• 007: Die Another Day – remastered and expanded
  • Arthur Christmas
  • Star Wars, Episode VIII: The Last Jedi
  • Brimstone
  • Silence

X-Men: Apocalypse

data publikacji: 10/06/2016

X-Men: Apocalypse

"...jest jednym z tych elementów, który potrafi się obronić..."

Kompozytor: John Ottman

Rok produkcji: 2016

Wytwórnia: Sony

Czas trwania: 76:09 min.

 

Mutanci wciąż na propsie – choć czy na pewno? Najnowszy film Bryana Singera, było nie było ojca sukcesu X-Menów, zbiera mieszane recenzje, wśród których przeważają niestety te negatywne. Faktycznie, do ósmego z kolei filmu tego uniwersum, tym razem o podtytule „Apocalypse” można mieć sporo zastrzeżeń. Szczęśliwie w całej tej produkcji muzyka jest jednym z tych elementów, który potrafi się obronić – także poza ruchomym obrazem.

 

Jej autorem oczywiście John Ottman – wieloletni współpracownik i przyjaciel Singera, który zgodnie z tradycją film również zmontował, a także zaliczył w nim, podobnie jak reżyser, niewielkie cameo. Co więcej, Ottman tym razem został też współproducentem widowiska. W przeciwieństwie jednak do „Days of Future Past” nadmiar obowiązków nie przeszkodził mu tym razem skupić wszystkich swoich mocy na ilustracji. Niekiedy sprawia ona równie dobre wrażenie, co pamiętne X2, z którego temat przewodni powraca w pełnej krasie nie tylko na potrzeby utrzymanej w podobnym stylu czołówki.

 

Ze względu na rozmach filmu, ścieżka Ottmana jest zresztą dalece bardziej epicka. Niestety, podobnież i samo jej wydanie – znów sięgające grubo ponad 70 minut, z których przynajmniej kwadrans to niewiele wnoszący underscore, istnienie którego można było spokojnie oszczędzić melomanom. Odsłuch bywa zatem męczący i problematyczny. Acz, o słodka ironio, muzyka generalnie nie nudzi, w porównaniu do poprzedniej x-partytury jest całkiem zróżnicowana i może się podobać nie tylko zatwardziałym miłośnikom Logana i spółki.

 

Rzecz jasna pierwsze skrzypce gra tu przebojowy action score, jak i wszelkie momenty bezpośrednio odwołujące się do tytułowego Apokalipsa – najstarszego i najpotężniejszego z mutantów, który chyba sam już gubi się w posiadanych przezeń możliwościach. Potężne chóry są tu zatem na porządku dziennym, często do walki zrywa się także cała orkiestra, a tematycznie jest na czym zawiesić ucho. Już same trzy pierwsze ścieżki to miód na serce każdego fana dźwiękowego przepychu. Potem ustępuje on oczywiście także liryce i fragmentom czysto dramatycznym, ale jego siła ani na moment nie słabnie, dlatego też równie duże wrażenie wywołuje końcówka materiału („Great Hero / You Betray Me”, „Like a Fire” i „You're X-Men / End Titles”), czy też pojedyncze utwory poświęcone Magneto („Eric's Rebirth”).

 

Ten ostatni postanowił zaszyć się incognito w polskim Pruszkowie, gdzie nie tylko radośnie świergocze po naszemu, ale i śpiewa córce na dobranoc rodzimą melodię ludową (!). Tłumaczy to obecność wieńczącego album „Rest Young Child”, które w pełnej wersji albumowej "kaleczy" już Jasper Randall. Jak można się domyśleć po zrozumieniu (przynajmniej niektórych) słów, jest to dzieło wymyślone na potrzeby filmu, choć w jakimś stopniu z pewnością oparte o nadwiślańskie pieśni patriotyczne. Przyjemny to zresztą bonus. I nie jedyny. Ottman sięga bowiem nie tylko do słowiańskiej spuścizny, ale też bardzo fajnie bawi się klasyką germańską w mówiącym wszystko utworze „Beethoven Havok” – kolejnym jasnym punkcie tej odsłony ludzi-iksów.

 

Na plus zaliczyć trzeba także solidną ciągłość całej kompozycji. Poszczególne utwory płynnie przechodzą jeden w drugi, żaden nie osiąga też niewygodnych w odbiorze rozmiarów, nawet przy założeniu, że cała płyta może się dłużyć. Chwilami bywa co prawda sztampowo, topornie i niezbyt oryginalnie (wspomniane „Eric's Rebirth” pachnie kalką motywu tytułowego ze „Skazanych na Shawshank”, który przypuszczalnie robił za temp-track), a brak bardziej zdecydowanego montażu zabija odrobinę finalne wrażenie. Można mieć też żal do maestro, że nie wykorzystał potencjału niektórych postaci, nie pokusił się o lepszą charakterystykę dźwiękową danych lokacji, nie wypełnił tła ujmującymi detalami jak właśnie w X2.

 

Lecz koniec końców mamy do czynienia z naprawdę solidną, niebanalną kompozycją, która dzielnie winduje w górę ogólną średnią muzyczną danego uniwersum. Jasne, świat X-Menów zawsze stwarzał melomanom sporo dylematów, szczególnie w oderwaniu od filmowego kontekstu. Spośród pięciu różnych kompozytorów, którzy mieli dotychczas okazję tą serię ilustrować, Ottman wydaje się jednak wciąż najlepszym wyborem. I „Apocalypse” jest na to kolejnym dowodem. Przeciwników może i niezbyt do siebie przekona, ale nawet i oni powinni do powyższej oceny dodać jeszcze skromny plusik. Bo o serduszko już trudniej.

 

 

P.S. W filmie pojawiają się również fragmenty piosenek: „The Hunted” grupy Snow Ghosts, „Sweet Dreams” zespołu Eurythmics oraz „The Four Horsemen” Metallici.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Apocalypse

02.

The Transference

03.

Pyramid Collapse / Main Titles

04.

Eric's New Life

05.

Just a Dream

06.

Moira's Discovery / Apocalypse Awakes

07.

Shattered Life

08.

Going Grey / Who the Fuck Are You?

09.

Eric's Rebirth

10.

Contacting Eric / The Answer!

11.

Beethoven Havok

12.

You Can See

13.

New Pyramid

14.

Recruiting Psylocke

15.

Split Them Up!

16.

A Piece of His Past

17.

The Magneto Effect

18.

Jet Memories

19.

The Message / Some Kind of Weapon

20.

Great Hero / You Betray Me

21.

Like a Fire

22.

What Beach?

23.

Rebuilding / Cuffed / Goodbye Old Friend

24.

You're X-Men / End Titles

25.

Rest Young Child (Vocal Version) – Jasper Randall

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Goska Tomasz 10-06-2016, 16:00

Jest moc, jest filmowa słuszność, ale brak jeszcze tej bożej iskry, która by pozwoliła stawiać tę pracę na piedestale osiągnięć Ottmana. Szkoda, bo projekt miał olbrzymi potencjał. W końcowej ocenie stawiam 3,5, więc zaokrąglam do 4. ;)


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz