• Westworld
  • Program, The
  • Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The

Real McCoy, The

data publikacji: 07/06/2009

Niesamowita McCoy

Real McCoy, The

"...bardzo luźna, pomysłowa i w miarę dynamiczna..."

Kompozytor: Brad Fiedel

Rok produkcji: 1993

Wytwórnia: Varese Sarabande

Czas trwania: 29:46 min.

Wielbicielom Kim Basinger i dobrego kina rozrywkowego nie trzeba przypominać tego tytułu. Pozostałym skrobnę nieco o fabule. Tytułowa McCoy (w polskim tytule ochrzczona zresztą mianem ‘niesamowitej’) o słodkim imieniu Karen, żyje z bankowości – nie siedzi ona jednak za biurkiem i nie pomaga nam wybrać kredytu, lecz pod osłoną nocy wybiera ze skarbca najcenniejsze kąski. Już na samym początku filmu zalicza wpadkę przy swoim kolejnym skoku. Trafia do więzienia, z którego po latach wychodzi, już jako ‘nowy obywatel’ i stara się uporządkować swoje mizerne życie. Dalej jest równie standardowo: upomina się o nią przeszłość, mamy dobrego żółtodzioba (Val Kilmer) i złych profesjonalistów (Terence Stamp i spółka), którzy zmuszają Karen do jeszcze jednego włamu. Historia więc oklepana i mało zaskakująca, ale sam film bardzo przyjemny i warto polecić go na niedzielne popołudnie, szczególnie jeśli ktoś lubi podobne klimaty.

Muzyka do takiego dzieła musiała być solidna, ale niezbyt rozbuchana; pomysłowa, lecz przewijająca się głównie w tle. I taką właśnie ilustrację stworzył Brad Fiedel, który dopiero co został wyniesiony na piedestał przez oszałamiający sukces "T2". Nie dziwi więc fakt, że i przygody Karen zilustrował on w podobnym tonie, choć znacznie bardziej oszczędnym, niż film Camerona. Znaleźć tu też można sporo bliźniaczych elementów z kolejną, późniejszą o rok współpracą z Jamesem, czyli "True Lies". I chyba tak można najlepiej oddać charakter tej płyty – to coś pomiędzy tymi tytułami, choć atmosferą znacznie się od nich różniące.

McCoy z endoszkieletem T-800 łączy przede wszystkim skromna liryka zawarta na krążku – "Making Plans" bardzo podobne jest do pięknego "Desert Suite". Także w początkowym "Breaking Into Vault" można znaleźć trochę elektronicznej surowości, jaką charakteryzowała się opowieść o cyborgach z przyszłości. Reszta utworów – szczególnie poprzez użycie niekonwencjonalnych środków – przywołuje na myśl już bardziej "True Lies", choć jest znacznie skromniejsza i oparta przede wszystkim o ciekawy, ale nie porywający underscore. Poza charakterystycznym dla kompozytora efektem strzelania palcami, mamy tu całą gamę intrygujących i nieszablonowych rozwiązań dźwiękowych, które zwyczajnie zachwycają swoją pomysłowością. Właściwie każdy z dziesięciu zamieszczonych tu utworów może poszczycić się jakimś oryginalnym motywem, co przecież w danym gatunku filmowym już wtedy nie było łatwe do osiągnięcia – a dziś wciąż robi wrażenie.

Jak na Fiedela przystało, całość jest interesującym połączeniem elektroniki (na szczęście nie drażniącej tak, jak w pierwszym "Terminatorze") z tradycyjnymi instrumentami, choć o prawdziwej orkiestrze można zapomnieć. Zamiast niej kompozytor sięga po pojedyncze, bardziej współczesne elementy, jak gitara elektryczna, saksofon, czy perkusja. Są tu oczywiście też i skrzypce (również w swojej elektrycznej wersji), ale tworzą one raczej ciekawy podkład dla całej reszty. Dlatego właśnie kompozycja ta zdaje się ociekać chłodem, który nie każdemu przypadnie do gustu – w tę ścieżkę trzeba umieć ‘wejść’, aby docenić jej wszelkie atuty, oraz dostrzec wszystkie smaczki i detale. Kto więc lubuje się w tego typu poszukiwaniach, kto czuje taką luźną, ‘kryminalną’ muzykę tła (patrz: trylogia Ocean’s, "Inside Man", czy ostatnio "The Bank Job"), ten powinien czuć się tu, jak u siebie w domu, bo też i pozycja ta posiada wszystko to, co taka muzyka może zaoferować.

Na tym tle wyróżniają się jedynie dwa końcowe utwory – "Off To Brazil" i "End Credits", które stanowią największą atrakcję tej krótkiej płyty, jednocześnie podnosząc jej ogólną wartość. Tu Fiedel bawi się już na całego szalonymi, tanecznymi rytmami w typie samby, tym samym serwując nam muzyczną jazdę bez trzymanki. Te utwory każdemu powinny się już spodobać, bez względu na gusta.

Ogółem nie jest to jakaś rewelacyjna pozycja. Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż jest ona bardzo luźna, pomysłowa i w miarę dynamiczna; oraz to, że album ten został świetnie zmontowany do ledwie pół godziny przyjemnego i – co istotne – najważniejszego względem filmu materiału, postanowiłem naciągnąć ocenę do pełnej czwórki. Może nie do końca to obiektywne czy sprawiedliwe, ale od czasu do czasu można sobie na to pozwolić. A w przypadku "Niesamowitej McCoy" z pewnością warto tak uczynić.

 



P.S. Ciekawostka: orkiestrą dyrygowała Shirley Walker.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Breaking Into Vault

02.

Where Sleeping Dogs Lie

03.

Karen Cases Bank

04.

Making Plans

05.

Arrival At Bank

06.

Security Guard

07.

Ash Tray

08.

Patrick's Rescue

09.

Off To Brazil

10.

End Credits

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz