• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

Horse Whisperer, The – score

data publikacji: 14/01/2007

Zaklinacz koni

Horse Whisperer, The – score

"...dzieło naprawdę wybitne..."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 1998

Wytwórnia: Hollywood Records / Edel

Czas trwania: 57:54 min.

 

NARESZCIE! Tak mogę określić moje finalne spotkanie z tą płytą. Jest to bowiem jedna z tych pozycji, które wielokrotnie wymykały mi się z rąk, nawet pomimo tego, że są ogólnodostępne. Należy także dodać, iż film Redforda, do którego to oprawę stworzył Newman (ponowne spotkanie tych dwóch panów), to dla mnie absolutny geniusz, do którego często zdarza mi się powracać. Samą natomiast muzykę także darzę szczególnym uwielbieniem i uważam ją za najlepszą w dorobku kompozytora (choć nie jest to jakaś żelazna zasada i często stawiam na równi z nią kilka innych dzieł, jak np. "Angels in America" czy "Road to Perdition"), a już na pewno taka, do której mam największy sentyment i uwielbienie. Dlatego też nie będę krył oceny końcowej, która jest maksymalna - inaczej po prostu w tym przypadku być nie może. Nie bez znaczenia jest także fakt, że słuchałem tej płytki już znacznie, znacznie wcześniej, tyle, że teraz w końcu mam ten prześliczny score na własność :).

Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę, iż osoby, które filmu nie widziały, bądź go nie lubią, mogą odebrać kompozycję Newmana inaczej, choć niekoniecznie gorzej. Zwrócić też trzeba uwagę na to, iż film, a co za tym idzie partytura, to poza miłosną historią także w dużej mierze zderzenie człowieka z naturą i ich wspólne zapoznanie, relacje. Oczywiście kluczem do tego są konie, sprowadzone do jednego przedstawiciela, który ucierpiał w skutek swoistej symbiozy z ludźmi właśnie. I wszystkie te relacje Newman opisał znakomicie. Jego kompozycja jest żywa, barwna i pełna uczuć. I choć wciąż do głębi przesiąknięta jest stylem kompozytora, to jednak pozostaje przy tym bardzo różna od reszty jego dokonań.

Poza tradycyjnym instrumentarium, jakiego używa Newman, mamy tu oczywiście iście kowbojskie dźwięki, które zresztą otwierają krążek utworem "Angus". Jest to krótka, przyjemna melodia, którą porównać mogę do "May" z "Shawshank Redemption", czyli też takie małe, swojskie wprowadzenie – akurat, żeby poczuć klimat, mimo, iż całość, podobnie do wspomnianego "Shawshank...", jest w dużej mierze znacznie bardziej od niego wysublimowana melodycznie, że tak to ujmę. Nie kłóci się to jednak z tymi kowbojskimi fragmentami, które także są bardzo ładne, a jeden z nich jest w końcu też i ważnym motywem. Mowa tu o wspaniałym "Montana", który można nazwać motywem miejsca, bowiem dotyczy właśnie tytułowej Montany, w której to akcja rozgrywa się przez lwią część obrazu. Jest to kolejna, bardzo łatwo kojarzona z filmem melodia, od której w dużej mierze wywodzą się też i inne. Jej melodia oparta jest na flecie, do którego dołączają po kolei skrzypce, trąbki, a po chwili także spora część orkiestry. W wydaniu DVD melodia ta raczy nas podczas przeglądania menu.

 

A inne mniej lub bardziej westernowe kawałki to kolejno: "Pilgrim's Progress", "Rancher's Wife", która może typowo dziko-zachodnia nie jest, ale wiele wspólnego z tematem z "Montana" ma i miejscami obie są podobne stylowo. Dalej bardzo dynamiczne "Iron", sympatyczne "Hereford Cross", które zaliczam także do tychod razu kojarzonych; "Your Misfortune (None Of My Own)", które ma wiele z country, ale jest bardzo inne od pozostałych z tego kręgu – przecudne skrzypce na pierwszym planie; przez pierwsze 40 sekund także "The Very Act Of Being", leniwy i krótki "Lazy J" oraz, także fragmentarycznie, prześlicznie głębokie "The Vast Continent" z samego końca filmu, kiedy zakochani ostatecznie się rozstają, a Tom odjeżdża w stronę zachodzącego słońca (do domu znaczy :). Sam zalążek melodii wykorzystuje też "Double Divide".

Ponieważ "The Horse Whisperer" to taka partytura, gdzie nie ma jednoznacznego tematu wiodącego, to wymienię po prostu te najbardziej znaczące i najpiękniejsze według mnie. Już w "The Whisperers" pojawia się jeden z takich znaków firmowych produkcji. I choć jest on jedynie zasygnalizowany, to jednak już samo to wystarcza. Utwór ten nie ma jednak stricte prostego rozwinięcia i razem z "There was Snow" czy "Voice Of God" krążą bardzo blisko kolejnego motywu, albowiem "The Rhythm Of The Horse". To już prawdziwa feria dźwięków, bardzo rytmiczna i chwilami dynamiczna melodia zaprzęgająca niemal całą orkiestrę do pracy. Przoduje flet, gitara, mnóstwo skrzypiec i wiolonczel, a także m.in. klarnety i oboje. Sam utwór posiada już rozwinięcie w postaci choćby "End Title".

 

Kolejnym, oscylującym wokół wymienionych tytułów fragmentem jest ten, który można przypisać Grace, a którego najlepszą wersję można usłyszeć w utworze o tym tytule właśnie. No i jest jeszcze absolutna rewelacja, skrywająca się pod tytułem "Percheron Stallion". Jest to perełka tej płyty i mój najbardziej ulubiony z ulubionych. Prawdziwe cudeńko na fortepian i skrzypce, które doskonale ilustruje piękno i duszę konia, którego reżyser zaserwował nam w napisach końcowych. Wcześniej pojawia się też w utworze "Accident" i tejże scenie z wypadku, jednak tam ma bardziej dramatyczny przebieg i melodia nie do końca jest czysta. Dla mnie to bodaj najpiękniejsza melodia Newmana i jedna z piękniejszych jakie w ogóle słyszałem.

Z kolei z pozostałych numerów warto nadmienić jeszcze małe arcydzieło w postaci "Runaway Meadow". Jest to jedna ze spokojniejszych i piękniejszych melodii na krążku. Towarzyszy scenom pierwszego zrozumienia pomiędzy Bookerem a Pielgrzymem. Mamy tu skrzypce oczywiście oraz przede wszystkim lirę. Największe jednak wrażenie wywierają dźwięki przyrody samej w sobie usytuowane na początku i końcu utworu. Skromnym, bo bardzo ilustracyjnym następcą, jest krótkie "Badlands" – niby nic wielkiego, ale warte wzmianki. Niesamowicie podobało mi się także "Creek House" – smutna melancholijna nuta, która idealnie pasuje do sceny, w której Annie zdaje sobie sprawę, że to już koniec i że musi, choć nie chce, wyjechać. "Hooves" i "Hobbie" to kolejne pozycje zasługujące na wymienienie. Ciche, klimatyczne, mistyczne – bardzo odprężają i uspokajają. I mógłbym tak jeszcze pisać i pisać, ale po co? Znacznie lepiej jest słuchać i słuchać, do czego jak najbardziej zachęcam.

 


Nadmienię jeszcze tylko, że pierwotnie muzykę do filmu Redforda miał skomponować John Barry, jednakże reżyser zwolnił go (co oburzyło wielu fanów) i zatrudnił Newmana. Czy zrobił dobrze? Myślę, że tak. I mimo iż nigdy nie dowiemy się, jak wyglądałaby ostateczna praca Barry'ego (choć wykorzystał jej część przy tworzeniu albumu "The Beyondness of Things"), to jednak dzieło Newmana jest na tyle piękne, poruszające i (dla mnie przynajmniej) idealnie współgrające z obrazem, że łatwo można o tym zapomnieć i delektować się tym, co stworzył najmłodszy z Newmanów. A stworzył dzieło naprawdę wybitne i aż dziw bierze, że nikt w przemyśle tego nie zauważył, gdyż muzyka Newmana przeszła niemal bez echa, zgarniając jedynie nagrodę BMI Film Music Award. Ale to już ich strata. Ode mnie Newman otrzymuje pięć nutek i bezgraniczne uwielbienie za tę ścieżkę. Mam nadzieję, że innym spodoba się choć w połowie tak bardzo, jak mi. I niech koń będzie z Wami!

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Angus

02.

Double Divide

03.

The Whisperers

04.

Accident

05.

There was Snow (Opening)

06.

Hooking On

07.

Montana

08.

Pilgrim's Progress

09.

Runaway Meadow

10.

Badlands

11.

Voice Of God

12.

The Rhythm Of The Horse

13.

Rancher's Wife

14.

Iron

15.

Simple Truths

16.

Hereford Cross

17.

Tunnel

18.

Awkward Talk

19.

Your Misfortune (None Of My Own)

20.

Hooves

21.

Hobbie

22.

The Very Act Of Being

23.

Grace

24.

Lazy J

25.

Creek House

26.

The Vast Continent

27.

Percheron Stallion

28.

End Title

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz