• Westworld
  • Program, The
  • Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The

Little Miss Sunshine

data publikacji: 28/09/2007

Mała Miss

Little Miss Sunshine

"...porywająca, elektryzująca i niesamowicie pozytywna..."

Kompozytor: Mychael Danna, DeVotchKa

Rok produkcji: 2006 / 2007

Wytwórnia: Lakeshore Records / Silva Screen

Czas trwania: 46:25 min.

 

Uwaga, zagadka!

Co to jest: małe, żółte, rozśpiewane i przypomina skrzyżowanie Tiersenowskiej "Amelii" z Goranem Bregovicem i "Stereophonic Musical Listenings That Have Been Origin in Moving Film 'Borat: Cultural Learnings of America for Make Benefit Glorious Nation of Kazakhstan'"? Zgadliście, to "Little Miss Sunshine". W nagrodę recenzja mojego autorstwa tejże płyty :). Zanim jednak zacznę, najpierw drobne 'who is who', czyli kto do wholery odpowiada za tę niezwykłą ścieżkę...

Myślę, że głównego kompozytora nikomu przedstawiać nie trzeba. Mychael Danna to znany i utalentowany muzyk, który może nigdy nie przebił się do pierwszej ligi, ale z reguły tworzy porządne partytury do porządnych filmów. Wszystkich jego dzieł przypominał jednak nie będę, bo to nie imdb.com. Wspomnę jednak kilka z ostatnich lat, a więc: "Where the Truth Lies", "Capote" czy "8 MM". Z uwagi na opisywaną pozycję warto też napisać o "Monsoon Wedding" i "Kama Sutra: A Tale of Love" – podobnie jak "Little Miss Sunshine" są one niezwykłym miksem delikatnej muzyki filmowej i barwnych kulturowych melodii z danych krajów (w tamtych przypadkach Indii i Dalekiego Wschodu).

Jednak tym razem Danna dostał do współpracy kogoś więcej, niż kolegę po fachu, czy muzyków z Bollywood. DeVotchKa to amerykańska grupa wywodząca się z Denver, która gra coś, co nazywa się Indie Rock (nie mylić z innym amerykańskim zespołem – The Devotchkas, który gra street punk). Zespół ten powstał w 1997 roku i często-gęsto używa w swoich pracach dźwięków greckich, rumuńskich, słowiańskich oraz nieco Bolero i Mariachi, i miesza je z amerykańskim punkiem i folkiem. Swoją oryginalną nazwę zaczerpnęli z Nadsat (rodzaj slangu angielskiego zmieszanego z językiem rosyjskim, wymyślony przez lingwistę, pisarza i muzyka Anthony'ego Burgessa na potrzeby "A Clockwork Orange") i znaczy ona tyle, co młoda dziewczyna lub też dziewuszka. Samo zresztą słowo wywodzi się wprost z języka rosyjskiego (fonetycznie: diewuszka) i ma podobne znaczenie. Do tej pory DeVotchKa była raczej grupą undergroundową i mało znaną – dopiero udział w "Little Miss Sunshine" dosłownie rozpromienił ich sławę (choć wcześniej użyto piosenki "How It Ends" w zwiastunie do filmu "Everything Is Illuminated").

Warto też powiedzieć o Sufjanie Stevensie, który również dodał coś od siebie. Sufjan to ceniony niezależny amerykański piosenkarz freak-folkowy i multiinstrumentalista (swoje imię zawdzięcza ponoć przywódcy organizacji religijnej 'Subud', do której należeli jego rodzice), dla którego ta płyta również jest swego rodzaju przełomem.

No, to teraz kiedy już wiemy kto, z kim i dlaczego, skupmy się na muzyce. A ta jest po prostu porywająca, elektryzująca i niesamowicie pozytywna. Już dawno nie słyszałem czegoś równie prostego, a jednocześnie oryginalnego i niebanalnego – czegoś co zawiera w sobie tyle radości i emocji, że można nimi obdarzyć kilka innych krążków. Co ciekawe, zaskakująca jest w tym wszystkim nie tyle instrumentalna i tematyczna strona (ta powiedziałbym wręcz jest przewidywalna), ile to jak wykorzystano piosenki DeVotchKa. Zespół ten nie napisał bowiem nowych, specjalnych kawałków, ale wykorzystał swoje dotychczasowe, aranżując je ("You Love Me (Remix)"), czy też biorąc żywcem na potrzeby filmu (np. "First Push" oparte jest na temacie z "Enemy Guns"). To, plus wprawna ręka Danny, i mamy nową jakość i tak już świetnej muzyki.

Myślę, że wszystko to, co napisałem powyżej wystarczy, żeby domyśleć się, jaka to jest muzyka. Teraz może tylko bardziej to zobrazuję. I tak mamy tu urok i wdzięk "Amelii", etnikę i poetyckość Bregovica oraz szaleństwo i prostotę Borata. Ciekawy miks, prawda? A jednak wszystko idealnie ze sobą współgra, dając nam kolejną niezapomnianą muzyczną przygodę. Nie jest jednak tak, że ktoś, kto nie lubi podanych przykładów będzie się nudził albo też ucieknie z krzykiem. Płyta jest na tyle przystępna (dobranie i ułożenie utworów, czas trwania), że chyba tylko głuchy by jej nie przyswoił (a i to nie jest takie pewne – badania trwają ;). Dodatkowo poziom całości jest niesamowicie wyrównany i trudno wybrać tu jakieś lepsze pozycje. Nie mówiąc już o tym, że różnica pomiędzy oryginalnymi piosenkami a utworami instrumentalnymi polega właściwie tylko na tym, że te pierwsze zawierają tekst – i w sumie dobrze, bo inaczej przyszłoby się pogubić.

No dobra, przesadzam, wiem ;). A skoro tak, to chyba czas na jakieś minusy, bo niestety nie jest to płyta idealna w swej zawartości. Choć te minusy w żaden sposób nie burzą odbioru całości, to muszę przyznać, że byłem bardzo podirytowany, gdy je usłyszałem. Ganię więc zarówno "Catwalkin'", jak i "Superfreak" – oba bardzo taneczne i również wesołe, ale niestety w typie dyskotekowym, wobec czego zupełnie nie pasują do reszty. Szczególnie ten drugi potworek, który wykorzystuje znaną melodię MC Hammera, wydaje się jakimś żartem (choć występuje on w filmie). Po prostu nie ta melodia, nie ta płyta, nie ta bajka.

Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, gdyż żyjemy w XXI wieku i piosenki te zwyczajnie można ominąć, wciskając 'delete', 'rewind', bądź jeszcze inny przycisk, który wymaże je z naszej pamięci. Zresztą docierając do końca krążka i tak nie będziemy już o nich pamiętać, bo nie pozwolą nam na to Mychael Danna & DeVotchKa. A w ogóle co ja się będę rozpisywał – cała płyta jest świetna i tyle. To niesamowita składanka i fenomenalny score (albo niesamowity score i fenomenalna składanka – jak kto woli), która zwraca uwagę już samą okładką. Nie dajcie się więc wciągnąć w jakieś "proszę" czy "polecam" z mojej strony, tylko po prostu skuście się na tę płytę. Szansa, że wam się nie spodoba jest jak możliwość wygranej w totka – a więc praktycznie żadna. Malenky Choodessny Rabbit!

 

P.S. Zapodana wyżej okładka kompilacji przerobionych wersji filmowych przebojów zawiera: 

1. How it Ends
2. Enemy Guns, performed live in Paris
3. You Love Me
4. We're Gonna Make It
5. Do You Think There's a Heaven?

 

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

The Winner Is – Mychael Danna & DeVotchKa

02.

Till the End of Time – DeVotchKa

03.

You Love Me (Remix) – DeVotchKa

04.

First Push – Mychael Danna & DeVotchKa

05.

No Man's Land – Sufjan Stevens

06.

Let's Go – Mychael Danna & DeVotchKa

07.

No One Gets Left Behind – Mychael Danna & DeVotchKa

08.

Chicago – Sufjan Stevens

09.

We're Gonna Make It – Mychael Danna & DeVotchKa

10.

Do You Think There's a Heaven – Mychael Danna & DeVotchKa

11.

Catwalkin' – Tony Tisdale

12.

Superfreak (Rocca Sound Remix) – Rick James

13.

La Llorona – DeVotchKa

14.

How It Ends – DeVotchKa

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz