało, ale biorąc pod uwagę, iż jest ich więcej niż piosenek, a także, że w takiej ilości wydano niestety większość doskonałych dzieł tego kompozytora, to robi się z tego dość przyzwoita liczba. Tę przyzwoitą liczbę rozpoczyna prześliczny "Juliette". Utworem tym powinno się instruować na lekcjach, pt. "jak tworzyć wstęp i opisać postać kobiecą". To iście rewelacyjne wprowadzenie i choć Juliette to miasteczko, w którym toczy się akcja filmu, to jednak nieodłącznie kojarzy się z płcią piękną. I nie chodzi tu o samą nazwę, ale o rytm melodii, który wspomagany jest m.in. przez piękny kobiecy głos. To jedna z najlepszych kompozycji na płycie, którą kompozytor wykorzystał także w późniejszym "The Horse Whisperer" (i nie chodzi mi tu o plagiat, lecz o tworzenie na bazie wcześniejszych dokonań).

 

Zupełnie z innej beczki pochodzi natomiast "Trolley", który jest totalną zabawą muzyczną. Bębenki idealnie wprowadzają nas w iście indiańskie rytmy, a banjo w tle nadaje odpowiedniego klimatu. Do tego swobodna gitara, fortepian i mamy gotowy świetny kawałek numer 2. W numerku trzecim pojawia się znowu spokojniejszy i poważniejszy (aczkolwiek nie do końca) temat – tym razem jest to motyw przewodni. Ładny, ale w porównaniu z paroma innymi, jakoś bez wyrazu... Z wyrazem natomiast jest krótki i na powrót figlarny kawałek "Hornets". Ponownie jest tu nieco etnicznie (ale już nie tak indiańsko, jak poprzednio) i bardzo pomysłowo.

Kolejne dwa utwory są znowu bardziej poważne, a nawet i smutne. Tyczy się to przede wszystkim bardzo nastrojowego "Gone Again", w którym powraca kobiecy głos wtórujący pięknej fortepianowej nucie. Tenże głos (notabene właścicielką jest Yvonne Williams) mamy także i w następnym kawałku, "Life be a Bowlful", z tym, że jest on już bardziej wesoły (powraca melodia z pierwszego utworu). "2nd Vietnam" to najdłuższy utwór na płycie. Bardzo intrygujący to kawałek, bo też i najbardziej inny od reszty – jak sama nazwa wskazuje – jest niespokojny i niepokojący. Główną rolę sprawuje tu masa dość niecodziennych dźwięków, z wielokrotnie wymienianym banjo na czele. Całość można natomiast podzielić na dwie części – tę złowrogą i tę już nieco bardziej optymistyczną, aczkolwiek proporcje są tu jak 4:1. Zaraz po nim nie mniej ciekawie zaaranżowany "Junkyard Billy". Tu także mamy mało sympatyczną atmosferę i nieco westernowych podrygów, które jednak tuż przed końcem zmieniają się diametralnie. Sama atmosfera Dzikiego Zachodu powraca jeszcze w kolejnym utworze, "Dare". Potem mamy jeszcze "Hospital", który w moim mniemaniu stanowi zadumę nad wcześniejszymi wydarzeniami, a całość wieńczy "Angel Pen" – delikatny, chwilami anielski właśnie utwór o bardzo pozytywnym wydźwięku. Znowu żeński głos, znowu fortepian i raz jeszcze powraca znana melodia, tym razem już jako zwycięski (?) temat.

I tak właśnie przedstawia się kolejne dokonanie Thomasa Newmana. Kolejna bardzo dobra pozycja w jego dorobku owocuje równie wysoką oceną. I choć całość może nie powala, to jednak naprawdę WARto sięgnąć po ten soundtrack. Do czego zresztą zachęcam.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Peace Train – Cat Stevens

02.

Think – Aretha Franklin

03.

Summertime – Janis Joplin

04.

Daydream – Lovin' Spoonful

05.

Sunny – Bobby Hebb

06.

Spirit In The Sky – Norman Greenbaum

07.

Follow – Richie Havens

08.

Up On Cripple Creek – The Band

09.

Someday We'll Be Together – Diana Ross & The Supremes

10.

Juliette

11.

Trolley

12.

The War (Main Title)

13.

Hornets

14.

Resuscitation

15.

Gone Again

16.

Life Be A Bowlful

17.

2nd Vietnam

18.

Junkyard Billy

19.

Dare

20.

Hospital

21.

Angel Pen

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Mystery 26-11-2011, 10:53

Newman jest stworzony do takich filmów, czy też takie filmy są stworzone dla Newmana. Przyjemne piosenki i piękny score, szczególnie temat z "Gone Again" i "Angel Pen", klasa!


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz