• Kingsman: The Golden Circle
  • Suicide Squad, The
  • Tom Clancy’s Without Remorse
  • Revolver
  • Bosch

Little Things, The

data publikacji: 07/02/2021

Little Things, The

"...zbyt ekscentryczny, jak na historię, którą ma uzupełniać..."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 2021

Wytwórnia: WaterTower Music

Czas trwania: 55:31 min.

 

Z całą pewnością kryminalna opowieść z seryjnym mordercą w tle nie jest filmem, z którym można by kojarzyć nazwisko, a tym bardziej specyficzne nuty Thomasa Newmana. Wbrew pozorom kompozytor ten nie jest jednak żadnym świeżakiem w thrillerze, bo takowe ilustrował już na początku lat 90., systematycznie powracając czasem do gatunku w kolejnych dekadach. Jego angaż do najnowszego filmu Johna Lee Hancocka tym bardziej nie powinien dziwić, bo napisał muzykę do jego poprzedniej produkcji, „The Highwaymen”, a obaj panowie znają się od czasów „Ratując pana Banksa” Disneya. O jakość nut nie trzeba się było zatem martwić.

 

Notabene jest to już trzeci "mały" film Newmana, po „Małych kobietkach” z 1994 i „Małych dzieciach” z 2007 roku. Zwieńczenie tej swoistej trylogii tytułowej jest na tyle odmienne stylistycznie od poprzednich, na ile można by się spodziewać po samej fabule. Tu nie ma miejsca na skoczne, radosne dźwięki Americany czy niemal koncertowe, spowite nostalgią suity, które znamy z tamtych dzieł. Niemniej maestro pozostaje cały czas na znajomych wodach, a jego styl jest ewidentny od pierwszych taktów. To dobrze dla fanów, ale gorzej dla samego filmu, nad którym muzyka nie raz wydaje się dominować, zamiast dopełniać jego charakter. Newman często eksperymentuje z brzmieniem, a całościowo stawia na momentami mało przyjemny, posępny ambient. Lecz jego score jest w ogólnym rozrachunku oraz w samej swojej naturze zbyt ekscentryczny, jak na historię, którą ma uzupełniać.

 

Co prawda od strony narracyjnej wszystko wydaje się być na swoim miejscu i relacja dźwięku z obrazem nie zostaje skompromitowana, ale trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem na kompozytorskim stołku przydałby się jednak ktoś o nieco innej wrażliwości i podejściu do nut. Nie jest to przy tym wrażenie bezpodstawne, gdyż film ten ma swoje korzenie właśnie w latach 90. (wtedy zresztą toczy się jego akcja), a scenariusz powstał jeszcze przed premierą sławetnego „Siedem”. Skojarzenia z filmem Davida Finchera nasuwają się zresztą same podczas seansu, a wraz z nimi także porównania ze ścieżkami dźwiękowymi Howarda Shore’a – ówczesnego nadwornego ilustratora mrocznych thrillerów.

 

To pisząc, pracę Newmana trudno mi jednoznacznie skrytykować, bo potrafi zarówno trzymać w napięciu, serwować nieinwazyjne tło w newralgicznych momentach, jak i pomagać nielicznym scenom akcji („Shirley Temple To Go”). Niemniej styl tego twórcy jest na tyle charakterystyczny, iż czasami po prostu nadmiernie się wyróżnia – przynajmniej w moich, wyczulonych na tym punkcie uszach. Innymi słowy: ma więcej klimatu od samego filmu. Za to należy jednak zbesztać reżysera, który nie za dobrze radzi sobie także z wpleceniem do poszczególnych scen starych przebojów śpiewanych (TUTAJ lista wszystkich utworów źródłowych wykorzystanych w filmie).

 

Abstrahując jednak od ekranowej bytności tej partytury, album ma własne problemy. Rytm i ogólna atmosfera pozostają w sumie bez większych zmian na tym blisko godzinnym albumie, co bez znajomości kontekstu bywa czasem po prostu niewygodne dla uszu, a generalnie mało angażujące zmysły. Przy 25 ścieżkach nie obyło się bez typowej dla Newmana drobnicy, która kończy się jeszcze zanim na dobre rozkręci (acz tylko trzy utwory trwają poniżej minuty – „Wing Mirror”, „Reverend Captain” i „Padlock”). Co nie zmienia faktu, iż miłośnicy tego twórcy powinni być ukontentowani – z uwagi na temat filmu raczej nie cali w skowronkach, lecz pewna satysfakcja jest w jego przypadku raz jeszcze gwarantowana.

 

Co prawda nie usłyszymy tu nic, czego kompozytor nie oferowałby już wcześniej, ale kilka motywów pozytywnie zaskakuje swoimi rozwiązaniami („Gentlemen's Club”), podczas gdy innych zwyczajnie dobrze się słucha. Szczególnie, że Newman całkiem zgrabnie łączy tu swoje stare podejście z czasów, w których osadzono „The Little Things”, z nową estetyką. Oczywiście dominuje elektronika, stosownie ubarwiona żywymi instrumentami, a niekiedy także elementem czysto ludzkim. Jałowego underscore’u nie udało się niestety uniknąć (praktycznie cały środek wydanego elektronicznie materiału), ale warto go przeboleć dla tych paru popisów kompozytorskiego kunsztu i zwiewności dźwięków Newmana. Fani będą mogli odkrywać co raz to nowe smaczki przy kolejnych odsłuchach. Z kolei najbardziej opornym melomanom pozostaje na osłodę końcowa suita tytułowa – tradycyjnie będąca niezwykle chwytliwym i energicznym zlepkiem wszystkich myśli przewodnich oraz stylu kryjącego się za tą muzyką. Paradoksalnie dobrze oddaje ona też wszystko to, o czym pisałem wyżej.

 

 

O ile filmowo „The Little Things” z pewnością kryło w sobie o wiele większe aspiracje, o tyle soundtrack wpisuje się raczej w ramy kolejnej nieszablonowej, ale nie mającej szans na zostanie prawdziwym klasykiem pracy w dorobku Thomasa Newmana. Słucha się tego dobrze, choćby tylko fragmentarycznie, ale trudno o prawdziwy entuzjazm i dodanie do ulubionych pozycji w katalogu. Niemniej cieszy sam fakt, że maestro bynajmniej nie spoczywa na laurach i wciąż pozostaje równie świeży, nieszablonowy i pomysłowy, co za swoich najlepszych lat. Oby jak najdłużej.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Chevy Nova

02.

Musica Latina

03.

Motion to Dismiss

04.

Meat Wagon

05.

Second Story Walkup

06.

Gentlemen’s Club

07.

Hollywood Cross

08.

Shirley Temple To Go

09.

Buck Twenty

10.

Vacation Days

11.

St Agnes

12.

Wing Mirror

13.

Jack Aboud

14.

La Loma Bridge

15.

Reverend Captain

16.

Mosman’s

17.

New Disciple

18.

I Won’t Bite

19.

Padlock

20.

Get Up

21.

Strong Box

22.

End of the World

23.

Red Barrette

24.

A Dead Girl Wakes

25.

Little Things

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz