• Lion
  • Magnificent Seven, The
  • Se7en – Collector's Edition
  • Sausage Party
  • Moonlight

Coco avant Chanel

data publikacji: 09/01/2010

Coco Chanel

Coco avant Chanel

"...żadnej nucie nie można zarzucić braku elegancji..."

Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok produkcji: 2009

Wytwórnia: Varèse Sarabande

Czas trwania: 39:44 min.

Ostatnimi czasy, kiedy myśli się o kostiumowym melodramacie, niemal od razu do głowy przychodzi Alexandre Desplat. Francuz jest co prawda dość wszechstronny, ale to właśnie praca przy melodramatach stanowi dla niego prawdziwe pole do popisu. Charakterystyczny styl kompozytora świetnie się w nich odnajduje, a niezwykły talent do pisania pięknych, melodyjnych tematów jest tu nie do przecenienia. Dobrze więc, że w pracowitym dla siebie roku 2009, Desplat znalazł też czas dla konwencji, w której czuje się najlepiej i po raz kolejny udowodnił, że nie ma w niej sobie równych.


Zawiłe i bardzo filmowe losy Coco Chanel doczekały się od Francuzów wyjątkowo nudnej produkcji, bardzo wyraźnie zakorzenionej w konwencji. Wady filmu stały się przy tym błogosławieństwem dla kompozytora. Elegancki melodramat z wyrazistymi postaciami aż prosił się o kompozycję obdarzoną obydwiema tymi cechami. Desplat wykonał trzy czwarte zadania. Żadnej nucie nie można zarzucić braku elegancji, wyrazistość jednak, którą należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach, nie jest już tak oczywista.


Na pytanie, jaką muzykę pisze Desplat do filmów romantycznych, odpowiedziałbym bez wahania: taką jak w "Coco Chanel".  Ścieżka ta bowiem jest kwintesencją jego stylu, od razu więc odradzam ją poszukiwaczom oryginalnych brzmień. Jeżeli zetknęliście się już z muzyką tego kompozytora wcześniej (a szczerze wątpię, by było inaczej), niezależnie czy w "Benjamini e Buttonie", czy w "Malowanym welonie", "Coco Chanel" nie przyniesie wam nic nowego. Francuz garściami czerpie z wcześniejszych prac, a to łącząc niespokojną rytmikę z powolną melodią skrzypiec jak w "Kr ólowej" ("Couture"), a to róg i cymbałki przywodzą na myśl "Dziewczynę z perłą" ("Coco & Boy"). Miejscami ociera się nawet o autoplagiat (wykorzystanie harfy!). Oczywiście wsłuchując się uważnie, można wyłuskać kilka świeżych pomysłów (nietypowy underscore w "Coco reje de Paris"), nie stanowią one jednak esencji ścieżki. "Coco Chanel" jest zatem wtórna w kontekście wcześniejszych prac Desplata i tu nie ma mowy o wyrazistości.


Inaczej rzecz ma się w obrębie samej kompozycji. Francuz skomponował dwa znakomite tematy. Pierwszy, który pojawia się już w "L’abandon", to powtarzana na fortepianie (później także na flecie i innych instrumentach) krótka sekwencja (jej zwieńczenie to szalenie desplatowski dwudźwięk na wyższym rejestrze). Jest on dość dynamiczny, ale ma w sobie też dużo smutku. Desplat często tylko o nim przypomina, dodając do innej melodii nawet w charakterze tła ("Gabrielle Bonheur"). Drugi z tematów, zdecydowanie romantyczny, opisuje niespełnioną miłość głównej bohaterki do niejakiego Boya, panicza zarówno przystojnego jak i majętnego ("Coco & Boy"). Ładnie współgrają  tu smyczki z fortepianem i rzadziej z instrumentami dętym drewnianymi. Melodia ma swój nieodparty urok, ale niedopatrywanie się elementów wtórnych wymaga sporo dobrej woli. Siła obydwu tych kompozycji nie tkwi jednak w ich oryginalności, a w słuchalności. Po wyjściu z kina pamięta się je doskonale, a powracanie do nich na płycie sprawia dużą przyjemność, są bowiem napisane z duża lekkością i gracją. Zgodnie też ze starą zasadą, brzmią znajomo, więc słucha się ich tym przyjemniej.


Alexandre Desplat jest przy tym kompozytorem na tyle wytrawnym, że nie pozwala słuchaczowi znudzić się głównym motywem, co często jest grzechem ścieżek do melodramatów. Utwory co prawda nie odbiegają od konwencji, można tu jednak odnaleźć bardzo wiele melodii, wyróżnia się delikatnie patetyczna pierwsza połowa "L’Hippodrome", niepokojące "Confession de Balsan", czy też uroczo klasyczny walc "Casino de Deauville".


"Coco Chanel" jawi się zatem jako kompozycja mało oryginalna, ale nie pozbawiona zalet. Jest to stwierdzenie o tyle prawdziwe, co niezupełnie precyzyjne. "Coco Chanel" to ścieżka znakomita, doskonale współgrająca z filmem, do której z przyjemnością się wraca, nie za długa, dopracowana, tyle że niezbyt oryginalna. Dlatego tak łatwo streścić ją w stwierdzeniu: to Desplat w melodramacie. Tym, którzy, tak jak ja, przyjmują to bez dyskusji z całym dobrodziejstwem inwentarza, większej zachęty nie potrzeba. Tym, którzy Desplata słuchają tylko od wielkiego dzwonu, z czystym sumieniem "Coco Chanel" odradzam, będzie to dla nich strata czasu. Mam przy tym wrażenie, że zarówno jedni jak i drudzy ze zniecierpliwieniem czekają na taką pracę kompozytora, która będzie zarówno przyjemna w odsłuchu, jak i świeża brzmieniowo, ale na taką, mam wrażenie, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

L'abandon

02.

Chez Chanel

03.

Coco & Boy

04.

Royallieu

05.

Couture

06.

Avenue du Bois

07.

Premier baiser

08.

Gabrielle Bonheur

09.

L'Hippodrome

10.

Arthur Capel

11.

Confession de Balsan

12.

Coco rêve de Paris

13.

L'Atelier

14.

Un seul Amour

15.

Le Chagrin de Coco

16.

Casino de Deauville

17.

Vanessa Wagner - Little Black Baby

18.

Audrey Tautou & Marie Gillain - Qui qu'a vu Coco

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz