• Man with One Red Shoe, The – Limited Edition
  • Swiss Army Man
  • Born To Be Blue
  • Miss Sloane
  • Hoax, The

Lethal Weapon 2

data publikacji: 03/09/2006

Zabójcza Broń 2

Lethal Weapon 2

"...idealny pomost pomiędzy częścią pierwszą a trzecią..."

Kompozytor: Michael Kamen, Eric Clapton & David Sanborn

Rok produkcji: 1989

Wytwórnia: Warner Bros.

Czas trwania: 46:18 min.

 

Druga część przygód szalonego Riggsa i "za starego już na to" Murtaugh zdaniem wielu nie tylko dorównuje, ale i przeskakuje część pierwszą. Spora w tym zasługa wprowadzenia postaci wyszczekanego Leo Getza oraz urodziwej kobiety pod postacią przeuroczej Patsy Kensit. Poza tym wszystko po staremu, acz z większym wykopem. Jedynie muzyka pozostała bez zmian. Ale czy jednak?

Tym razem samej muzyki jest ciut mniej. Za to mamy trzy piosenki (na szczęście obecne w samym filmie). One też otwierają płytę. Kolejno wykonują je George Harrison, The Beach Boys i Randy Crawford. Najlepiej dostało się Randy, bo któż nie zna "Knockin' On Heaven's Door" ? Jej wersja jest inna od dotychczasowych, ale trzeba powiedzieć, że dość udana. Refren tejże pojawia się też w drugiej części ostatniego utworu – sama piosenka w filmie jest prawie nie do wychwycenia, więc uważam to, za co najmniej dziwny zabieg. Podobnie jawi się też "Still Cruisin', "Beach Boysów. Jest to jedna z ich bardziej charakterystycznych piosenek, choć do filmu ma się, jak pięść do nosa. Właściwie tylko niezłe "Cheer Down" Harrisona, które pochodzi z napisów końcowych, jest w jakiś sposób do skojarzenia. Ogółem piosenki można przełknąć dość dobrze (szczególnie pierwszą), ale nie popłakałbym się, gdyby ich nie było.

 

I ciekawostka. Otóż soundtracki do wszystkich trzech filmów zawierają większość piosenek, jakie zagościły na ekranie. "Lethal Weapon 2" to pod tym względem nie jest wyjątek, aczkolwiek ma on najwięcej braków, w stosunku do reszty. Oprócz powyższych piosenek, w samym filmie użyto, bowiem jeszcze następujących tytułów: "Believe Me", "How Much", "Lonely Way", "This I Swear" i "Since I Don't Have You" zespołu The Skyliners oraz "I'm Not Scared" wykonywany przez Eighth Wonder. Jak dla mnie bardzo dobrze, że zrezygnowano z tychże, umieszczając tylko te najlepsze. Zbyt duża ilość piosenek (które i tak przecież goszczą na ekranie przez krótką chwilę) mogłoby przesłonić, i tak już okrojony, score Kamena. Na szczęście tak się nie stało i dostajemy więcej tego drugiego.

Po piosenkach przychodzi czas na to, co interesuje nas najbardziej, czyli właśnie na score. Trzeba przyznać, że jest on dość skromny (po odjęciu piosenek wychodzi nieco ponad 30 minut) ale pod względem fabularnym mamy tutaj najważniejsze fragmenty, w dodatku chronologicznie ułożone. Zresztą w samym filmie muzyki w ogóle było mało, statystycznie chyba najmniej w całej serii. Tymczasem zaczyna się od "Riggs". Jest to znaczna modyfikacja tego, co znamy z pierwszej części. Bardzo rytmiczna wersja tegoż i ogółem bardzo luźna kompozycja. Postawiłbym ją pomiędzy tematem z części pierwszej, a "Riggs And Rog" z części trzeciej. Dalej mamy pojawiający się motyw przeciwników z tejże części, który prezentuje nam utwór "The Embassy". Jest to tajemniczy i nieco mroczny utwór z nowymi (i jedynymi takimi w całej serii) aranżacjami gitarowymi oraz wplecionym w to trochę afrykańskim klimatem (przychodzi mi tu na myśl "Tears of the Sun", który kilka instrumentów wykorzystuje w podobny sposób, choć bardziej wyrazisty). Pojawia się on po raz pierwszy w scenie nocnej napaści na dom Rogera.

 

Potem oczywiście temat naszych dwóch przyjaciół, czyli "Riggs and Roger". Tutaj oczywiście znacznie bardziej spokojniejszy od wspomnianego "Riggs And Rog" z części trzeciej, chwilami nieco smutny, lecz tylko do połowy. Potem robi się z tego fragment akcji. Wchodzi część orkiestry i łączy się to z saksofonem i kotłami oczywiście. Instrumentarium nie uległo, bowiem wielkiej zmianie, poza wspomnianymi wyżej afrykańskimi klimatami. Na sam koniec utwór raz jeszcze wycisza się i niemal niezauważalnie przechodzi w temat "Leo". A ten temat jest dokładnie taki, jak postać stworzona przez Joe Pesci. Jest więc wesoły, nieco zawadiacki i cwaniacki, chwilami zabawny. Co ciekawe, to najkrótszy temat na płycie.

A skoro już przy tym jestem, to warto powiedzieć, że na tym albumie większość utworów zbliżona jest do siebie czasowo i nie ma tu znaczących różnic, jak w "jedynce" czy "trójce". Wszystkie kawałki oscylują wokół 4-5 minut, co nie męczy zbytnio i nie sprawia wrażenia, że jest za krótkie. Dalej: "Goodnight Rika" jest już fragmentem smutnym i dramatycznym. Zaczyna się wprawdzie miło i sympatycznie – wszak to temat miłosny między Riggsem a Riką. Potem jednak, jak wiemy, Rika ginie i robi się bardzo niemiło i niesympatycznie ;) Daje o sobie znać gitara i raz jeszcze orkiestra, oraz powracają zalążki "Suicide Attempt" z części nr 1. Zdecydowanie najbardziej dramatyczna melodia na krążku. Ale tuż po niej mamy całkowitą odskocznię. Utwór "The Stilt House" zaczyna się dynamicznie i w tanecznym wręcz rytmie pozostaje aż do końca. Wprawdzie użyto go też w scenach akcji, ale poza ekranem aż trudno w to uwierzyć. To temat jako żywo z koncertu rockowego.

 

Ostatni utwór to już akcja pełną gębą. Cieszy to, gdyż mamy tu sporą część orkiestry i nasze ulubione instrumenty w postaci saksofonu i gitary elektrycznej oraz małe wspomaganie perkusji i elektroniki jako takiej. "Medley: The Shipyard / Knockin' On Heaven's Door" – to pokazuje, iż jest tak tylko do połowy, a później następuje, co już nadmieniłem wcześniej, refren piosenki, który następnie przemienia się w jej instrumentalną wersję z kobiecym głosem w tle. Natomiast pierwsza połowa jest bez zarzutu, choć brakuje jej jakiegoś większego rozmachu. Sam temat dotyczy oczywiście końcowego pojedynku w porcie. Na niektórych płytach i stronach internetowych można się z resztą spotkać skróconą nazwę, "The Shipyard".

Jak napisałem na samym początku to właściwie wszystkie najważniejsze tematy. Oczywiście brakuje tu kilku ścieżek, np. z początkowego pościgu czy z rozwałki domu na słupach, jednakże wszystkie one korzystają z tego, co tutaj zamieszczono, bądź też, jak w przypadku pościgu samochodowego w środku filmu, czerpią z motywów części poprzedniej. Nie ma więc się szczególnie, do czego przyczepić, choć nie ukrywam, że kilka ścieżek mogłoby być nieco dłuższych. Patrząc natomiast na płytę z perspektywy wszystkich trzech filmów, to ta "dwójeczka" jakoś najmniej mi przypadła do gustu. Oczywiście stanowi ona idealny pomost pomiędzy częścią pierwszą a trzecią, ale w słuchaniu jej znalazłem najmniej przyjemności. Nie oznacza to wcale, iż jest to słaba ścieżka, co odpowiednio zaznaczyłem w ocenie. Jest po prostu najmniej wyrazista, gdyż nie ma tu tego orkiestralnego kopa, jaki dawała oryginalna ścieżka, a i do lekkości następnej jeszcze jej brakuje. To coś pomiędzy i do tego udane pomiędzy.

 

 

Soundtrack z "Zabójczej broni 2" jest dziś bardzo trudny do zdobycia, trudniejszy nawet od tego z pierwszej części, gdyż istnieje tylko jedno wydanie, bez wznowień. Warto jednak, bo to nadal świetna muzyka, godna każdej ceny.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Cheer Down – George Harrison

02.

Still Cruisin' (After All These Years) – The Beach Boys

03.

Knockin' On Heaven's Door – Randy Crawford

04.

Riggs

05.

The Embassy

06.

Riggs And Roger

07.

Leo

08.

Goodnight Rika

09.

The Stilt House

10.

Medley: The Shipyard / Knockin' On Heaven's Door – with Randy Crawford

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz