• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

Game of Thrones – season 6

data publikacji: 01/07/2016

Gra o Tron – sezon 6

Game of Thrones – season 6

"...najlepszy z dotychczas stworzonych na potrzeby Siedmiu Królestw..."

Kompozytor: Ramin Djawadi

Rok produkcji: 2016

Wytwórnia: WaterTower Music

Czas trwania: 90:40 min.

 

Kolejne dziesięć odcinków batalii o Westeros za nami. Jeszcze jeden rok zleciał jak ze smoka ogniem strzelił. „Another season, another reason for makin' whoopee.” – jak śpiewała swego czasu Michelle Pfeiffer we „Wspaniałych Braciach Baker”. Zima nadeszła, następne postaci gryzą piach, podczas gdy inne urosły w siłę – dzieje się i jest co celebrować. O dziwo jest również czym świętować, gdyż jedną z rzeczy jaka autentycznie przykuwa uwagę w sezonie szóstym jest ścieżka dźwiękowa Ramina Djawadiego.

 

Nie, to nie żart nadwornego błazna. Bard jak nigdy wcześniej zaserwował nam de facto atrakcyjną, ekscytującą muzykę. Pracę bogatą w tematy i istotnie dobre melodie. Nuty, które na ekranie w końcu się zaznaczają, są odpowiednio wyeksponowane, bez problemu rozwijają się i wybrzmiewają. Jakby tego było mało, Djawadi napisał tej muzyki naprawdę dużo, czego dowodem sięgające aż półtorej godziny i uzupełnione licznymi bonusami wydanie WaterTower, na którym znajdziemy aż 26 utworów.

 

Już w pierwszym – legendarnym temacie głównym – słychać drobną poprawę w serwowaniu kolejnych dźwięków. Znany dobrze wszystkim motyw brzmi jakoś lepiej, wydaje się bardziej przejrzysty, być może nawet wydatniej zaaranżowany, czuć w nim rozmach, plastyczność. Kompozytor znacznie częściej odwołuje się też do niego w innych melodiach (wliczając w to całkiem dobrą aranżację w „Winter Has Come”). A te nie raz potrafią zaskoczyć – czy to obraną stylistyką, głębią wyrazu lub zwyczajnie technicznym dopracowaniem.

 

Zmiany te sprawiają, że w głowach zwykłych śmiertelników samoistnie zaczyna kołatać myśl, czy aby wyszydzany do tej pory przez krytykę minstrel nie przygruchał sobie jakichś pomagierów, albo i nawet nie wysłużył duchami, które odwaliły za niego całą robotę. Szczególnie, że niektóre fragmenty utrzymane są w tak odmiennym klimacie, iż wydają się wręcz nie przystawać do wypracowanej przez lata, zimnej faktury ilustracji. Słychać to zwłaszcza w najdłuższym tutaj, opisującym prolog finałowego epizodu kawałku „Light of the Seven” (oraz poniekąd w będącym jego uzupełnieniem „Hear Me Roar”), którego minimalistyczne dźwięki fortepianu i wyjątkowa, narastająca atmosfera wydają się wzięte z repertuaru Glassa, Nymana bądź Richtera.

 

Action score natomiast – mimo iż dalej w większości dość sztampowy, trochę na jedno kopyto – potrafi przywdziać otoczkę przygód Jasona Bourne’a („A Painless Death”). Choć tu akurat trudno się dziwić, skoro i na ekranie dochodzi do podobnych kuriozów. Atrakcji zatem co nie miara, kompozytor nie boi się też różnorakich eksperymentów dźwiękowych. Lecz nie zawsze idą one w parze z narzuconą wcześniej jednolitością muzyki, przez co zdają się być po prostu wyrwane z innego świata. Ale same w sobie ciekawe.

 

Maestro zdecydowanie najlepiej wychodzą przy tym wszelkie tematy chóralne, których prawdziwym ukoronowaniem epickie, wieńczące podstawowy materiał „The Winds of Winter” – kto wie czy nie najlepszy z dotychczas stworzonych na potrzeby Siedmiu Królestw. Acz niewiele gorsze wrażenie sprawiają „Blood of My Blood”, „Reign” i „Khaleesi” – wszystkie, jakże by inaczej, dotyczące Matki Smoków, której już nie raz Djawadi z sukcesem starał się przypodobać, wzorem panów srebrnego ekranu wynosząc ją ku gwiazdom.

 

Ciekawa jest jeszcze i liryka, w której skrywa się chyba najwięcej przyjemnych detali. Dowodem na to niezwykle ciepłe i sympatyczne „Needle”, w którym przewodzi mandolina oraz stojące na przeciwległym biegunie, posępne „The Red Woman”, które w samej dopiero końcówce nabiera chwytliwego rozpędu. Bardzo zgrabnie zresztą spokojniejsze melodie spajają się z tymi bardziej żywiołowymi, drapieżnymi motywami, niekoniecznie akcji. Taki jest casus zarówno „Bastard”, które kończy przejmująca gra smyczków, generalnie niezbyt miłego dla uszu, zwłaszcza na początku „Let's Play a Game”, jak i osławionego „Hold the Door” – aczkolwiek ten ostatni nie do końca sprawdza się bez kontekstu.

 

Rzecz jasna dalej trafimy tu na nieco zbędnych utworów, mało inspirującą tapetę – tym razem jednakże zaskakująco nie pustą („Maester”). Można czepiać się ogólnej anonimowości wspomnianego action score’u, narzekać na zbędne w sumie utwory bonusowe, które niewiele wnoszą do całości, bezwstydnie wydłużając i tak już przytłaczający czas trwania soundtracku oraz wytykać palcami zbyt częsty recycling tematu głównego. Można, ale po co?

 

Djawadi w końcu spełnił wszak pokładane w nim nadzieje, zabił klina krzykaczom. Sprawił, że serial nabrał życia i barw, których dotychczas odrobinę mu brakowało. Zrobił to, co powinien zrobić już dawno temu – napisał imponującą zarówno różnorodnością, jak przepychem, emocjonującą ilustrację, której chce się słuchać, i do której chce się wracać. Plebs skacze z radości, szlachta klaszcze do taktu, a włodarze HBO oraz sam zainteresowany oddychają z ulgą. Ino psy, zdezorientowane takim obrotem spraw, przekrzywiają łby z pretensjami w ich zestresowanych oczach, pytając w duchu: dlaczego tak późno...?

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Titles

02.

Blood of My Blood

03.

Light of the Seven

04.

Needle

05.

Coronation

06.

Feed the Hounds

07.

My Watch Has Ended

08.

The Red Woman

09.

Hold the Door

10.

Khaleesi

11.

Maester

12.

A Painless Death

13.

Reign

14.

Let’s Play a Game

15.

Bastard

16.

Trust Each Other

17.

Winter Has Come

18.

Hear Me Roar

19.

The Winds of Winter

20.

Lord of Light (Bonus Track)

21.

Service of the Gods (Bonus Track)

22.

I Need You by My Side (Bonus Track)

23.

The Tower (Bonus Track)

24.

Unbowed, Unbent, Unbroken (Bonus Track)

25.

I Choose Violence (Bonus Track)

26.

Hodor (Bonus Track)

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz