• Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children
  • Sing – score
  • Sing – Deluxe Edition
  • Split
  • Ballerina

Hacksaw Ridge

data publikacji: 20/02/2017

Przełęcz ocalonych

Hacksaw Ridge

"...klasyczne rozwiązania w nowoczesnej, rewelacyjnie brzmiącej oprawie..."

Kompozytor: Rupert Gregson-Williams

Rok produkcji: 2016

Wytwórnia: Universal

Czas trwania: 53:55 min.

 

Zaskoczenie – to pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy w kontekście „Hacksaw Ridge”. Przyznam  się, że gdyby nie mój przyjaciel Dominik to prawdopodobnie przeszedłbym obojętnie obok filmu Mela Gibsona (sic!). Teraz gdy jestem już kilka tygodni po seansie wydaje mi się, że pominięcie tego ruchomego obrazu byłoby z mojej strony co najmniej sporym przeoczeniem. „Przełęcz ocalonych” to kino rewelacyjne, bez cienia przesady dzieło na najwyższym poziomie pod każdym względem. To film, który nie tyle zasługuje na tegorocznego Oscara (reżyseria, najlepszy film oraz najlepszy aktor pierwszoplanowy), co w znaczący sposób ustawia niejako poziom całej rywalizacji.

 

Do nominacji Akademii w kwestii muzyki odniosę się jeszcze w dalszej części recenzji, bo nie sposób tego nie zrobić, słuchając tego, co zaproponował Rupert Gregson-Williams. Pozostawiając ekspertom sprawy związane z samych filmem (o których naprawdę można by napisać dużo dobrych rzeczy) przyjrzyjmy się kwestii najbardziej nas interesującej, tj. muzyce.

 

Już podczas seansu zwróciłem uwagę na ścieżkę towarzyszącą filmowi. W utworze otwierającym tracklistę („Okinawa Battlefield”) mamy zapowiedź tego, że muzyka Gregsona-Williamsa będzie co najmniej trzymała poziom. I tu wracam znów do kluczowego słowa mojego odbioru tego soundtracku, a mianowicie zaskoczenia. W miarę jak film nabiera tempa, w ślad za nim podąża muzyka. To, co jest niewątpliwym atutem tej partytury, to zbalansowanie całości. Żadna kompozycja nie jest przeładowana, przekombinowana czy po prostu odklejona od reszty. Najlepiej wypadają tematy spokojne, nostalgiczne (np. „Pretty Corny”, „Climbing For A Kiss”) z rewelacyjnymi aranżacjami slow strings czy subtelnymi akcentami gitary akustycznej, przywodzących na myśl klimat muzyki Thomasa Newmana z takich klasyków jak choćby „Skazani na Shawshank”.

 

Kolejne punkty należałoby przyznać kompozytorowi „Hacksaw Ridge” za instrumentacje, które w całej ścieżce wypadają znakomicie. W ogóle produkcja tego soundtracku stoi na bardzo wysokim poziomie, nie można powiedzieć, że tylko brzmienie płyty jest solidne. Zresztą w strukturze, w sercu dźwięku (widoczne szczególnie w utworach bitewnych, dramatycznych) można usłyszeć charakterystyczną dla stylu Zimmera pulsującą sekcję rytmiczną i "tłuste", ciężkie, acz soczyste brzmienie sekcji dętej („Rescue Continues”). Nie powinno to jednak dziwić, skoro obaj bracia Gregson-Williams związani są z Remote Control Productions.

 

Muzyka z „Przełęczy ocalonych” urzeka również wykorzystaniem instrumentów etnicznych – w tym przypadku japońskich („Praying”). Nie jest to w żadnej mierze nowatorstwo ze strony kompozytora, zabiegi takie są niemal powszechne we współczesnych kompozycjach filmowych, jednak to, co wyróżnia „Hacksaw Ridge”, to mądre wykorzystywanie egzotycznych dźwięków. Znów powracam do zbalansowania całości dzieła. Dla przykładu posłuchajmy jak kompozytor wykorzystuje chór czy w ogóle wokalistykę. Nie wypycha ich na pierwszy plan, nie chowa również w "ścianie dźwięku" orkiestry. Można powiedzieć, że chór pojawia się dokładnie wtedy gdy ma się pojawić, podkreślając konkretną scenę czy część obrazu.

 

Kilka słów trzeba napisać także o tematach przewodnich ścieżki. Główny motyw, oparty o instrumenty dęte, to wręcz tradycyjne nawiązanie do militarnej, znamiennej dla filmów wojennych stylistyki. I znowu nie ma tu zaskoczenia, bowiem „Hacksaw Ridge” jest kinem batalistycznym i sięgniecie maestro po takie rozwiązanie jest akceptowane, a nawet spodziewane przez odbiorcę. Co do samej melodii, cóż – nie jest ona zbyt charakterystyczna i nie nadaje jakiegoś szczególnego kolorytu całej partyturze, co w wypadku tematu przewodniego jest raczej minusem. Ale i pod tym względem „Hacksaw Ridge” nie wypada jakoś szczególnie źle na tle innych kompozycji z filmów wojennych, a już na pewno tych pojawiających się w ostatnim czasie.

 

Czy zatem muzyka z „Przełęczy ocalonych” jest dziełem wybitnym? Z pewnością nie. Dodam od razu, że nie jest też kompozycją zasługującą na pięć nutek. O ile w przypadku filmu nie widziałbym przeszkód aby taką notę wystawić, o tyle z muzyką już tak nie jest. Dlaczego? Według mnie kluczem jest "zaskoczenie" właśnie, a konkretnie jego brak. Od tego słowa zacząłem tę recenzję nieprzypadkowo, bowiem „Hacksaw Ridge” był dla mnie pozytywnym filmowym zaskoczeniem minionego roku, natomiast sama muzyka już takim zaskoczeniem nie jest. To dobra kompozycja, dla niektórych zapewne i bardzo dobra. Ale sięgając głębiej okazuje się, że dostajemy dokładnie to, czego możemy się spodziewać po muzyce do dramatu wojennego.

 

Kompozycja ta to przede wszystkim klasyczne rozwiązania w nowoczesnej, rewelacyjnie brzmiącej oprawie. Co nie zmienia faktu, że jest to chyba najlepsza partytura w dorobku brytyjskiego kompozytora. I tu chciałem na chwilę wrócić do oscarowych dywagacji. Brak nominacji za najlepszą muzykę dla „Hacksaw Ridge” jest co najmniej nieporozumieniem. Niemniej myślę, że sympatycy Ruperta Gregsona-Williamsa mogą patrzeć ze spokojem w przyszłość – pod warunkiem, że kompozytor będzie konsekwentnie rozwijał swój własny styl i budował silną pozycję w ciasnym i bardzo konkurencyjnym środowisku muzyki filmowej.

Autor recenzji: Jakub Czaja


CD 1

01.

Okinawa Battlefield

02.

I Could Have Killed Him

03.

A Calling

04.

Pretty Corny

05.

Climbing For A Kiss

06.

Throw Hell At Him

07.

Sleep

08.

Dorothy Pleads

09.

Hacksaw Ridge

10.

Japanese Retake The Ridge

11.

I Can’t Hear You

12.

One Man At A Time

13.

Rescue Continues

14.

A Miraculous Return

15.

Praying

16.

Historical Footage

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz