• Westworld
  • Program, The
  • Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The

Whale Rider

data publikacji: 28/10/2005

Jeździec Wielorybów

Whale Rider

"...jedna z piękniejszych ilustracji, z jakimi się zetknąłem..."

Kompozytor: Lisa Gerrard

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: 4AD Records

Czas trwania: 41:27 min.

 

"In the old days the land felt a great emptiness. It was waiting...
waiting to be filled up... waiting for someone to love it. Waiting for a leader..."


Maorysi wierzą, że ongiś do wybrzeży Nowej Zelandii przybył na grzbiecie wieloryba założyciel ich plemienia. Od tamtej pory wraz z każdym nowym pokoleniem wybierany jest jego następca – wymaga to szczególnych umiejętności, których młodzi adepci uczą się od swoich dziadków. Pai niektóre z tych umiejętności posiada, innych uczy się z czasem. Jest tylko jeden problem – Pai jest dziewczyną, a to wbrew tradycji... "Whale Rider" to piękny film mówiący o przełamywaniu barier, dorastaniu do pewnych praw i obowiązków, i oczywiście o tym, że płeć tak naprawdę nie ma znaczenia. Zabrzmiało trochę feministycznie, ale w końcu film wyreżyserowany został przez kobietę, kobieta zagrała główną rolę (rewelacyjna Keisha Castle-Hughes), a i kobieta stworzyła muzykę do tego poruszającego dzieła. Mowa o Lisie Gerrard (tej pani nie trzeba chyba przedstawiać, ale na wszelki wypadek rzucę kilkoma tytułami, np. "Gladiator", "Ali", "Gorączka", "Informator"), której mistyczna muzyka to jedna z piękniejszych ilustracji, z jakimi się zetknąłem.

Zaczyna się od wprowadzenia. Z fal uderzających o brzeg wynurza się cicha, klimatyczna muzyka, która powoli narasta. Po chwili pojawia się głos Paikei, który otwiera także sam film i tekst tej recenzji. Sam utwór prowadzony jest nieco sennie i w pierwszej chwili może nieco przytłoczyć i zniechęcić, ale kiedy wchodzi niesamowity kobiecy głos w tle, zapominamy o wszystkim i słuchamy jak zahipnotyzowani. Także w tym utworze słyszymy po raz pierwszy ponure, tajemnicze tuby oraz inne instrumenty dęte, które w taki czy inny sposób towarzyszyć nam będę już do końca. Bardzo podobnie rozpoczyna się kolejny kawałek na płycie, czyli "Journey Away". Jest on jednak nieco bardziej dynamiczny od swojego poprzednika i pojawiają się tu charakterystyczne bębny wystukujące równie charakterystyczny rytm. Sam utwór odpowiada kilku filmowym wydarzeniom, choć najłatwiej skonfrontować go można z powrotem ojca Pai oraz w następstwie 'wyjazdu' jej samej. 

 

Tu od razu napiszę, że utwory są ułożone chronologicznie względem filmu, choć na dobrą sprawę nie ma to większego znaczenia. Potem mamy smutne "Rejection", w którym już wyraźnie słychać całą gamę innych instrumentów, które dotychczas robiły za niemal niesłyszalne tło. Utwór ten jednak dość szybko przechodzi w dużo bardziej radosne i dynamiczniejsze "Biking Home", w którym to na pierwszy plan wysuwa się gitara, i który jest jednym z moich ulubieńców. Ma on rytm zupełnie inny od tego, co dotąd dane nam było słyszeć i wprowadza świeżość – nowy motyw, który także jeszcze usłyszymy dalej na płycie. Jest to też jedyny utwór, który w samym filmie nie zarysowuje się tak wyraźnie w głowie, jak czyni to poza nim.


W "Ancestors" wita nas językiem Maorysów dziadek Pai i robi to wrażenie, jednocześnie budując klimat płyty – zresztą to nie pierwszy i nie ostatni dialog filmowy umieszczony na krążku. Potem słychać stonowany, cichy fortepian, a całość znowu staje się tajemnicza i spokojna. Z tego fragmentu niezauważalnie wręcz przechodzimy do następnego i równie krótkiego "Suitcase", który jest niczym innym, jak kontynuacją poprzedniego utworu. Warto zauważyć, iż tytuły danych utworów oddają w mniejszym lub większym stopniu wyobrażenie o scenach, jakie przedstawiają, a dla osób, które film widziały, są wręcz bardzo pomocne. "Pai Calls the Whales" – ten utwór także zmienia klimat. W tle słychać Pai nawołującą wieloryby, a potem płynnie przechodzi to w głos Lisy Gerrard.

Ponieważ większość utworów na tej płycie nie przekracza trzech minut, już po chwili słyszymy kawałek "Reiputa", w którym w tle także pojawia się głos z poprzedniego motywu, w podobnej tonacji. Będąc cały czas w lekko przygnębiającym nastroju płyty przechodzimy równie niezauważalnie do utworu "Disappointed". Oba utwory podkreśla bas, który wciąż płynie z głośników (czy raczej z subwoofera). Powraca tu także fortepian oraz, pod sam koniec, raz jeszcze ten niesamowity głos przypominający nawoływanie, ale i ogromny smutek i żal. W "They Came To Die" głos ten obecny jest niemal przez cały czas i razem z wcześniejszymi "Disappointed" i "Reiputa" to jeden ze smutniejszych utworów. W ogóle płyta jest dość jednostajna jeśli chodzi o tempo i poza wyjątkami takimi jak "Biking Home" jest raczej cicha i niepokojąca, żeby nie powiedzieć przygnębiająca (absolutnie nie jesy to zarzut). Natomiast "Pai Theme" jest już trochę dłuższy i wychodzi tu na wierzch po troszę z poprzednich kawałków. Mamy więc i głos Lisy, i fortepian, i skrzypce, a nawet elektronikę. Wszystko jednak zgrabnie zostało pomyślane i wyszedł charakterystyczny motyw głównej bohaterki, po raz pierwszy słyszany w całej okazałości.

 

  


Z kolei "Paikea's Whale" jest z początku bliźniaczo podobny do pierwszego utworu, a co za tym idzie – powraca tu motyw legendy Jeźdźcy Wielorybów, którym są te wszelkie tuby i basy wspomniane wcześniej. Mniej więcej od połowy wchodzi na krótko fragment maoryskiego obrządku wspomagany dodatkowo przez narastający głos Lisy. Całość kończy cisza i wpleciona w tradycję smutna pieśń Maorysów z kluczowych scen finału filmu. Począwszy od ścieżki nr 11 utwory nie są już takie smutne i niosą ze sobą jakąś nadzieję, mimo wciąż tego samego rytmu płyty. Idealnie podkreśla to zarówno "Empty Water", jak i następne w kolejności "Waka in the Sky", w którym to niemal przez cały czas słychać w tle pieśni Maorysów, nad którymi wyrasta coraz bardziej pogodna muzyka. Jej zwieńczenie następuje w ostatnim już kawałku "Go Forward", który oprócz tego, że jest chyba najweselszy, to jeszcze wpleciona została weń bardzo sprytnie końcowa pieśń plemienna, z wybijającym się głosem Pai – nowego Jeźdźcy Wielorybów. Najdłuższy utwór na tej płycie staje się przez to jednym z piękniejszych i bardziej rozpoznawalnych motywów na krążku, który kończy się ponownie na falach przybijających do brzegu i krótkim odgłosie wieloryba.

Sam krążek nie jest długi. Łączny czas trwania nie przekracza nawet 45 minut, ale mimo to pozostaje w sercu na zawsze i bezustannie powraca. Jak mówiłem na początku, jest to jedna z tych partytur, które potrafią zamącić w głowie niejednego słuchacza. Polecam bardzo mocno.


"My name is Paikea and I come from a long line of chiefs
stretching all the way back to the Whale Rider..."

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Paikea Legend

02.

Journey Away

03.

Rejection

04.

Biking Home

05.

Ancestors

06.

Suitcase

07.

Pai Calls The Whales

08.

Reiputa

09.

Disappointed

10.

They Came To Die

11.

Pai Theme

12.

Paikea's Whale

13.

Empty Water

14.

Waka In The Sky

15.

Go Forward

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz