• Westworld
  • Program, The
  • Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The

Wizard of Lies, The

data publikacji: 29/09/2018

Arcyoszust

Wizard of Lies, The

"...potrafi zmrozić krew..."

Kompozytor: Evgueni & Sacha Galperine

Rok produkcji: 2017

Wytwórnia: Lakeshore Records

Czas trwania: 38:18 min.

 

HBO od lat potwierdza klasę w realizowaniu filmów oraz seriali telewizyjnych, nawet zrobionych przez troszkę zapomnianych twórców. Kimś takim bez wątpienia jest Barry Levinson – twórca „Rain Man”, „Good Morning, Vietnam” czy „Bugsy’ego” ostatnimi laty mocno obniżył loty. Powrotem do formy był najpierw „Jack jakiego nie znacie” z Alem Pacino w roli doktora Jacka Kevorkiana, a następnie „Arcyoszust”, czyli opowieść o Bernardzie Madoffie (znakomity Robert De Niro).

 

Reżyser znany też jest z dobrej ręki do kompozytorów. Współpracował m.in. z Hansem Zimmerem („Rain Man”), Brucem Broughtonem („Piramida strachu”) czy ostatnio z Marcelo Zarvosem („Jack, jakiego nie znacie”). Ale w przypadku „Arcyoszusta” dochodzi do zmiany warty i Brazylijczyka zastąpili dwaj bracia z Rosji, Jewgienij oraz Sasza Galperine. Skąd to rodzeństwo? Być może zaważył fakt, że pracowali przy filmie „Porachunki”, gdzie główne role grali De Niro i Pfeiffer, ale to tylko hipoteza. Jedno jest pewne, że od „Arcyoszusta” zaczęła się współpraca Galperine’ów z Levinsonem, z którym zrobili jeszcze „Paterno”.

 

Sama muzyka wpisuje się w trend minimalistycznych dźwięków polanych sosem elektroniczno-ambientowym. Już otwierające całość „The Wizard of Lies” potrafi zmrozić krew. Początkowo można odnieść wrażenie, że to soundtrack do jakiegoś horroru. Mamy pojedyncze dźwięki smyczków i gitary, wręcz pulsującą perkusję, po których wchodzi nerwowe ostinato. To pokazuje dramat ludzi, który zaufali oszustowi i stracili wszystko – czy to nie jest straszne? Ta groza powraca jeszcze w finałowym „My Father Is Dead for Me” oraz pod koniec „Ruth Call”, jeszcze bardziej budując atmosferę godną horroru.

 

I nawet jeśli wydaje się, że coś zaczyna się wyciszać, okazuje się, że to cisza przed burzą. Takie jest kołysankowe „A New Start”, otwierające się kojącymi dźwiękami á la szklana harmonijka. Potem zaczynają dochodzić kolejne dźwięki (fortepian, perkusjonalia, smyczki, elektronika), wprowadzając nas w koszmar. Im dalej w las, tym mroczniej. Coraz bardziej słychać upływający czas (tykające „Pozni Scheme” z gęstymi wejściami perkusji oraz "przemieloną" elektroniką w połowie, czy powoli narastające „It’s Not Enough”), co nie opuszcza nas aż do finału.

 

Chociaż nie brakuje bardziej underscore’owych popisów („Nightmare” ze świdrującymi uszy smyczkami, tykającym fortepianem i elegijną trąbką) czy silnego udziału sound designu (gitarowo-perkusyjne „FBI”, „150 Years”), nie jest to brzmienie aż tak niestrawne, jak by się mogło wydawać (bardzo agresywne „I Have to Talk to You” czy przypominające styl Harry’ego Gregson-Williamsa „Losing It”). Nawet jeśli pojawia się kilka spokojniejszych fragmentów (ambientowe „Ruth Call” z cymbałkami, znowu budzącej skojarzenia z „Transcendencją” – myślałem, że o tej ścieżce już nie wspomnę ani słowem), podskórnie wyczuwamy, że dzieje się coś złego, niepokojącego. Tak jest choćby z krótkim „The Pills”, będącym dźwiękową plamą i jedynym zgrzytem na albumie.

 

Jedynym utworem pozwalającym złapać oddech jest utrzymane w stylistyce jazzu „Big Noise from Winnetka Medley”. Mimo postawienia na o wiele żywsze instrumenty (perkusja, fortepian, kontrabas, trąbka), motyw ten pełen jest nerwowości, poczucia niepokoju oraz wyczekiwana, przeplatanych z krótkimi chwilami wyciszenia. Towarzyszy on scenie, gdy na przyjęciu Madoff próbuje przekonać kolejne osoby do udziału w jego funduszu, znakomicie zgrywając się z wypowiadanymi zdaniami oraz rozwojem sytuacji (perkusja w pewnym momencie przypomina bicie serca).

 

Samo wydanie „Arcyoszusta” zawiera wszystkie kompozycje braci Galperine, chociaż ma jedną małą wadę: brak chronologicznego ułożenia utworów. Dotyczy to głównie środka płyty, będącego bałaganem. Z drugiej jednak strony to jeszcze bardziej potęguje klimat. Dla osób nie znających filmu ta oprawa może wywołać konsternację. Zamiast obyczajowego dramatu mamy bardzo mroczny i gęsty quasi horror, zaskakująco dobrze sprawdzający się na ekranie. Ta muzyka oddaje stan, gdy wszelkie kłamstwa zostają obnażone i z ich konsekwencjami wszyscy muszą żyć. Mroczna, gęsta, bardzo niepokojąca ścieżka, dostarczająca miejscami wiele satysfakcji, za co dostaje 3,5 nutki.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

The Wizard of Lies

02.

A New Start

03.

Ponzi Scheme

04.

It’s Not Enough

05.

Nightmare

06.

FBI

07.

150 Years

08.

Big Noise from Winnetka Medley – The Club Colette Band

09.

Doubts

10.

Ruth Call

11.

I Revered Him

12.

I Have To Talk To You All

13.

Losing It

14.

The Pills

15.

The Boys Wouldn’t Sign

16.

Make It Right

17.

My Father Is Dead To Me

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz