• Silence
  • Get Out
  • Allied
  • Thank You for Your Service
  • Marie Curie

Casualties of War

data publikacji: 09/01/2016

Ofiary wojny

Casualties of War

"...szczyt dramaturgicznej ekspresji..."

Kompozytor: Ennio Morricone

Rok produkcji: 1989

Wytwórnia: CBS Records / Columbia / Pendulum

Czas trwania: 47:00 min.

 

Brian De Palma i Ennio Morricone współpracowali ze sobą jedynie trzykrotnie. Dlaczego? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, że włoski mistrz wypowiada się o reżyserze zawsze w dużych superlatywach i z szacunkiem. Nie dziwota, wszak dwa wspólne filmy okazały się dla kompozytora highlightami kariery. Pierwszy przyniósł mu nominację do Oscara, a drugi do Złotego Globu. „Nietykalnych” opisaliśmy już dawno temu w internecie. Teraz pora nadrobić „Ofiary wojny”.

 

Jak większość filmów wojennych lat 80., tak i ten prawi o konflikcie wietnamskim, który do dziś odbija się czkawką Amerykanom. De Palma skupił się jednak na małym wycinku całej wojny, opierając się na artykule opisującym prawdziwą zbrodnię – porwanie, zbiorowy gwałt i morderstwo lokalnej dziewczyny przez pozostawionych samym sobie, jankeskich żołnierzy. Nie była to pierwsza ekranizacja tych wydarzeń (dwukrotnie adaptowano je na potrzeby dużego ekranu jeszcze w latach 70.), ale to właśnie produkcja De Palmy przyniosła rozgłos sprawie, jeszcze bardziej uwydatniając bezsens amerykańskich działań w południowo-wschodniej Azji.

 

Reżyser od początku myślał o zatrudnieniu Morricone, nie tylko przez wzgląd na sukces ich wcześniejszego spotkania. Za temp-track pod ruchome kadry posłużyła bowiem inna praca włoskiego mistrza, „Coś”. Szczęśliwie w żadnym wypadku nikt się nią specjalnie nie inspirował, a sam maestro napisał zupełnie świeżą kompozycję, jaka wespół z obrazem osiąga szczyt dramaturgicznej ekspresji, dosłownie miażdży zmysły.

 

Już sam motyw przewodni – niezwykła mieszanka chóru i orkiestry Unione Musicisti di Roma, rozwiązań zapożyczonych z estetyki westernowej oraz znanych już m.in. z „Misji” Fletni Pana (tym razem należących do grupy Trencito De Los Andes) – to poruszające do głębi dzieło ku czci ofiar (nie tylko wietnamskiego) konfliktu, jakiego nie sposób wymazać z serca, a tym bardziej z pamięci. Chociaż każdą nutę wypełnia tu potężny ból, żal i smutek, jest to wyjątkowo piękna, urzekająca kompozycja, od której trudno jest się oderwać choćby na sekundę. Prawdziwy, ponadczasowy majstersztyk artystycznego wyrazu.

 

Dobrze zresztą, że powstała taka perełka, bowiem zarówno na albumie, jak i w filmie, pojawia się ona nad wyraz często. Niekiedy ma się właściwie wrażenie, iż bez przerwy sączy się z głośników. Jest to zatem główna siła nośna, co drobna słabość tej pracy, która jest bardzo jednostajną, a w dodatku często wielce stonowaną porcją filmówki, której na domiar złego nie pomaga pozbawiony chronologii montaż, odkrywający jej największy atut już na samym początku. Niemniej ładunek emocjonalny i siła wydźwięku są tutaj wprost niesamowite. A kolejne aranżacje danej melodii na tyle od siebie różne, iż trudno pisać o nudzie, zmęczeniu materiału lub braku innych pomysłów.

 

W ten sam sposób, co otwierający całość utwór tytułowy, rozdziera duszę duet „The Rape” i „The Death of Oahn”. Ślicznie kojące jest „The Healing”, a wieńczące historię dwie elegie, w jakich wyraźnie słychać już nutkę optymizmu, napawają nadzieją na lepsze jutro. Ciekawe są także utrzymane w marszowym stylu „The Abduction”, jak i powoli rozwijająca się wersja w „No Escape”, gdzie znajdziemy po trochu wszystkich tych doznań oraz wysuniętą na pierwszy plan sekcję dętą. Notabene to drugi najdłuższy fragment tego wydawnictwa.

 

Wydanie to w dodatku odpowiednio różnicują jednorazowe, poboczne, krótsze motywy, swoiste przerywniki. Doskonale uzupełniają się one z clou tej kompozycji i zarazem potrafią być atrakcyjne same w sobie, nawet jeśli w większości ocierają się już o mniej przyjemną muzykę tła. Takie jest właśnie „Trapped in a Tunnel”, które od samego początku oferuje nam dynamiczny wyścig z czasem – i owszem, ociekający akcją, o intrygującej fakturze, lecz im bliżej finału, tym bardziej drażniący raczej zmysły melomana, niźli łechtający je. Niemniej to kolejny warty uwagi, świetny kawałek tej płyty.

 

A już na pewno lepszy od mocno ilustracyjnych, na dłuższą metę jedynych zbędnych w oderwaniu od kontekstu, posępnych „No Hope” i „The Fragging” oraz – bodaj najbliższego stylistycznie wspomnianemu „The Thing” – „Waste Her”. Acz nawet w ich wypadku trudno mówić o faktycznie straconym czasie, szczególnie gdy cały krążek zamyka się w zaledwie 47 minutach. Jest to właściwie pełny zapis danej ilustracji, nawet względem rozszerzonej o dwie dodatkowe sekwencje edycji filmu.

 

Jakby nie patrzeć i od której strony by nie podchodzić, krytyczniej wytężając słuch, zawsze jest i będzie to muzyka filmowa wysokiej próby. Tylko zresztą na pierwszy rzut ucha swoista monotematyczność może stanowić problem – w rzeczywistości to całkiem bogata ścieżka dźwiękowa, rosnąca w odbiorcy i emocjonująca do samego końca. Niebanalna pozycja tego gatunku, w niczym nie ustępująca kawałkowi Samuela Barbera, wsławionemu przez starszy o trzy lata „Pluton”. Także w kontekście przepastnego dorobku Ennio Morricone jest to tytuł wyjątkowy. Nie można przegapić!

 

P.S. W filmie wykorzystano też fragmenty następujących piosenek: „Everybody Loves Somebody” Irvinga Taylora & Kena Lane, „Hello, I Love You” formacji The Doors w wyk. jednego z aktorów, „Hold On I'm Coming” by Sam & Dave, „Magic Carpet Ride” grupy Steppenwolf oraz „Time Has Come Today” The Chambers Brothers.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Casualties of War

02.

Trapped in a Tunnel

03.

No Escape

04.

The Abduction

05.

No Hope

06.

The Rape

07.

The Death of Oahn

08.

The Healing

09.

The Fragging

10.

Waste Her

11.

Elegy for a Dead Cherry

12.

Elegy for Brown

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz