• Dune
  • Dark Crystal, The: Age of Resistance
  • Uncut Gems
  • Jojo Rabbit
  • Ford v Ferrari

Uncut Gems

data publikacji: 28/02/2020

Nieoszlifowane diamenty

Uncut Gems

"...kawał bardzo dobrej muzyki..."

Kompozytor: Daniel Lopatin

Rok produkcji: 2019

Wytwórnia: Warp Records

Czas trwania: 51:56 min.

 

Adam Sandler i nominacja do Oscara? Samo to połączenie na pierwszy rzut oka wydaje się co najmniej niedorzeczne. Wynikać to może z wizerunku aktora, kojarzonego z rolami w głupawych komedyjkach, których nawet nie warto wymieniać. Ale w ubiegłym roku zaskoczył on wszystkich swoją kreacją w filmie braci Safdie „Uncut Gems”. Sandler zagrał tam uzależnionego od hazardu jubilera, który chcąc wyplątać się z tarapatów, chce sprzedać rzadki i cenny kamień. Jednak droga do realizacji tego celu jest bardzo wyboista. Sam film jest trzymającym do końca w napięciu thrillerem, gdzie niemal każdy wykrzykuje swoje słowa (w końcu to miasto), a Sandler zalicza rolę życia (ale członkowie Akademii go olali).

 

Również olano oprawę muzyczną, która – tak jak bohater – jest niemal ciągle w ruchu i hałaśliwa. Znaczy się została mocno podkręcona przez dźwiękowców, niejako wylewa się z każdego kadru i jej obecność jest nie do podważenia. A odpowiada za nią Daniel Lopatin, znany bardziej jako Oneohtrix Point Never, który pracował z braćmi Safdie przy ich poprzednim filmie – „Good Time”, otrzymując za tą pracę nagrodę na festiwalu w Cannes.

 

Maestro znany jest z tworzenia muzyki elektronicznej, więc nie dziwne, że ilustracja oparta jest na tego typu dźwiękach. Dominuje tutaj syntezator Moog oraz ambientowe tło, niemniej kompozytor ma parę ciekawych sztuczek w arsenale. Słychać to już w otwierającym całość „The Ballad of Howie Bling”, będącym przydługim wstępem do opowieści. Dzięki temu utworowi niejako poznajemy głównego bohatera w codziennym dniu, ale jednocześnie tworzy on bardzo oniryczny klimat, w którym każdy dźwięk wydaje się nasilony. Pasaże nakładają się na siebie, a jakby mało było wrażeń, dochodzi też perkusja i chór – jakby nie z tego świata – oraz solo na saksofonie. Ten ostatni budzi skojarzenie z „Blade Runnerem” Vangelisa, ale nie był on jedyną inspiracją. Czuć tutaj zarówno wpływy orientalnego ducha Isao Tomity, a także szeroko pojętą nowofalową elektronikę lat 70. i 80.

 

I ten twór Frankensteina stoi na własnych nogach, nie cytując żadnego z poprzedników. Choć jako takiej bazy tematycznej nie ma, maestro znakomicie buduje atmosferę filmu. Zagrożenie jest tutaj niemal namacalnie, a jednocześnie muzyka wchodzi w umysł człowieka desperacko próbującego wyplątać się z bagna, w którym siedzi od dawna. Najmocniej wybrzmiewa to w pulsującym i nerwowym „School Play”, utrzymanym w klimatach Tangerine Dream (skojarzenie ze „Złodziejem” jak najbardziej na miejscu); niemal świszczącym, perkusyjnym „The Fountain” czy równie dynamicznym, egzotycznym „Windows”, gdzie więcej do powiedzenia ma perkusja oraz chór. Sama ta sklejka i faktura szytych dźwięków robi piorunujące wrażenie.

 

Nawet jeśli pojawiają się chwile oddechu, brzmią bardzo nierealnie. Tak jak pełne fletów „Pure Elation” oraz „The Bet Hits”, rozpisane na fortepian oraz dzwonki „Followed” czy saksofonowe „Back to Roslyn”. Kompozycje te są dość krótkie i pełnią rolę takiego drobnego przerywnika przed dużym uderzeniem. Wyjątkiem od reguły wydaje się pozornie medytujące „Fuck You Howard”, będące przearanżowaną wersją... 88. symfonii G-dur Josepha Haydna. Zaczyna się spokojnie, ale z czasem robi się rozbuchane, co jest zasługą chóru, nasilających się klawiszy oraz perkusji.

 

Jednak najmocniejsze uderzenie maestro serwuje nam w rozbitym na trzy kawałki finale. Najpierw mocno falujące „The Blade” coraz bardziej nabiera gwałtowności, zwiastując wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo. Podobnie jest w pozornie spokojnym „Mohegan Suite”, jednak podskórnie czuć nakręcającą się adrenalinę i ryzyko. A to wszystko eksploduje w tytułowym „Uncut Gems”, które opiera się na paradoksach. Ciepłe dźwięki klawiszy na początku oraz chór w tle mogą zapowiadać szczęśliwe zakończenie, tak jak orientalne klawisze á la Vangelis. Tylko, że film pokazuje coś innego i sugeruje odbierać muzykę jako rodzaj elegii, pożegnania, ekscytację wygraną zmieniając w melancholię. I chociaż powinno się to gryźć ze sobą, to tak się bynajmiej nie dzieje.

 

„Uncut Gems” to jedna z przyjemniejszych ścieżek elektronicznych. Zaskakująco także poza ekranem jest to kawał bardzo dobrej muzyki. Za to z jej wydaniem są dwa drobne problemy. Po pierwsze składa się na nie wiele krótkich fragmentów, w których jednakże ilustracyjnej tapety jest zaskakująco mało. Po drugie, w niektóre kompozycje wpleciono fragmenty dialogów z filmu. Na szczęście nie ma ich zbyt dużo i nie psują frajdy z odsłuchu. Reasumując, score ten może nie rzuca się w uszy, ale ci, którzy go słyszeli, mogą poczuć się jak odkrywcy niezwykle rzadkiego kamienia.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

The Ballad of Howie Bling

02.

Pure Elation

03.

Followed [zawiera dialog]

04.

The Bet Hits

05.

High Life

06.

No Vacation [zawiera dialog]

07.

School Play [zawiera dialog]

08.

Fuck You Howard

09.

Smoothie

10.

Back to Roslyn

11.

The Fountain

12.

Powerade [zawiera dialog]

13.

Windows

14.

Buzz Me Out

15.

The Blade

16.

Mohegan Suite

17.

Uncut Gems

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz