• Nerve
  • Phantom Thread
  • Three Billboards Outside Ebbing, Missouri
  • Denial
  • Founder, The

True Blue

data publikacji: 03/05/2008

Zbuntowana załoga

True Blue

"...pozycja, do której wręcz trzeba wracać wielokrotnie..."

Kompozytor: Stanislas Syrewicz

Rok produkcji: 1996

Wytwórnia: London / Univesal Music / Decca

Czas trwania: 46:04 min.

 

Film Ferdinanda Fairfaxa – który u nas postanowiono ochrzcić nazwą "Zbuntowana załoga" – opowiada ni mniej, ni więcej jak o rywalizacji dwóch wioślarskich drużyn w słynnym wyścigu pomiędzy Oxford i Cambridge, jaki co roku odbywa się na Tamizie. Oparta na faktach historia stawia pytania o honor, ambicje, fair play i samą istotę sportowego ducha. To wszystko próbuje oddać także muzyka.

Na początek wypada jednak powiedzieć nieco o jej twórcy, czyli o kompozytorze Stanisławie Syrewiczu. Wbrew pozorom nie pochodzi on z Polski – urodził się w Rosji i tam też tworzył przez jakiś czas. Z naszym krajem ma jednak wiele wspólnego – w 1977 roku ukończył studia na Wydziale Reżyserskim PWST w Warszawie, a potem z powodzeniem tworzył oprawy do polskich produkcji (np. "Awantura o Basię" czy ostatnio "Testosteron") – i rzecz jasna mówi po polsku. Z kinem amerykańskim także związany jest od lat, ale trudno tu mówić o jakichś potężnych sukcesach – "True Blue" to jedna z jego najsłynniejszych prac. Generalnie jest to jeden z tych kompozytorów, którzy pozostają w nieustannym cieniu większych kolegów i mimo niewątpliwych zdolności raczej nigdy nie zdołają przedostać się do pierwszej ligi. Trochę szkoda, gdyż słuchając takich prac, jak właśnie "True Blue", wyobraźnia automatycznie się rozbudza i człowiek tylko zastanawia się, jakby wyglądał taki, dajmy na to "Złoty kompas" w wykonaniu Syrewicza. No, ale odstawmy na chwilę marzenia, powracając do całkiem sympatycznej – w tym przypadku – rzeczywistości.

Muzyka zwraca na siebie uwagę już od pierwszej chwili. Celowo używam takiego zwrotu, gdyż trudno tu mówić o jakiejś wyraźniej sympatii czy innych odczuciach – te nadejdą później i w dużej mierze zależą nie tyle od samej partytury, co od gustu danej osoby. Jakby się bowiem nie starać, to silna elektronika – bo taki styl reprezentuje ta płyta – nie trafi do każdego. Także nieco chłodny charakter ścieżki i brak jakiejś większej różnorodności tematycznej może sprawić, że wiele osób się tu po prostu nie odnajdzie.

Stylowo kompozycja idealnie wpisuje się pomiędzy dokonania Vangelisa i Faltenmeyera, ale równie dużo elementów wspólnych ma ze świetnym "Wind" Poledourisa i niektórymi kompozycjami Zimmera, jak choćby "The Peacemaker" czy "Days of Thunder". Wystarczy zresztą posłuchać choćby początku "Prelude" – bliźniaczo podobnego do tematu z "The Bounty" Vangelisa – żeby zrozumieć pewne zależności, jakie Syrewicz tu stosuje. Nie ma jednak mowy o żadnym plagiacie czy temu podobnych rzeczach. To są po prostu stylizacje, zapożyczenia i odniesienia, wynikające z podobnego stylu i kierunku ilustracji, jaki kompozytor obrał. Choć na pewno w jakimś stopniu Syrewicz inspirował się dokonaniami ww twórców – a może też chciał im po prostu złożyć hołd. Jednak faktem jest, że oryginalność nie należy do najmocniejszych punktów tej partytury.

Nie można odmówić jej za to swoistego uroku, a chwilami prawdziwej magii i efektywności. Co by bowiem o tej płycie nie powiedzieć, to jednak robi ona wrażenie, a kilka ścieżek na pewno zagości na dłużej w naszych umysłach. Do takich momentów z pewnością należy temat przewodni, zaprezentowany w "Opening Titles", a potem niesamowicie powtórzony w "Winter Raid" i "Closing Titles". Polecam szczególnie właśnie "Closing...", gdzie chór i elementy akustyczne wspaniale połączone zostały z pięknymi skrzypcami w tle i potężną, zwycięską elektroniką a la "Chariots of Fire". Tak, to zdecydowanie najwspanialszy moment płyty, na który warto czekać całe 40 minut. Zresztą po drodze także nie zabraknie niespodzianek...

Do takich z pewnością należą mroczniejsze i bardziej dramatyczne nuty, jakie proponuje nam choćby "Hand in Water" o zabarwieniu militarnym (końcówka), dynamiczne "Trial Eights" czy potężne "The Race" opisujące emocjonujący finał filmu. Zwrócić należy także uwagę na prześliczne i pozytywne "Wooden Oars" (szczególnie na Reprise tegoż). Tu temat główny został wspaniale zaaranżowany na tradycyjną orkiestrę, sprawiając że czuć bijący od tej ścieżki majestat. Zresztą wsłuchując się w ten utwór raz po raz, można znaleźć prawdziwą kopalnię smaczków i muzycznych rozwiązań, takich jak delikatny chór wspomagający melodię, czy otwierający całość spokojny flet, który powraca w połowie ścieżki, łagodnie ‘wijąc’ się w tle.

Zresztą cała płyta – dość krótka, szczególnie jak na dzisiejsze standardy – roi się od wielu rozwiązań, nawiązań, inspiracji, instrumentów, aranżacji i tematów, których nie sposób odkryć czy docenić przy pierwszym spotkaniu. Dlatego też jest to pozycja, do której wręcz trzeba wracać wielokrotnie – za każdym razem będąc bardziej usatysfakcjonowanym z odsłuchu. Mimo wielu, aż nadto czytelnych, cytatów i zapożyczeń (oraz drobnych minusów w postaci pewnej archaiczności ścieżki czy też braku większej różnorodności tematycznej), praca Syrewicza jawi się jako twór niebanalny i pokazuje, że dobra muzyka filmowa składa się nie tylko z Williamsa i Zimmera. To pozycja, po którą warto sięgnąć – tym bardziej, że jest ona dziś trudno dostępnym rarytasem.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Opening Titles

02.

Prelude

03.

Hand in Water

04.

Winter Run

05.

Muddy Hill

06.

Driven Home

07.

Invitation

08.

Trial Eights

09.

Wooden Oars

10.

Bad Times

11.

Training

12.

The Great Hall

13.

Fight Back

14.

The Race

15.

Wooden Oars (Reprise)

16.

Closing Titles

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz