• 13 Reasons Why - score
  • 13 Reasons Why
  • Dalida
  • Straight Outta Compton
  • Hologram for the King, A

Finding Dory

data publikacji: 19/07/2016

Gdzie jest Dory

Finding Dory

"...prawdziwy ocean fikuśnych dźwięków..."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 2016

Wytwórnia: Walt Disney Records

Czas trwania: 68:22 min.

 

Zbędnych sequeli Pixara ciąg dalszy. Tym razem, po samochodach i potworach, wracamy do oceanu, gdzie sytuacja bohaterów „Finding Nemo” zostaje odwrócona i zamiast na pociesznym błazenku skupia się na – jak sam tytuł wskazuje – zapominalskiej Dory, która nagle dostaje przebłysków odnośnie swojej przeszłości. Film pod wieloma względami powiela atrakcje poprzednika, wzorowo je także wyolbrzymiając, urozmaicając. Nie da się jednak ukryć, iż to jedynie typowy skok na kasę i twór generalnie niepotrzebny.

 

Na kompozytorski stołek, w przeciwieństwie do „Aut”, powraca ten sam człowiek, czyli oczywiście Thomas Newman. Oznacza to zatem dokładnie tę samą stylistykę, co w pierwowzorze. Zbliżony, acz troszkę dłuższy (o siedem minut) jest również album, na którym ponownie znajdziemy przeróbkę śpiewanej klasyki. Za nową wersję towarzyszącego napisom końcowym „Unforgettable” odpowiada wokalistka Sia i, jak można by się spodziewać, przegrywa z oryginałem znacznie. Warto wspomnieć, że w filmie wykorzystano również nieśmiertelne „What A Wonderful World” Louisa Armstronga, lecz zrobiono to ni przypiął, ni wypiął.

 

Szczęśliwie reszta soundtracku jest już konkretniejsza, choć, co nie dziwi, pozbawiona świeżości „...Nemo”. Ale nie jego lotności. Newman dalej czuje bluesa. Jego praca potrafi, przynajmniej miejscami, porwać na dużym ekranie, a i poza nim pozwala wpłynąć na prawdziwy ocean fikuśnych dźwięków. Mimo niezbyt szałowego początku, znajdziemy tu zatem kilka nowych tematów, które spokojnie dorównują melodiom z pierwowzoru. Inna sprawa, że ponownie plankton na płycie nie wpływa dobrze na jej eksplorację. Trzeba jednak zaznaczyć, że tym razem utworów jest nieco mniej i zgrabnie przechodzą jeden w drugi, zatem ciągłość nie jest tu specjalnie zaburzona. Kilkudziesięciosekundowe przerywniki, jak początkowe „Kelpcake”, „Migration Song” czy „All Alone” oraz totalnie wybijającą z klimatu pieśń „O, We're Going Home”, można sobie było jednak darować, gdyż zwyczajnie przemykają one przez uszy. Także wieńczące krążek, quasi bonusowe motywy wydają się zbędne, nawet jeśli same w sobie są niezłe.

 

Na dłuższą metę długość poszczególnych ścieżek nie ma tak naprawdę znaczenia. Takie „...Shells” trwa na przykład niemal pięć minut, które w filmie stanowią niezwykle emocjonujący moment, zapodany z prawdziwą maestrią. Ale co z tego, skoro bez kontekstu właściwie się one nie sprawdzają i zwłaszcza dla młodszych melomanów nie będą przedstawiać większej wartości. Na szczęście podobne, mało angażujące fragmenty można policzyć tu na palcach jednej ręki, a im dalej zagłębimy się w nuty, tym więcej barw odkryjemy. I oczywiście Newman nie byłby sobą, gdyby dodatkowo nie ozdobiłby ich okolicznościowymi, wyjętymi wprost z filmu odgłosami, perfekcyjnie wpisanymi w fakturę poszczególnych motywów (np. dziecięcy śmiech w  „Kelpcake”). Przeciwników takich zabiegów od razu uprzedzam, że również nie ma ich tutaj za wiele.

 

Maestro odwołuje się oczywiście do swojego poprzedniego dokonania – chociażby już w „One Year Later” – ale nie rezygnuje z kreatywności, po dosłowne cytaty sięgając niezmiernie rzadko, niezbyt ochoczo. Newman nie zatracił także swoistego pazura w tworzeniu zadziwiająco lekkich, figlarnych melodyjek. Nawet jeśli żadna z nich nie stanowi novum na tle dotychczasowej twórczości kompozytora, to i tak bez problemu powinna zadowolić jego fanów. Ponownie jest tu do czego potupać nóżką, raz jeszcze muzyka naszpikowana jest mnóstwem przyjemnych detali, zaskakujących niuansów i niecodziennych dźwięków, w które aż chce się zanurzać raz po raz (polecam zresztą odsłuch na dobrej jakości słuchawkach). Nie brakuje akcji oraz napięcia, ale i czarującej liryki i romantycznego zacięcia. A przy całości spokojnie idzie się odprężyć i po prostu dobrze bawić.

 

Jasne, tu i ówdzie dopadnie nas mniej angażujący underscore, trafi się też trochę dosłownego mickey-mousingu. Wszystko razem może wydać się miejscami zbyt chaotyczne i za kolorowe dla bardziej konserwatywnego melomana. Frajda z odkrywania kolejnych pokładów muzycznej wyobraźni artysty jest jednak niezmienna. Mimo wszystko „...Dory” potrafi ująć – czy to ogólną różnorodnością tematyczną, czy też olbrzymią wprawą w tworzeniu i zręcznością z jaką rozpościera przed nami poszczególne aspekty ilustracyjne. Przykładów intrygujących, niebanalnych sztuczek kompozytorskich i ekscentrycznych fragmentów można by tu mnożyć i mnożyć („Hands!” czy „No Walls” są wprost niesamowite). Dla nerdów to wręcz idealna pozycja do wielogodzinnego studiowania.

 

 

Podejrzewam jednak, że dla wielu innych, przypadkowych odbiorców rzeczony krążek może okazać się zbyt krzykliwy i nadekspresyjny w swej manierze (zupełnie jak bohaterka filmu), przyprawiający o ból głowy natłokiem atrakcji już w połowie. Im polecam zatem „Finding Dory” z lekką rezerwą, podczas gdy miłośnicy takich klimatów spokojnie mogą szykować portfele, celując zarazem w ocenę o oczko wyższą. Krakowskim (rybim) targiem 3,5 nutki (a nawet 3,75) to moja finalna nota.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Kelpcake

02.

Finding Dory (Main Title)

03.

Lost at Sea

04.

One Year Later

05.

Migration Song

06.

“O, We’re Going Home”

07.

Jewel of Morro Bay

08.

Gnarly Chop

09.

Squid Chase

10.

Sigourney Weaver

11.

Hank

12.

Nobody’s Fine

13.

Rebecca Darling

14.

Meet Destiny

15.

Joker at Work

16.

Becky Flies

17.

Hands!

18.

Almost Home

19.

Open Ocean

20.

Two Lefts and a Right

21.

Everything About You

22.

Quarantine

23.

Warp

24.

All Alone

25.

…Shells

26.

No Walls

27.

Okay with Crazy

28.

Hide and Seek

29.

Quite a View

30.

Unforgettable – Sia

31.

Three Hearts (End Title)

32.

Loon Tune

33.

Fish Who Wander

34.

Release

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz