• Kingsman: The Golden Circle
  • Suicide Squad, The
  • Tom Clancy’s Without Remorse
  • Revolver
  • Bosch

Tom Clancy’s Without Remorse

data publikacji: 14/09/2021

Bez skrupułów Toma Clancy'ego

Tom Clancy’s Without Remorse

"...marnotrawstwo talentu..."

Kompozytor: Jónsi

Rok produkcji: 2021

Wytwórnia: Paramount

Czas trwania: 72:42 min.

 

Są takie filmy, które przez lata (a nawet dekady) nie są w stanie doczekać się realizacji. Ale kiedy już dostają zielone światło, rzadko odnoszą sukces. Taki jest, niestety, przypadek nowego filmu Stefano Sollimy „Bez skrupułów”, na podstawie powieści Toma Clancy’ego i z Michaelem B. Jordanem jako Johnem Clarkiem. Uwspółcześniona adaptacja, w której nasz bohater ściga Rosjan za zabicie jego ciężarnej żony i kumpli z oddziału, pozbawiona jest napięcia. Sama akcja też szału nie robi i jest przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu.

 

To może chociaż warstwa muzyczna jest interesująca? Na pewno taki był wybór kompozytora. Bo jaką trzeba mieć wyobraźnię, by do kina akcji/thrillera zatrudnić Jónsiego. Ten islandzki muzyk oraz wokalista Sigur Rós już wcześniej miał przygodę z tworzeniem muzyki filmowej, jak w przypadku „Kupiliśmy zoo” czy piosenek do trylogii „Jak wytresować smoka”. Ale to jest jednak inny kaliber kina, bo „Bez skrupułów” to blockbuster. Niemniej trudno jest odczuć satysfakcję. Dlaczego?

 

Bo mamy tutaj elektroniczno-ambientowe eksperymenty znane z tysięcy innych filmów, pozbawione własnej tożsamości, charakteru i tematyki. W zasadzie można nazwać całość hałasem, ale to byłoby zbyt obraźliwe dla hałasu. Chociaż początek nie zapowiada katastrofy i jest nawet niezły (okraszone mocną perkusją „Aleppo” w stylu Harry’ego Gregson-Williamsa), to z każdą kolejną minutą wszystko zaczyna siadać.

 

Nieprzyjemnie przemielone dźwięki strzałów („Sniper”), bardzo monotonne początki większości utworów, mocno ograne crescendo smyczkowe („Say Her Name”), niewyraźne szumy w tle (praktycznie 90% pracy). Niby są tu wplecione jakieś żywe instrumenty, ale brzmią one bardziej jak sample. Niby jest parę drobnych momentów, jak bardzo wyciszone i delikatne „Campfire”, podniosłe „Arlington” ze smyczkowym solo czy bardziej dynamiczne „Rooftop”. Ale prawda jest taka, że nie ma tutaj absolutnie żadnego pomysłu na score. Poza naśladowaniem stylu RCP zmieszanego z kompozycjami Hildur Guðnadóttir.

 

Reżyser filmu wspomina, że Jónsi pracował rok nad napisaniem ścieżki dźwiękowej. I aż chce się Islandczykowi powiedzieć: „Zmarnowałeś rok życia, by napisać to gówno?!”. Taką muzykę może napisać nawet małpa z zawiązanymi oczami, więc po co zatrudniać takiego twórcę jak Jónsi? Do tego wydanie zawiera prawie aż 80 minut materiału, przez co mocniej czuć monotonię oraz znużenie. Żeby było jeszcze gorzej, w samym filmie muzyka jest ledwo słyszalnym tłem. Cóż za marnotrawstwo talentu. 1,5 nutki to moja ocena.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

Aleppo

02.

Sniper

03.

Hallway

04.

Say Her Name

05.

Jail

06.

Campfire

07.

Vaseliev

08.

Arlington

09.

Welcome Home

10.

Death Follows Me

11.

SCIF

12.

Barents Sea

13.

Zodiac

14.

Murmansk

15.

Rykov

16.

Swim

17.

Exfil

18.

True Patriot

19.

Rooftop

20.

Stairs

21.

Aftermath

22.

Potomac

23.

Funeral

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz